languageJęzyk

Rozdział 5 Ładna mama

Autor: Clara Finn4 maj 2026

– Mama! – radosny głosik chłopca powitał lekarza, gdy ten wyszedł z oddziału chirurgii. Kaelen rozejrzał się, próbując dostrzec, kogo woła dziecko, ale był tam sam. Przez chwilę wpatrywał się w uroczą buzię malca, aż w końcu na jego ustach wykwitł uśmiech.

– Cześć, mały człowieku. Dlaczego jesteś tu sam? – lekarz podszedł do chłopca, który wyglądał na jakieś trzy lata i siedział samotnie na korytarzu oddziału chirurgii. Kącik zabaw dla dzieci znajdował się bardzo daleko stąd.

– Mama! Jesteś ładniutka! – wykrzyknął malec, gapiąc się na niego z podziwem.

– Jestem mężczyzną. Nie jestem ładny – Kaelen łagodnie poprawił dziecko z czułym uśmiechem.

– Jesteś ładniutka. Ja jestem pzystojny – powiedziało dumnie dziecko, klepiąc się po piersi.

– Tak, jesteś bardzo przystojny. Ale nie powinieneś tu być, gdzie jest twoja mama? – zapytał cicho.

– Ty nie ma mamy... Tylko mama kofia Ty. Ty jesteś mama, Ty. Ty kofia Ty, mama? – dziecko wyrzuciło z siebie te słowa, nagle posmutniało, a ten smutek kompletnie zaskoczył lekarza. Kaelen oniemiał, widząc nagłą zmianę nastroju chłopca i to, że malec uparcie brał go za swoją mamę.

Patrzył na niego przez chwilę ze współczuciem, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Mama chłopca musiała być nieobecna, skoro tak bardzo jej szukał.

– Gdyby twoja mama tu była, na pewno bardzo by cię kochała – zapewnił zasmuconego malca dobry doktor.

– Nie ma mamy, Ty. Tylko dada i ty, mama – ciągnął uparcie chłopiec z pełną powagą, sprawiając, że Kaelen zamarł.

Patrząc na jego ubrania i to, co miał na sobie, ewidentnie pochodził z bogatej rodziny. Był nie tylko przystojny, ale i niezwykle uroczy.

– Takie kochane dziecko jak ty powinno być otoczone wielką miłością. Może mama ma powody, dla których nie ma jej z tobą i tatą – próbował tłumaczyć lekarz, podczas gdy dziecko wpatrywało się w niego jak w obrazek.

– Ty kofia Ty? – zapytał chłopiec z nadzieją, co kompletnie zaskoczyło Kaelena; milczał przez dłuższą chwilę.

– Ahm... Tak, kocham dzieci, więc kocham też Ty – odpowiedział szczerze. Nikt nie byłby w stanie oprzeć się urokowi tego dziecka. Sam momentalnie poczuł do niego sympatię.

– Jak masz na imię, mama? – zapytał malec, będąc całkowicie pewnym, że nazywa go mamą, co brzmiało ironicznie.

– Jestem doktor Kaelen – lekarz uśmiechnął się słodko.

– Widzith, ty jesteś moja mama. Miło cię poznać, mama doktol Kae, moja ładniutka mama. Jestem Ty – dziecko uśmiechnęło się i wyciągnęło małą rączkę.

– Cześć, Ty, mnie też miło cię poznać – Kaelen uścisnął dłoń małego człowieka z czułym uśmiechem.

– Ty kofia Ty, doktol Kae? – zapytał ponownie Ty, wyglądając na nieco niepewnego.

– Tak, doktor Kaelen kocha Ty. Chodź tutaj, mały – Kaelen przytulił dziecko, a ku jego zaskoczeniu, chłopiec objął go bardzo mocno.

– Ty nie ma mamy, mama nie kofia Ty. Ty thczęthliwy, mam ciebie, mama – wymruczał Ty w fartuch lekarski Kaelena, ale chłopak wyraźnie słyszał każde słowo. Kim była ta kobieta, która nie kochała swojego cudownego syna? Chyba że nie żyła. Serce Kaelena krwawiło na myśl o Ty. Sam był sierotą i doskonale rozumiał, co czuje ten chłopiec. Ty wydawał się grzecznym dzieckiem i zasługiwał na kochającą, pełną rodzinę.

– Nie myśl tak, mama na pewno kocha Ty – Kaelen próbował wyprowadzić chłopca z błędu.

– Nie! Nie! Mama nie kofia Ty. Ty nie ma mamy. Ty jesteś moja mama doktol Kae. Ty kofia Ty. Ty nie ma mamy – upierało się dziecko, patrząc na Kaelena błagalnym wzrokiem.

