languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Aeliana Moreau 13 kwi 2026

{Z perspektywy Asha}

Siedziałem w swoim gabinecie, raz za razem pocierając twarz dłońmi. Nie mogłem w to uwierzyć. Rylee dostała drugą szansę, i to nie inaczej jak w noc Ceremonii Alfy. Bogini Księżyca znalazła sobie jakiś chory i okrutny sposób na ukaranie mnie. Widziałem, co stało się z nią zeszłej nocy, ale tego nie powstrzymałem. Nie miałem ku temu powodu, odrzuciłem ją. Była dla mnie nikim, a jednak nie mogłem powstrzymać gniewu na matkę i siostrę za to, że tak ją skrzywdziły. Chciałem je powstrzymać, ale coś mnie powstrzymywało. Czy to dlatego, że nie była już moją przeznaczoną? Ale jeśli tak, to dlaczego mimo wszystko chciałem je powstrzymać?

Na wieść o tym, że Rylee jest teraz przeznaczoną nikogo innego jak Wyatta Valencii, Alfy stada Błękitnego Jeziora, krew się we mnie zagotowała. Dlaczego? Ze wszystkich p*******ych wilków na świecie, dlaczego Bogini Księżyca oddała Rylee właśnie jemu?

– Rylee – wypowiedziałem miękko jej imię do samego siebie. – Moja piękna... – Szlag! Dlaczego nie mogę wyrzucić jej z głowy? Dlaczego mnie to obchodziło? Była nikim, cóż, a przynajmniej tak myślałem. Przez ostatnie osiem lat Rylee skrywała tajemnicę, i to o ogromnym znaczeniu. Była córką Alfy, i to nie byle jakiego. Alfy stada Srebrnego Jeziora, tego, które zniszczył mój ojciec. To mój ojciec sprowadził Rylee do naszego domu. Pamiętam to, jakby to było wczoraj.

Rylee, taka mała i krucha, pokryta sadzą i ziemią po upadku swojego stada. Pamiętam, jak mój ojciec zapytał ją o imię, a ona powiedziała, że nazywa się Ryan Lee, ale woli, jak mówi się na nią Rylee. Pamiętam, że wtedy uważałem, iż jest urocza, jak chodząca i mówiąca lalka. Chciałem być jej przyjacielem, ale ojciec mi zabronił. Powiedział, że będzie niewolnicą w domu stada, ponieważ jest wyrzutkiem. Nawet w delikatnym wieku dziesięciu lat uczono nas, że wyrzutki są brudne i obrzydliwe, więc trzymałem się z daleka. Ale z biegiem lat stała się piękniejsza, niż ktokolwiek mógłby pojąć. Właśnie dlatego wszystkie wilczyce nią gardziły. Nawet samce mające już swoje przeznaczone zawieszały na niej oko. Tylko czekali, aż skończy 18 lat, a wszystkie samice nieustannie ją biły.

Nigdy nie pozwalano jej na opiekę medyczną, więc zostawiano ją, by leczyła się sama. Współczułem jej, naprawdę, ale jako przyszły Alfa tego stada musiałem trzymać dystans, bo tak mnie uczono. Wyrzutki są brudne, paskudne i obrzydliwe. Więc dlaczego Bogini Księżyca uczyniła z niej moją przeznaczoną? Ponieważ w jej żyłach płynęła krew Alfy. Nie była po prostu jakimś wyrzutkiem, którego mój ojciec zgarnął po bitwie, była żywą i oddychającą dziedziczką stada Srebrnego Jeziora, a ja odrzuciłem ją bez chwili wahania.

Teraz to, co miało być moje, znajdowało się w ramionach innego. Na samą myśl o tym, że Valencia dotyka Rylee, Kano burzy się z gniewu. Nadal się do mnie nie odzywa od poranka, kiedy ją odrzuciliśmy. Mimo że więź została zerwana, obaj wciąż za nią tęsknimy. Nawet ze wszystkimi gorącymi i seksownymi wilczycami, które odwiedzają nasze stado, nadal muszę wyobrażać sobie, że to Rylee wije się pode mną, abym mógł osiągnąć jakąkolwiek s**********ą satysfakcję.

