Verity zamarła na wypolerowanej podłodze, z oczami utkwionymi w małej figurce pędzącej w stronę swojej rodziny. Potem spojrzała w dół, na własną, pustą prawą dłoń, jakby brakujące ciepło sprawiło, że terminal nagle stał się zimny.
Jej palce były wciąż skulone, jakby mała dłoń Dawn miała do nich wrócić, ale przez szczelinę prześlizgiwało się tylko chłodne lotniskowe powietrze. Gasnące ciepło na jej






