{Nieznany punkt widzenia}
Po zakończeniu ceremonii wszyscy zaklaskaliśmy Ashowi, ale moje oklaski były raczej wymuszone, bo szczerze mówiąc, gówno mnie to obchodziło. Kiedy pozwolono nam się rozejść, by porozmawiać i zjeść, Kendrick od razu ruszył do jedzenia, a ja po prostu się przechadzałem. Musiałem przyznać, że były tu ładne dziewczyny, ale żadna tak naprawdę mnie nie zainteresowała.
Krótko porozmawiałem z kilkoma innymi obecnymi Alfami, przynajmniej z tymi, z którymi żyłem w dobrych stosunkach. Byli starsi, mądrzejsi i dawali mnóstwo świetnych rad. Przyprowadzili ze sobą swoje nieposiadające partnerów córki w nadziei, że te znajdą swoich przeznaczonych. Myślałem, że to miała być ceremonia Alfy, a nie szybkie randki. Pokręciłem głową i w duchu przewróciłem oczami. Doskonale wiedziałem, że mieli nadzieję, iż okażę się przeznaczonym jednej z ich dziewczyn, ale to nie miało racji bytu. Przynajmniej nie, jeśli Bogini Księżyca miała tu coś do powiedzenia.
Pochodziłem jeszcze trochę, a kilka wilczyc rzucało mi powłóczyste spojrzenia. Uśmiechałem się do nich, ale to było wszystko. Słyszałem ich rozczarowanie, ale szczerze mówiąc, nic mnie to nie obchodziło. Nie przyszedłem tu, żeby podrywać przypadkowe dziewczyny, w przeciwieństwie do Kendricka, na którym już wieszały się dwie z nich. Szybko połączyłem się z nim telepatycznie,
Lepiej upewnij się, że te dziewczyny są pełnoletnie, Ken. Nie potrzebuję, żebyś wszystko sp***dolił, sypiając z nieletnią.
Wyluzuj, już się upewniłem. Pokazały mi swoje kły i pazury. Właśnie zamierzam zabrać te dwie ślicznotki do mojego pokoju gościnnego.
Jesteś chory.
Nie krytykuj, dopóki nie spróbujesz.
Miałem już odpowiedzieć, gdy uderzył mnie zapach, od którego aż ślinka napłynęła mi do ust. Mój wilk, Blade, zaczął się wiercić i podskakiwać w moim umyśle.
Przeznaczona. – powiedział.
Co?
Przeznaczona. – powtórzył. Natychmiast podążyłem za zapachem. Był tak niebiański, tak kuszący, tak zachęcający i tak pogodny. Chociaż Blade szalał, zapach był zarazem bardzo uspokajający. Był niezwykle ziołowy i orzeźwiający, pachniał jak świeżo zaparzona herbatka rumiankowa. Podążałem za wonią, która sprawiała, że połykałem ślinę gromadzącą się w moich ustach. Zaprowadziła mnie przez dziedziniec do domu stada, gdzie zapach mojej przeznaczonej stawał się coraz silniejszy, ale coś było nie tak. Jej zapach uległ zmianie, zaczął pachnieć krwią.
Spojrzałem w głąb salonu i zobaczyłem najpiękniejszą dziewczynę na świecie, ale to, co ujrzałem, wcale mnie nie uszczęśliwiło. Wywołało we mnie gniew, a Blade zaczął przejmować kontrolę na widok tego, co rozgrywało się przed naszymi oczami. Nasza przeznaczona była bita przez byłą Lunę stada Półksiężyca oraz inną kobietę, która wyglądała na późne kilkanaście lub wczesne dwadzieścia lat. Właśnie gdy jej stopa miała zetknąć się z twarzą mojej przeznaczonej, Blade wydał z siebie wściekły ryk, który zatrzymał ją w miejscu i wstrząsnął całym domem stada.