Nie mogłem tego dłużej znieść, musiałem znaleźć sposób na cofnięcie odrzucenia i odzyskanie tego, co od początku prawnie należało do mnie. Kochałem Rylee. Wiedziałem, że ją kocham, od dnia, w którym skończyłem 18 lat i zorientowałem się, że jest moją przeznaczoną. Ale pozwoliłem, by mój p********y osąd i pokręcone wychowanie skłoniły mnie do odrzucenia jej na miejscu, i to w dniu jej urodzin. Muszę znaleźć ojca oraz Starszego i z nimi o tym porozmawiać. Szybko połączyłem się z nim w myślach:

Tato.

Ash, o co chodzi, synu?

Potrzebuję, żebyś ty i Starszy Scott przyszli do mojego gabinetu, proszę.

Zaraz tam będziemy.

Oparłem się w fotelu i czekałem, aż przyjdą. Musiało być z tego jakieś wyjście. Chciałem odzyskać Rylee i nie obchodziło mnie, co kto powie. Muszę powstrzymać Valencię przed roszczeniem sobie praw do tego, co moje. Po kilku minutach głębokich zamyśleń do środka weszli mój ojciec i Starszy Scott.

– Synu.

– Alfo. – Obaj się skłonili.

– Proszę, wejdźcie – mówię im. Obaj wchodzą i siadają na krzesłach naprzeciwko mojego biurka.

– Co się dzieje, Ash? – zapytał mój ojciec.

– Tato, znalazłem swoją przeznaczoną.

– To wspaniale, synu! – wykrzyknął. – Kto to jest? Czy to jedna z dziewczyn z odwiedzających nas stad?

– Nie.

– Zatem to członkini naszego stada?

– W pewnym sensie.

– Ash, przestań mówić zagadkami i nam powiedz.

– To Rylee. – Grobowa cisza zaległa w pomieszczeniu. Spojrzałem na nich obu, a oni obaj wpatrywali się we mnie tępym wzrokiem. – Tato, słyszałeś mnie?

– Słyszałem, synu – odparł i zamilkł na chwilę. – Proszę, powiedz mi, że to jakiś chory żart.

– Nie jest.

– Dlaczego, u licha, Bogini Księżyca miałaby sparować naszego Alfę z wyrzutkiem? – zapytał Starszy Scott.

– Synu, powiedz mi, że ją odrzuciłeś?

– Odrzuciłem.

– Uff, w porządku, kryzys zażegnany – powiedział.

– Nie, tato, kryzys nie jest zażegnany – mówię mu surowo.

– Nie rozumiem.

– Tato, czy wiesz, jak brzmi pełne imię i nazwisko Rylee?

– Ryan Lee.

– Błąd. Jej pełne nazwisko to Ryan Lee Duquesne.

– Alfo, czy ty powiedziałeś, że jej nazwisko to Duquesne?

– Owszem. Użyła swojego pełnego tytułu, żeby przyjąć moje odrzucenie. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy powiedziała, że jest córką Alfy. – Wyraz ich obu twarzy był bezcenny.

– Moja bogini, Rylee jest córką Mitchella Duquesne'a – powiedział Starszy Scott.

– Ta mała s***a! – krzyknął mój ojciec. – Przez cały ten czas ukrywała swoją tożsamość w tajemnicy!

– A czego się spodziewałeś? – pytam protekcjonalnym tonem. – Zaplanowałeś rzeź jej całego stada, kiedy miała dziesięć lat. Była wystarczająco duża, by wiedzieć, co się dzieje, wystarczająco duża, by znać swoją tożsamość, i wystarczająco duża, by wiedzieć, że musi to ukrywać. – Wstałem z krzesła i podszedłem do kanapy. – Rylee celowo ukrywała swój rodowód. Przez ciebie, mamę, Emmę i każdego innego dupka w tym stadzie, który s*******ył jej życie, straciłem idealną przeznaczoną!

