HUNTER
Powoli wziąłem wdech, zmuszając się do skatalogowania wszystkiego, co było nie tak z Kostasem.
Jego brązowe oczy wciąż były zaczerwienione, a przez białka przebijały żyłki. Piana osadziła się na jego wargach, gdy dyszał pod moją stopą. Desperacja, która z niego biła, była surowa i niefiltrowana, a jego przekonanie w to, co mówił – absolutne.
Księżycowy obłęd tak nie wyglądał.
Uniosłem wzrok