– ODP***DOLCIE SIĘ OD MOJEJ PRZEZNACZONEJ!!! – zagrzmiałem moim tonem Alfy. Obie odwróciły się w szoku. Mój wybuch sprawił, że Kendrick znalazł się u mojego boku w ciągu zaledwie kilku sekund. Użyłem swojej wilczej szybkości i odepchnąłem obie kobiety na bok, całkowicie zwalając je z nóg. Nicole przekoziołkowała przez krzesło, a druga dziewczyna uderzyła w ścianę. Gówno mnie obchodziło, czy są ranne. Dbałem tylko o moją przeznaczoną.
– Alfo, mów do mnie – powiedział Kendrick.
– Przeznaczona – szepnąłem do niego.
– Och.
– WEZWIJ LEKARZA! – ryknąłem. Kendrick ruszył, by znaleźć lekarza stada, zakładając, że ta żałosna namiastka stada w ogóle jakiegoś ma. Wziąłem moją przeznaczoną na ręce; była całkowicie nieprzytomna. Starałem się być tak delikatny, jak to tylko możliwe, ponieważ czułem, że niektóre z jej kości mogą być złamane.
– Alfo, nazywam się doktor Jacobs – powiedział mężczyzna po pięćdziesiątce lub sześćdziesiątce, podbiegając do mnie. – Proszę, chodź za mną do kliniki. – Poszedłem za nim, starając się ze wszystkich sił, by droga była łagodna dla mojej przeznaczonej. Mimo że jest zakrwawiona i pobita, wciąż dostrzegam jej piękne rysy twarzy. – Alfo, proszę, połóż ją i pozwól mi ją obejrzeć. – Robię tak, jak mówi, a on rozpoczyna badanie.
Widzę, jak podnosi jej koszulkę, a część mnie pragnie powstrzymać go w miejscu za samą myśl o zajrzeniu pod nią, ale wiem, że musi to zrobić, więc staram się opanować. Kiedy widzę siniaki, które już się utworzyły, z mojego wnętrza wyrywa się warkot, a lekarz natychmiast zatrzymuje się w strachu.
– Doktorze, proszę się nim nie przejmować i kontynuować – mówi Kendrick, wchodząc do kliniki. Lekarz wznawia badanie.
– Alfo, muszę zrobić prześwietlenie, wybacz mi. – Wywozi moją przeznaczoną z pokoju i korytarzem. Czekam cierpliwie na jego powrót. Około dwudziestu minut później wwozi ją z powrotem.
– Jak bardzo jest źle? – zapytałem.
– Nie jest tak źle, jak się wydaje – mówi, zawieszając zdjęcia rentgenowskie na tablicy podświetlanej. – Na szczęście wydaje się, że tylko jedno żebro jest tu pęknięte – oznajmia, wskazując na zdjęcie. – Zrobiłem też szybkie USG i nie ma wewnętrznego krwawienia w jamie brzusznej ani w głowie. Może obudzić się ze wstrząśnieniem mózgu, ale ogólnie powinna w pełni wyzdrowieć w ciągu 48 godzin. – Wypuszczam z ulgą oddech. – Podłączę jej kroplówkę z niewielką ilością morfiny, żeby uśmierzyć ból.
– Dziękuję. – Wkłuwa wenflon w grzbiet jej dłoni i wstrzykuje do rurki zawartość strzykawki pełnej morfiny.
– Alfo, podczas gdy ona będzie odpoczywać, czy mógłbym z tobą porozmawiać na osobności? – prosi lekarz.
– Cokolwiek ma zostać powiedziane, może zostać powiedziane przy moim Becie – mówię mu surowo.
– Bardzo dobrze. – Idzie zamknąć drzwi. Wraca i siada na krześle obok łóżka mojej przeznaczonej. – Alfo, przeglądając jej prześwietlenia, zauważyłem liczne zrośnięte już pęknięcia i złamania w większości jej kości.
– Co takiego?