– Scott, czy możemy to naprawić? – zapytał nagle mój tata. Wiedziałem, że po usłyszeniu, iż w żyłach Rylee płynie krew Alfy, będzie próbował to naprawić.

– Cóż, wszystko zależy od tego, czy znalazła już przeznaczonego z drugiej szansy, czy nie.

– Z tego co wiemy, owszem. Alfa stada Błękitnego Jeziora – odpowiedział mój ojciec.

– Ach, Alfa Wyatt Valencia – powiedział, pocierając brodę. – Cóż, w takim razie to może być problem.

– Dlaczego?! – pytamy obaj.

– Alfa Wyatt pragnie przeznaczonej, odkąd ktokolwiek pamięta. Ma 26 lat i posiada jedno z największych stad w środkowych Stanach Zjednoczonych. Jeśli zgłosi roszczenia wobec Rylee, a ona je przyjmie, będzie za późno.

– Nie! Chcę Rylee! Kocham ją! – Mój wybuch sprawił, że atmosfera stała się naprawdę lodowata i cicha. Właśnie przyznałem się do miłości do niewolnicy z domu stada.

– Synu, co ty właśnie powiedziałeś?

C******a.

{Z perspektywy Wyatta}

Siedziałem w sali kliniki obok Rylee, podczas gdy zażywała tak bardzo potrzebnego jej snu. Kendrick stał na straży pod drzwiami, pilnując, by nikt poza doktorem Jacobsem nie wchodził jej doglądać. Nie ufałem nikomu z tego stada, by ją leczył; zwłaszcza po tym całym okropnym g****e, przez które kazali jej przejść. Kilka razy w ciągu dnia Emma, córka Erica, próbowała zajrzeć do środka, ale Kendrick zagradzał jej drogę. Nie byłem pewien, czy przychodziła, by jeszcze bardziej znęcać się nad Rylee, czy żeby rzucić okiem na mnie.

Kendrick opowiedział mi, co Emma zrobiła Rylee wcześnie rano. Fakt, że miała czelność znowu uderzyć Rylee, mimo że ta wciąż dochodziła do siebie po napaści, jakiej ona i jej matka dopuściły się ubiegłej nocy. Typowe dla zarozumiałego bachora.

– Mmmm... – Usłyszałem, jak Rylee się porusza. Przysunąłem się na brzeg krzesła, by upewnić się, że nie odczuwa dyskomfortu ani bólu. Cmoknęła cicho kilka razy i poruszyła głową, po czym otworzyła oczy.

– Hej, najdroższa, dobrze spałaś? – zapytałem. Obdarzyła mnie słabym uśmiechem i skinęła głową.

– Jak długo spałam? – zapytała cicho.

– Około czterech godzin.

– Och wow, tylko tyle? – zapytała, wpatrując się w sufit. – To były chyba najlepsze cztery godziny snu w moim życiu. – Po prostu patrzyłem na nią z pustym wyrazem twarzy, kiedy próbowała usiąść. Wstałem i podparłem jej plecy ramieniem. – Dziękuję.

– Nie ma za co.

– To łóżko jest takie wygodne – powiedziała, poklepując brzeg szpitalnego łóżka.

– Uważasz, że to łóżko jest wygodne?

– Jest lepsze niż to g***o, na którym spałam przez ostatnie osiem lat. – Na jej komentarz zmarszczyłem brwi.

– Rylee, nie masz łóżka?

– Mam łóżko polowe.

– Że co?

– Łóżko polowe. – Zmarszczyła nos. – Pomyśl o tym jak o małej trampolinie bez sprężyn, która opiera się na czterech plastikowych nogach. – Nadal nie miałem pojęcia, o czym mówi. Wyciągnąłem telefon i wygooglowałem słowo „łóżko polowe”. Kiedy zobaczyłem, co to jest, skrzywiłem się na ten widok.

