KAT
Wiata opierała się o chatę, jej stalowe słupy dławiły poskręcane pnącza, które pełzły w górę i rozprzestrzeniały się po dachu z blachy falistej, pochłaniając konstrukcję kawałek po kawałku. Sprzęt do ćwiczeń wypełniał niemal każdy centymetr betonowej podłogi.
Pot spływał mi z czoła, ramiona drętwiały od uderzeń w worek treningowy. Najwyraźniej wielogodzinny bieg to było za mało; Mal zamierzał