– Znam ją bardzo dobrze i wiem, że to nie był pierwszy raz, kiedy została pobita, to po prostu pierwszy raz, kiedy w ogóle udzielono jej pomocy medycznej.
– Chcesz mi powiedzieć, że moja przeznaczona doznała licznych obrażeń bez opieki medycznej?!
– Owszem.
– Przecież jest członkiem stada! Co to za popieprzone bzdury?! – wykrzyknął Kendrick.
– Technicznie rzecz biorąc, nie jest członkiem stada – powiedział lekarz.
– Słucham?
– Nie jest członkiem stada. Została osierocona, gdy miała około dziesięciu lat, po czym przywieziono ją do stada i zrobiono z niej niewolnicę w domu stada.
– NIEWOLNICĘ?! – warczymy obaj z Kendrickiem.
– Skąd ona pochodzi? Gdzie jest jej rodzina?! – pytam, próbując powstrzymać gniew.
– Nie wiem, jestem tu lekarzem dopiero od jakichś sześciu lat, a ona już tu była, kiedy przybyłem. Miała około dwunastu lat, gdy ją poznałem, była już cała w siniakach i widziałem, że ma rany, które nie do końca się zagoiły.
– Czy to Alfa Eric ją bił? – zapytałem.
– Wszyscy to robili. Nawet najniższe rangą Omegi ją biły, a to głównie dlatego, że pyskowała lub stawiała się.
– Byłeś tego świadkiem? – zapytał Kendrick.
– Nie, ale ludzie w tym domu stada gadają, a wkurzeni gadają jeszcze głośniej. – Czułem, jak ogarnia mnie złość, a Blade znów chciał przejąć kontrolę. Musiałem włożyć wiele wysiłku, by go powstrzymać.
– Bądź ze mną szczery, doktorze, czy kiedykolwiek podniosłeś na nią rękę? – warknąłem.
– Nie, nigdy nie skrzywdziłbym dziecka. Jestem lekarzem i moim obowiązkiem jest traktowanie wszystkich z życzliwością i szacunkiem; jednak w przypadku tego biednego dziecka, nie wolno mi było.
– Nie wolno ci było? Ty sobie ze mnie, k***a, żartujesz? – prychnął Kendrick.
– Przykro mi, Beto, ale nie. Alfa zakazał mi kiedykolwiek udzielać jej pomocy medycznej. Znam jej historię, ale szczerze mówiąc, nie znam jej imienia. Nie ma jej nawet w bazie danych stada.
– A co o niej wiesz? – zapytałem.
– Tylko tyle, że ma ducha walki, ale złamaną duszę, i że jest młoda. Z tego, co zrozumiałem z plotek, jej urodziny były trzy dni temu, właśnie skończyła 18 lat.
– CO?!
– Cholera, dopiero co zyskała swojego wilka – powiedział Kendrick, patrząc na nią ze współczuciem.
– Proszę, Alfo, nie krzywdź jej. Myślę, że w swoim krótkim życiu przeszła już wystarczająco dużo bólu.
– Nigdy w życiu. Jest moją przeznaczoną, moją przyszłością, moją Luną i moją jedyną prawdziwą miłością. Uleczę jej złamaną duszę. Bogini Księżyca dała mi cenny dar, a ja zamierzam pielęgnować ten dar aż do dnia, w którym umrę. – Lekarz kiwa głową i się uśmiecha.
– Pobiorę próbkę krwi, żeby zrobić jej kilka badań. Skoro nigdy nie miała opieki medycznej, myślę, że najlepiej będzie wykonać pełną morfologię, by sprawdzić, czy nie potrzebuje czegoś dodatkowego. – Kiwam głową. Pobiera kilka próbek krwi, po czym wychodzi z pokoju. Kendrick i ja patrzymy na siebie, a potem z powrotem na moją przeznaczoną.
– Ciekawe, co ją spotkało – mówi cicho Kendrick.