– Ty, kochanie, doktor Kaelen jest chłopcem, nie mogę być mamą, ale mogę być tatą – Kaelen starał się mu to wytłumaczyć.

– Ty ma dada, Ty nie ma mamy. Doktol Kae ładniutka, doktol Kae mama, Ty – malec uparcie obstawał przy swoim.

Kaelen patrzył na poważnego chłopca z niedowierzaniem; nie wiedział, czy ma się śmiać, czy dalej go poprawiać.

– A gdzie jest tata Ty? – zapytał z ciekawości.

– Dada placy – odpowiedział nieśmiało chłopiec.

Kaelen wpatrywał się w nadąsanego malca, którego już zdążył polubić. Czuł ucisk w sercu, widząc smutek na jego twarzy – smutek, który tak dobrze znał z sierocińca. Sam czuł to samo, zanim został adoptowany przez ukochanych rodziców.

– Tata ciężko pracuje dla Ty – szepnął tylko łagodnie.

Przytulił dziecko ponownie i trwali tak chwilę, aż poczuł, że ciało chłopca staje się cięższe. Chciał sprawdzić, co się dzieje, gdy usłyszał cichy, miarowy oddech. Kaelen uśmiechnął się, zdając sobie sprawę, że mały po prostu zasnął.

Wziął go na ręce i postanowił pójść do recepcji szpitala, by poinformować ich o znalezieniu dziecka. Był pewien, że ktoś go już szuka.

Szedł korytarzem oddziału pediatrii, gdy nagle podbiegła do niego dziewczyna.

– Ojej, dzięki Bogu! Ty! – zdenerwowana dziewczyna gwałtownie zatrzymała się przed Kaelenem i położyła dłoń na plecach chłopca.

– Jest pani jego opiekunką? – zapytał Kaelen, widząc ją w mundurku w misie.

– Jestem jego prywatną pielęgniarką, panie doktorze – odpowiedziała dziewczyna, a z jej twarzy biła ogromna ulga.

– Był sam na oddziale chirurgii. Powinna go pani pilnować – Kaelen nie mógł powstrzymać irytacji. Dobrze, że to on go znalazł.

– Rozmawiałam z jego pediatrą, kiedy wyszedł, a ja nie zauważyłam. Miałabym ogromne kłopoty, gdyby jego ojciec dowiedział się, że zniknął – tłumaczyła się zdenerwowana pielęgniarka.

– A gdzie są jego rodzice? – zapytał z zaciekawieniem Kaelen.

– Ojciec jest w biurze, nie wiem, gdzie jest matka. Ojciec dopiero co wrócił do kraju z synem. Nikt nie wie, kim jest matka Ty. Może nie żyje, albo się rozwiedli. Pracuję z nimi dopiero od miesiąca – nazbyt szczera dziewczyna nie przestawała paplać, mimo że dopiero co poznała Kaelena.

Kaelen oniemiał z wrażenia po tym, czego dowiedział się o rodzicach Ty. Nieświadomie mocniej przytulił małe ciałko i ucałował czarne włosy śpiącego chłopca. Poczuł potrzebę opieki nad dzieckiem, choć znali się tak krótko.

– Będziemy już iść, doktorze, dziękuję za znalezienie i przyprowadzenie Ty – podziękowała pielęgniarka.

– Proszę przodem, odprowadzę państwa – Kaelen gestem wskazał drogę.

Dotarli do wejścia szpitala, gdzie czekał czarny samochód.

– Dziękuję za odnalezienie panicza, panie doktorze – kierowca z ciepłym uśmiechem skłonił się Kaelenowi, gdy ten usadowił chłopca na kolanach pielęgniarki. Chłopiec rzeczywiście pochodził z bardzo zamożnej rodziny.

Kaelen tylko skinął głową i nachylił się jeszcze do dziewczyny.

– Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy. Dziecko nie może zostawać samo. Dam pani mój numer, proszę nie wahać się dzwonić, gdyby Ty czegoś potrzebował – wręczył jej swoją wizytówkę, którą przyjęła z uśmiechem.

– Tak, panie doktorze, to się już nie powtórzy – zapewniła pielęgniarka, przepraszając raz jeszcze. Kaelen skinął głową z satysfakcją, po czym zamknął drzwi pojazdu.

Patrzył, jak samochód odjeżdża. Westchnął głęboko; nie wiedział dlaczego, ale sytuacja tego chłopca bardzo go poruszyła. Może dlatego, że widział w nim cząstkę siebie.

****😊😊****

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5 Ładna mama - Tajemnica Kaelen: Zakochana w miliarderze | StoriesNook