– To coś? – zapytałem i pokazałem jej telefon, a ona skinęła głową. Miałem właśnie coś powiedzieć, kiedy do sali wszedł lekarz.

– Dzień dobry, jak się pani czuje? – zapytał ją.

– Lepiej, skoro w końcu trochę pospałam.

– Dobrze to słyszeć. Przeprowadzę szybkie badanie fizykalne; czy mogłaby pani podnieść koszulkę? – Spojrzała na mnie i przez chwilę się zawahała. Wstałem i odwróciłem się twarzą do ściany. Słyszałem, jak podnosi koszulkę, i musiałem zachować spokój, wiedząc, że lekarz wpatruje się w jej nagą skórę. To jego praca, powtarzałem sobie i Blade'owi.

– Ała – usłyszałem głos Rylee. Chciałem się odwrócić, by sprawdzić, co sprawiło jej ból, ale zanim zdążyłem, lekarz się odezwał.

– Cóż, okolice żeber wciąż wydają się nieco tkliwe w dotyku, ale rany na twarzy ładnie się goją. Mimo że twój układ odpornościowy jest słaby, masz silne zdolności regeneracyjne, zwłaszcza teraz, kiedy zyskałaś swojego wilka.

– Możesz się odwrócić, Wyatt – powiedziała do mnie Rylee. Odwracam się i z powrotem zajmuję miejsce obok jej łóżka.

– Doktorze, kiedy Rylee będzie mogła wyjść? – zapytałem.

– Och, a więc masz na imię Rylee – powiedział ze zdziwieniem. Zapomniałem, że on nie wie, kim ona jest. – Cóż, chciałbym zatrzymać panią jeszcze jeden dzień, ale jeśli czuje się pani na siłach, mogę panią wypisać dzisiaj. Będzie jednak pani musiała leżeć w łóżku, dopóki żebra w pełni się nie zrosną.

– Dam radę – odpowiedziała Rylee.

– Absolutnie żadnych prac domowych, panno Rylee, odpoczynek w łóżku oznacza odpoczynek w łóżku. Może pani wyjść na zewnątrz na trochę słońca, ponieważ nadal potrzebuje pani witaminy D, ale nic wyczerpującego.

– Proszę się nie martwić, doktorze. Zadbam o to, by było jej wygodnie – mówię mu.

– Bardzo dobrze w takim razie, Alfo. Jeśli pójdzie pan ze mną, możemy zacząć przygotowywać jej wypis.

– Zaraz wracam, najdroższa – mówię jej i całuję wierzch jej dłoni. Wychodząc przez drzwi, odwracam się do Kendricka. – Obserwuj ją jak jastrząb. Jeśli choćby jeden włos z jej drogocennej głowy spadnie, przez cały następny rok kalendarzowy będziesz biegał dwadzieścia mil każdego ranka.

– Tak jest, Alfo. – Zasalutował i wszedł do sali, a ja poszedłem z doktorem Jacobsem.

{Z perspektywy Rylee}

Po tym, jak Wyatt wyszedł z lekarzem po moje papiery wypisowe, do środka wszedł Kendrick, by dotrzymać mi towarzystwa.

– Więc, Luno...

– Proszę, możesz po prostu mówić mi Rylee? Luna to dla mnie w tej chwili zbyt formalne – mówię mu.

– Pewnie, jeśli tak wolisz, Rylee. – Uśmiechnął się. – Tak przy okazji, fajne imię.

– Dziękuję – odpowiadam. – Twoje też mi się podoba. – Posyła mi jeden ze swoich olśniewających uśmiechów. – Mam wrażenie, że jesteś typem klasowego błazna.

– Cholera, jak zgadłaś?

– Nie zamierzasz zaprzeczać?

– A dlaczego miałbym? Bycie klasowym błaznem sprawia, że jestem zabawny i przystępny.