– Jestem pewien, że nam powie, kiedy będzie gotowa, ale na razie po prostu czuwajmy nad nią, dopóki się nie obudzi.
– Żaden problem. – Nawet jeśli Kendrick planował trójkąt, traktował swoje obowiązki jako mój Beta znacznie poważniej i zawsze przysięgał stawiać mnie oraz swoją Lunę na pierwszym miejscu. – Chcesz, żebym kazał przyciągnąć tu jeszcze jedno łóżko?
– Nie, będę spał obok niej – mówię mu. Wstaję z kanapy, na której siedzieliśmy, i delikatnie kładę się w łóżku obok mojej przeznaczonej. Wsuwam ramię pod jej barki i przytulam jej kruche ciało blisko, ale nie za mocno. Miałem nadzieję, że mój zapach da jej trochę pokoju i spokoju, podczas gdy ona będzie wracać do zdrowia.
{Z perspektywy Rylee}
Czułam, jak pulsuje mi głowa. Miałam wrażenie, jakby przejechało po mnie stado nosorożców. Kiedy próbowałam zebrać myśli, przypomniałam sobie, że pokłóciłam się z Emmą o enchilady, nazwałam Nicole wyrodną matką, a ona próbowała mnie pobić, by zmusić do uległości. Zaczęłam też przypominać sobie zapach świeżego deszczu. Nagle ten zapach ponownie zalał moje zmysły. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jestem w bardzo nieznanym pokoju. Spojrzałam w prawo i zobaczyłam jakąś dziwną maszynę, która pikała. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam kanapę. Spojrzałam w dół na moją prawą dłoń – w mojej żyle tkwiła igła.
Usiadłam najwolniej, jak tylko potrafiłam, wciąż czując następstwa pobicia przez Nicole. Stęknęłam, siadając i próbując złapać równowagę. Ponownie rozejrzałam się po otoczeniu i zdałam sobie sprawę, że jestem w jakimś szpitalu. Czy to była klinika stada? Dlaczego byłam w klinice stada? Dlaczego pachniało tu świeżym deszczem? Dlaczego sprawiało to, że czułam się szczęśliwa?
Przeznaczony. – powiedziała Kaleigh.
Co? My nie mamy przeznaczonego.
Od teraz mamy.
O czym ona w ogóle mówiła? Być może kopnięcie w głowę wpłynęło również na jej pamięć, albo płatało jej figle. Rzuciłam okiem na zegar i zobaczyłam, że minęły dwie godziny od czasu śniadania.
– Szlag! – krzyknęłam. Sięgnęłam i wyciągnęłam igłę z dłoni, co sprawiło, że maszyna zaczęła pikać w niekontrolowany sposób. Stanęłam na nogi, chociaż sprawiało mi to ogromny ból, i wybiegłam z pokoju. Nie miałam pojęcia, gdzie jestem, ponieważ nigdy wcześniej nie byłam w klinice. Zatrzymując przechodzącą obok pielęgniarkę, która spojrzała na mnie tępym wzrokiem, zapytałam: – Przepraszam, w którą stronę do domu stada?
– Przez tamte drzwi – powiedziała i wskazała za mnie.
– Dziękuję. – Chwyciłam się za bok w miejscu, w którym Nicole mnie kopnęła, i po prostu pokuśtykałam z powrotem do domu stada. Jakkolwiek bardzo chciałam się stąd wynieść przed dzisiejszym wieczorem, nie sądziłam, bym zdołała z tymi obrażeniami. Kiedy przeszłam przez dom i weszłam do kuchni, natychmiast pociągnięto mnie za włosy i uderzono w twarz.
– A więc postanowiłaś sobie pospać?! Co sprawia, że myślisz, że ujdzie ci na sucho to gówno, które odwaliłaś zeszłej nocy?! – wypluła Emma. Boże, ta suka nadal była w domu?
