HUNTER
Justin leżał teraz przypięty pasami do krzesła, a nie na pryczy. Medyk oczyścił go na tyle, by rany nie wyglądały na śmiertelne, ale wciąż śmierdział skwaśniałą krwią i zgnilizną. Jego oczy były otwarte, lecz mętne, a źrenice maksymalnie rozszerzone od środków uspokajających.
Drgnął, gdy podszedłem bliżej. W jego szklistych oczach błysnął strach i ból. Dzieciak nie widział mnie zeszłej nocy