– Ta, chyba tak. – Zaczęłam bawić się palcami. Przez około minutę panowała niezręczna cisza.

– Cholera, muszę sikać – powiedział Kendrick, po czym wstał i poszedł do łazienki. To było z zaskoczenia, ale z drugiej strony chyba nie korzystał z łazienki, odkąd rano przyniósł mnie z powrotem do kliniki. Kiedy czekałam, aż wyjdzie, usłyszałam, jak do pokoju wkracza najbardziej irytujący głos pod słońcem.

– Wygląda na to, że Śpiąca Królewna się obudziła – zakpiła Emma. Poważnie, o co chodzi tej s***e?

– Nie jesteś tu mile widziana, Emma, w*********j stąd – mówię jej.

– Jestem mile widziana wszędzie tam, gdzie uznam to za stosowne, Ry-Lee – wypowiedziała moje imię z odrazą. – Nie obchodzi mnie, co kto mówi, nie zasługujesz na przeznaczonego, a co dopiero na przeznaczonego, który jest Alfą i to tak gorącym jak Wyatt Valencia.

– O*******z się, Emma. Nie mam energii ani cierpliwości, by znosić twoje gówniane gadanie.

– Jak śmiesz tak do mnie mówić?! – krzyknęła i zepchnęła mnie ze szpitalnego łóżka. Wylądowałam na nadgarstku i mogłabym przysiąc, że poczułam, jak pęka.

– W czym ty k***a masz problem, Emma?! Co ja ci kiedykolwiek zrobiłam?! – krzyknęłam, trzymając się za nadgarstek.

– Nie musiałaś nic robić, Rylee. Jestem córką Alfy, nie potrzebuję powodu, by traktować cię jak śmiecia, bo tym właśnie jesteś! Nie zasługujesz na Wyatta Valencię! Nie zasługujesz na przeznaczonego!

– A myślisz, że ty zasługujesz? – powiedział Kendrick, wychodząc z łazienki. – K***a, Wyatt nie będzie z tego powodu zadowolony – rzucił, patrząc na mnie w dół, gdy trzymałam się za nadgarstek. Podszedł do mnie, szybko pomógł mi wstać i z powrotem położył mnie na łóżku. Patrzyłam, jak jego oczy błysnęły czernią, gdy przeniósł wzrok na Emmę. – Słuchaj, tapeciaro, nie obchodzi mnie, za kogo ty się, k***a, uważasz, ale byłaś ostrzegana nie raz, nie dwa, ale teraz już trzy razy, żebyś trzymała swoje przesiąknięte samoopalaczem łapska z dala od Luny.

– Ona nie jest Luną! Jest wyrzutkiem! Jest śmieciem! Jest niżej niż bakterie w tej klinice! – wykrzyczała Emma.

– EMMA! – Usłyszałam w drzwiach głos Erica. Dlaczego do cholery ta rodzina nie zostawi mnie w spokoju?

– Tato.

– Co ty wyprawiasz?!

– Przyszłam dać tej s***e nauczkę – odpowiedziała Emma z zadowoloną, arogancką miną.

– A co daje ci do tego prawo?! Próbujesz utrudnić życie swojemu bratu?! – krzyknął Eric. Co Ash miał z tym wszystkim wspólnego?

– Ale tato, zawsze mówiłeś...

– WYNOŚ SIĘ, EMMA! – ryknął na nią Eric. Natychmiast uciekła z sali. Eric spojrzał na mnie i Kendricka. – Beto Kendricku, czy mogę porozmawiać z Rylee na osobności, proszę?

– Nie – odparł Kendrick.

– Słucham?

– Odpowiedź brzmi "nie". Mam ścisły rozkaz pilnowania Rylee. Już mam p********e, ponieważ twój pomiot banshee mógł złamać jej nadgarstek w ciągu tych trzydziestu sekund, kiedy sikałem. – Zachichotałam, gdy nazwał Emmę banshee. – Jeśli chcesz porozmawiać z Luną, możesz to zrobić w mojej obecności lub poczekać, aż Alfa Wyatt wróci.