– Rylee, spóźniłaś się! – krzyknął Eric ze środka stołu. Co? Ach, no tak, on już nie jest Alfą. Gdzie do cholery był Ash? Nie siedział u szczytu stołu.
– Przepraszam, obudziłam się w klinice i nie mam pojęcia, jak się tam znalazłam.
– Próbujesz nas zagłodzić?! – wrzasnęła Nicole swoim przenikliwym głosem, przełamując barierę dźwięku. Ugh, nie wiem, jak u diabła Eric z nią wytrzymuje, nie wspominając już o Emmie i jej własnym głosie przypominającym drapanie paznokciami po tablicy.
– Proszę, dajcie mi dwadzieścia minut, a przygotuję śniadanie.
– DWADZIEŚCIA MINUT?! PROSISZ O DWADZIEŚCIA MINUT, KIEDY POWINNIŚMY DOSTAĆ JEDZENIE PONAD DWIE GODZINY TEMU?! – wrzasnęła Emma na całe gardło.
– Wolałabyś, żebym w takim razie nie robiła w ogóle nic? – zakpiłam.
– Tato! Zrób coś z tą suką!! – krzyknęła Emma.
– Ooo, nie potrafisz sama stanąć w swojej obronie, że musisz prosić tatusia, żeby przyszedł i uratował twój żałosny tyłek? I ty nazywasz siebie córką Alfy.
– AHH!!! – wrzasnęła i podniosła rękę, żeby mnie znów spoliczkować, ale ktoś ją złapał.
– Mógłbym przysiąc, że powiedziano ci, żebyś trzymała od niej ręce z daleka – powiedział do Emmy jakiś naprawdę przystojny facet.
– Beto Kendrick, trzymaj łapy z dala od mojej córki! – krzyknął Eric.
– Dopóki ta suka, twoja córka, będzie trzymać łapy z dala od Luny. – Czy on właśnie nazwał mnie Luną?
– LUNĄ?! – Usłyszałam odrażający głos Asha dobiegający od wejścia do kuchni. Obejmował ramieniem jakąś Omegę.
– Och, dzień dobry, Alfo Ashu – powiedział do Asha ten przystojny facet, który chyba miał na imię Beta Kendrick. – Tak, ta oto piękna, młoda dama jest przyszłą Luną Stada Błękitnego Jeziora. – Wyraz twarzy Asha natychmiast pociemniał. Zabrał ramię z Omegi i spojrzał na mnie. – Alfo Ashu, sugeruję ci oderwać wzrok od Luny, chyba że wolisz mieć do czynienia z moim Alfą, który i tak jest już wkurzony. – Obserwowałam, jak Ash spuszcza wzrok. Chociaż ten facet był Betą, coś w nim aż krzyczało o wysokiej pozycji. Kim był Alfa Stada Błękitnego Jeziora? I dlaczego ten Beta powiedział, że jestem przyszłą Luną?
– RYLEE! ŚNIADANIE SAMO SIĘ NIE ZROBI! – wrzasnęła Nicole. Miałam właśnie się odwrócić i wyciągnąć składniki z lodówki, kiedy Beta mnie powstrzymał.
– Przykro mi, Luno, ale Alfa wolałby, żebyś wróciła do łóżka odpocząć. To stado może znaleźć sobie kogoś innego do robienia im jedzenia. Skoro zostałaś oznaczona przez Alfę Stada Błękitnego Jeziora, nie musisz już więcej pracować – powiedział z olśniewającym uśmiechem.
– Beto Kendrick, nie możesz jej po prostu zabrać! – krzyknął Eric.
– Właściwie to mogę, ponieważ doskonale wiem, że ona nie jest nawet członkiem tego stada, więc nie macie do niej żadnych prawnych roszczeń – odpowiedział niezwykle poważnym tonem, po czym znów uśmiechnął się do mnie. Ja tylko gapiłam się tępym wzrokiem i mrugałam w całkowitym zagubieniu. Moja głowa zaczynała teraz boleć jeszcze bardziej. – Chodź, Luno – powiedział i wziął mnie na ręce jak pannę młodą. Ash warknął na niego, ale to nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. Kendrick po prostu szedł dalej.
Po około minucie byliśmy z powrotem w klinice, a on delikatnie położył mnie na łóżku. Zauważyłam, że jego oczy zaszły mgłą, co oznaczało, że łączył się z kimś telepatycznie, ale z kim? Kilka minut później zapach świeżego deszczu ponownie mnie uderzył, a najprzystojniejszy wilk, jakiego w życiu widziałam, wszedł do środka ze starszym dżentelmenem. Oczy wyszły mi z orbit na widok tego faceta.
Miał spokojnie ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, jasnobrązowe włosy zaczesane do tyłu, a boki głowy gładko wygolone. Miał na sobie prostą białą koszulkę w serek i niebieskie dżinsy. Jego niezwykle muskularne prawe ramię było pokryte tatuażami; widziałam też, że ma kilka na klatce piersiowej. Jego oczy miały morski odcień, w obojgu uszach nosił kolczyki, a na podbródku miał delikatny zarost. Jego nos był bardzo wyraźnie zarysowany, kości policzkowe idealnie kanciaste, a usta pełne. Ten mężczyzna był po prostu przepiękny.
PRZEZNACZONY! – krzyknęła Kaleigh. Wyła z podniecenia. Ja tylko patrzyłam, jak podchodzi do drugiej strony łóżka. Zapach świeżego deszczu emanował od niego i był bardzo intensywny. Zaschnęło mi w gardle, gdy na niego patrzyłam. Usiadł na krześle obok mojego łóżka. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Kim był ten wspaniały mężczyzna?
Jest naszym przeznaczonym, głupia!
Nie nazywaj mnie głupią, Kaleigh!
Czy Bogini Księżyca naprawdę dałaby mi taką drugą szansę? Nie było mowy, żeby ten facet, to ciacho, był moją drugą szansą. Czy to możliwe?
– Jak się czujesz? – zapytał mnie starszy mężczyzna, wyrywając mnie z zamyślenia.
– Umm, trochę mnie boli, a w gardle mi zaschło – mówię mu.
– Wygląda na to, że dość ładnie wracasz do zdrowia, ale nie powinnaś jeszcze sama nigdzie chodzić.
– Ja tylko...
– Rozumiem, że poszłaś zająć się obowiązkami; jednak potrzebujesz odpoczynku i jako lekarz stada, właśnie ci go nakazuję – przerwał mi.
– Ale mi nie wolno...
– Od teraz ci wolno – znów mi przerwał. – Poproszę pielęgniarkę, by przyniosła ci lodowatą wodę. – Tylko kiwnęłam głową. O co do cholery tu chodziło? – Przejrzałem również wyniki twoich badań krwi i wygląda na to, że masz silną anemię. Zrobię ci zastrzyk z żelaza, potasu i witaminy B12. Sugeruję też, żebyś po wypisie wystawiała się na słońce przez około trzydzieści minut dziennie, aby dostarczyć organizmowi trochę witaminy D. – Znów kiwnęłam głową, a on dał mi kilka zastrzyków, po czym wyszedł.
– Kendrick.
– Alfo.
– Zostaw nas.
– Jasna sprawa – powiedział i wstał. – Luno. – Skinął głową i wyszedł z pokoju. Spojrzałam z powrotem na tego boskiego mężczyznę, który siedział obok mnie.
– O co tu chodzi? Dlaczego on ciągle nazywa mnie Luną? – pytam nieznajomego.
– Ponieważ jesteś jego Luną, on po prostu okazuje ci szacunek – odpowiedział. O mój Boże, ten głos, to ten kojący głos z zeszłej nocy.
– Kim jesteś? – pytam go.