– Kendrick, w porządku – mówię mu, kładąc dłoń na jego przedramieniu.

– Ale Rylee...

– W porządku, proszę, poczekaj za drzwiami. – Posyłam mu uspokajające skinienie głową. Waha się przez chwilę. – Postaram się, żeby Wyatt cię nie ukarał... zbytnio.

– Świetnie, czyli i tak zostanę ukarany – mruknął i wyszedł za drzwi. Spojrzałam na Erica, który miał na twarzy nieodgadniony wyraz.

– Rylee, jak się masz? – zapytał absolutnie bez cienia szczerości.

– Przestań chrzanić, Eric. Czego chcesz? – Jego oczy natychmiast pociemniały, ponieważ zwróciłam się do niego po imieniu.

– Dla ciebie Alfa Eric – wycedził przez zęby.

– Um, popraw mnie, jeśli się mylę, ale czy ten tytuł nie należy przypadkiem do twojej żałosnej wymówki dla syna? – Obrócił szyję, strzelając nią kilka razy w próbie opanowania gniewu. To było coś innego. Normalnie już dawno by mnie uderzył.

– Chciałem tylko zobaczyć, jak sobie radzisz – powiedział, ponownie, bez żadnej szczerości.

– Cokolwiek – odpowiedziałam i położyłam się na łóżku, delikatnie podtrzymując nadgarstek.

– Rylee, czy to prawda, że jesteś przeznaczoną Asha?

– Byłam.

– Słucham?

– Byłam – powtarzam. – Byłam przeznaczoną Asha, dopóki mnie nie odrzucił, a ja to odrzucenie przyjęłam.

– Rylee, Ash zdał sobie sprawę, jak wielki błąd popełnił. On...

– Och, już rozumiem – rzuciłam, przerywając mu i ponownie siadając. – Ash ci powiedział, prawda? Powiedział ci, że w moich żyłach płynie krew Alfy. – Powinnam była wiedzieć, że Eric miał ukryty motyw, by przyjść się ze mną zobaczyć i zganić Emmę. – Myślisz, że zruganie Emmy na moich oczach zjedna ci moją przychylność? Ha! Niedoczekanie twoje, Eric. Jesteś tu tylko dlatego, że chcesz, abym ponownie rozważyła Asha jako mojego przeznaczonego. Szkoda, bo to się nigdy nie wydarzy – warknęłam.

– Myślisz, że masz wybór – zawarczał.

– Owszem, mam wybór, zwłaszcza teraz, kiedy jestem pełnoletnia. Nie muszę się już przed tobą tłumaczyć! Znam prawo i znam swoje prawa. Jestem dorosła, a jak Beta Kendrick powiedział dziś rano, jako osoba nienależąca do tego stada, ani ty, ani Ash nie macie nade mną żadnej prawnej władzy.

– Rylee, lepiej dobrze się zastanów nad decyzją, którą podejmujesz.

– Albo co?! Zamierzasz mnie zabić tak, jak zabiłeś moje stado?! No śmiało, spróbuj! Chciałabym zobaczyć, jak w ogóle próbujesz mnie zabić! We mnie płynie krew Alfy, co oznacza, że nie możesz mnie zabić! – wyplułam mu w twarz.

– Rylee, naprawdę wystawiasz moją cierpliwość na próbę!

– Co w tym nowego? Cały czas wystawiam twoją cierpliwość na próbę. Jedynym powodem, dla którego jeszcze mnie nie uderzyłeś, jest to, że chcesz, bym przyjęła Asha z powrotem. Więc p*****l się z tym! I ty też się p*****l! – Przy tych ostatnich słowach stracił panowanie nad sobą i zawarczał mi w twarz. Podniósł rękę, żeby mnie uderzyć, ale Kendrick go powstrzymał.

– Ericu, wierzę, że nadużyłeś już gościnności.