– Nazywam się Wyatt Valencia, jestem Alfą Stada Błękitnego Jeziora – odpowiedział i ujął moją dłoń. Natychmiast poczułam, jak ładunek prądu przeszywa moje ramię, ale to nie było bolesne; było to zmysłowe i niesamowite. – A ty jak masz na imię?
– Ryan Lee Duquesne, ale w skrócie mówią mi Rylee.
– Powiedziałaś Duquesne? – Kiwam głową. – Jesteś jakoś spokrewniona z Mitchellem Duquesne'em?
– To był mój ojciec. Skąd go znasz? – Wyatt wypuścił krótkie westchnienie.
– Był przyjacielem mojego ojca w czasach, gdy to on był Alfą. Słyszeliśmy o tym, co spotkało twoje stado, i że to stado Półksiężyca było za to odpowiedzialne. Nie mieliśmy pojęcia, że ktokolwiek ocalał.
– Ukryto mnie podczas walki, a Eric znalazł mnie, kiedy przeszukiwali dom.
– Czy oni wiedzą, że jesteś córką Alfy? – Pokręciłam głową.
– Tylko Ash wie.
– Skąd Ash wie?
– Ponieważ musiałam użyć swojego tytułu, kiedy przyjęłam jego odrzucenie.
– Czekaj, chcesz powiedzieć, że byłaś przeznaczoną Asha? – Kiwam głową.
– Dowiedziałam się rankiem w moje urodziny. Odrzucił mnie natychmiast, a ja przyjęłam to bez zbędnych ceregieli. Nie chciałam być jego przeznaczoną. Odmawiam bycia Luną tego stada morderców.
– Nic dziwnego, że był wkurzony, kiedy Kendrick sprowadził cię do mnie.
– Nie rozumiem, dlaczego jesteś dla mnie taki miły? Przecież nawet mnie nie znasz.
– Wiem, że jesteś moją przeznaczoną i wygląda na to, że ja jestem twoją drugą szansą – powiedział i pocałował wierzch mojej dłoni. Wzięłam cichy wdech na to mrowiące uczucie, które we mnie wywołał. Nie czułam czegoś takiego przy Ashu. Szczerze mówiąc, nie mogłam się doczekać, aż mnie odrzuci, ale ten facet był inny.
– Alfo Wyatt.
– Po prostu Wyatt, najdroższa, nie musisz być dla mnie oficjalna.
– Wyatt, nie wiem, czy dam radę.
– Dać radę w czym, piękna? – Od razu się zaczerwieniłam.
– Nie jestem godna, by być Luną, a co dopiero twoją. Jestem złamana i technicznie rzecz biorąc, jestem samotnikiem.
– Cóż, to nie ty o tym decydujesz. Tylko Bogini Księżyca. Dała cię mnie, a ja zamierzam cię zatrzymać. Więc nawet nie myśl o tym, żeby mnie odrzucić, chyba że oczywiście chcesz, żebym umarł z rozpaczy – uśmiechnął się. Co do cholery? Czy on właśnie użył na mnie odwróconej psychologii?
– Ja... uch... – uśmiechnął się ponownie.
– Rylee, moja najdroższa, czy dasz mi przynajmniej szansę, by zdobyć twoje zaufanie i miłość? – zapytał z najwyższą szczerością. Spojrzałam mu w oczy i jedyne, co w nich widziałam, to pożądanie i błaganie. Nie zrobił nic, żeby mnie skrzywdzić, a ja już teraz mogę powiedzieć, że jest o wiele lepszym Alfą, niż Ash kiedykolwiek będzie.
– Tak, mogę to zrobić. – Uśmiechnął się i ponownie pocałował wierzch mojej dłoni. Mrowienie powróciło, moje serce zaczęło bić jak szalone, a w moim podbrzuszu zapłonął żar. Przez ułamek sekundy zapragnęłam, by wierzch mojej dłoni był moimi wargami.
Czy to była więź przeznaczonych?