– Zabieraj ode mnie ręce, Beto! – rzucił Eric, odpychając Kendricka. Spojrzał na mnie ponownie, z oczami pełnymi wściekłości. – To jeszcze nie koniec, Rylee.

– Jasne, powtarzaj to sobie – kpię z niego. On ponownie warczy i wychodzi. Po minucie czy dwóch Kendrick w końcu coś do mnie mówi:

– Rylee, ta twoja niewyparzona gęba mogłaby zawstydzić marynarza. – Nie mogłam powstrzymać cichego chichotu.

– Wiem, że to zły nawyk. Po prostu nie potrafię włączyć filtru, jeśli chodzi o to stado. Nienawidzę ich wszystkich, zwłaszcza Erica i jego rodziny.

– Rozumiem, to k****y i chcą cię tylko dla twojego rodowodu.

– Wiedziałam, że Ash nie zdoła utrzymać tego długo w tajemnicy. On jest całkowicie niezdolny do zrobienia czegokolwiek samemu. Zawsze musi prosić tatusia o wsparcie. Zasięg jego autorytetu jest tak samo krótki, jak jego k***s.

– PFFT! HAHAHA! – Kendrick wybuchnął śmiechem. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu razem z nim.

– Co was tak bawi? – usłyszałam pytanie Wyatta, gdy wchodził przez drzwi.

– Stary, Luna jest błyskotliwa i to jest niesamowite – odpowiedział Kendrick. Wyatt uśmiechnął się, ale równie szybko, jak ten uśmiech się pojawił, zniknął, kiedy zobaczył, że trzymam się za nadgarstek.

– Co się stało z twoim nadgarstkiem?! – powiedział, podchodząc do łóżka i patrząc na niego.

– Spadłam z łóżka – skłamałam na wpół.

– Rylee, jesteś moją przeznaczoną, wiem, kiedy kłamiesz.

– To moja wina, poszedłem szybko się odlać, a Emma weszła do środka.

– MÓWIŁEM CI, ŻE MASZ JĄ OBSERWOWAĆ JAK JASTRZĄB!! – zaryczał Wyatt.

– Przestań, Wyatt! Nie złość się na niego. Możesz winić go za to, że ma pęcherz wielkości orzeszka. Kiedy musisz iść, to musisz iść.

– Niech to szlag, Rylee. – Posłałam mu tylko słodki uśmiech, a on natychmiast zwiesił głowę z rezygnacją. Wygląda na to, że potrafię bardzo szybko skłonić go do uległości. To może się kiedyś przydać. – Niech lekarz rzuci okiem na twój nadgarstek – mruknął i znów wyszedł. Spojrzałam na Kendricka, który piorunował mnie wzrokiem.

– Co?

– Mój pęcherz wcale nie jest wielkości orzeszka. Nie sikałem od ponad 12 godzin, wiesz?

– Wolałbyś biegać dwadzieścia mil każdego dnia przez następny rok kalendarzowy?

– Touché.

Kiedy lekarz wrócił, okazało się, że to było małe skręcenie nadgarstka i nic więcej. Owinął mi go i powiedział, że powrót do zdrowia zajmie co najmniej kolejne 48 godzin. Kiedy w końcu mnie wypisano, Wyatt eskortował mnie na zewnątrz domu stada, abym mogła zażyć trochę światła słonecznego. Prawdopodobnie był to pierwszy raz, kiedy znalazłam się na zewnątrz, podczas gdy wciąż był dzień. Było jasno i gorąco, ale to było miłe uczucie.

Promienie popołudniowego, jesiennego słońca tak cudownie pieściły moją skórę. Podeszliśmy do małej ławeczki w ogrodzie i po prostu tam usiedliśmy. Chłonęłam światło słoneczne, dokładnie tak, jak zalecił lekarz. Trzydzieści minut, jak powiedział. To nie miało stanowić problemu. Było miło, bardzo, bardzo miło.

Kiedy tak siedzieliśmy, ciesząc się słońcem, zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Poczułam różne kwiaty, zwierzęta i orzeźwiający zapach świeżego deszczu. Otworzyłam oczy i zorientowałam się, że ten zapach bił od Wyatta. Bogini, jego zapach był tak orzeźwiający, że wprost napełniał mnie życiem. Zapach Asha nie był aż tak kuszący. To znaczy, był na tyle kuszący, żebym poszła go szukać, ale to by było na tyle. Kiedy zorientowałam się, że to jego zapach, na tym się kończyło.

– Najdroższa, wszystko w porządku? – zapytał Wyatt.

– Hm?

– Wydajesz się głęboko zamyślona, wszystko z tobą dobrze?

– Wszystko gra. – Uśmiechnęłam się. – Po raz pierwszy od wielu lat czuję promienie słoneczne ogrzewające moją skórę. Uwielbiam to.

– Cóż, przepraszam, że rujnuję twój moment zen, ale minęło już około trzydziestu minut. Powinniśmy wracać do środka, żebyś mogła jeszcze trochę odpocząć. Powinniśmy też dać ci coś do jedzenia. – Skinęłam głową i ruszyliśmy z powrotem. Kiedy weszliśmy przez frontowe drzwi, wiele osób zaczęło na nas patrzeć, i to nie tylko członkowie stada Półksiężyca, ale nawet inni goszczący tu Alfowie, Bety i członkowie ich stad. Niektórzy się uśmiechali, inni rzucali wrogie spojrzenia, a jeszcze inni po prostu gapili się z pustym wyrazem twarzy.

Poszliśmy na klatkę schodową, ale zamiast wejść na górę, poszłam do swojego pokoju.

– Rylee, dokąd idziesz? – zapytał Wyatt.

– Do mojego pokoju – powiedziała, wskazując na drzwi.

– Co?

– Mój pokój, to tu – rzuciłam i otworzyłam drzwi. Rzucił okiem do środka, po czym ponownie przeniósł na mnie zdezorientowany wzrok.

– Najdroższa, przecież to jest schowek na miotły.

– Właściwie, to kiedyś był schowek na buty – powiedziała przemądrzałym tonem. Nie przyjął tego zbyt dobrze.

– Mieszkałaś w tej klitce przez osiem lat? – zapytał, a ja tylko kiwnęłam głową.

– Rylee, zbierz swoje rzeczy i przyjdź na czwarte piętro.

– Dlaczego?

– Ponieważ do czasu naszego wyjazdu za dwa dni, zatrzymasz się ze mną w moim pokoju gościnnym.

– Wyatt, nie mam wstępu na czwarte piętro, chyba że po to, żeby posprzątać.

– Cóż, te zasady już cię nie dotyczą. A teraz, proszę, zrób to, co mówię. Czwarte piętro, skręć w lewo, to będzie ostatni pokój po prawej – rzekłszy to, odwrócił się i poszedł na górę. Mając poczucie, że nie mam innego wyjścia, zebrałam te nieliczne ubrania i rzeczy osobiste, które posiadałam, i poszłam po schodach na czwarte piętro. Nie spieszyłam się i ostatecznie dotarłam na miejsce. To właśnie tu zatrzymywali się wszyscy Alfowie i Luny, w tym Ash. Tak się składało, że pokój Asha znajdował się na końcu tego samego korytarza i był to ostatni pokój po lewej, dokładnie naprzeciwko pokoju gościnnego Wyatta.

Kiedy szłam korytarzem, uważając, by nie upuścić żadnej z moich rzeczy osobistych, dotarłam do pokoju gościnnego Wyatta. Uświadomiłam sobie, że mam pełne ręce i właśnie miałam kopnąć w drzwi stopą, gdy usłyszałam bardzo nieprzyjemny głos:

– Rylee, co ty tutaj robisz?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4 - Śmiertelne odrzucenie: Przebudzenie Prawdziwego Alfy | StoriesNook