Przełamało to jej obronę, zalewając ją rozkoszą za rozkoszą.
Futrzasta dłoń lorda Władysia przytrzymywała jej wijące się ciało, gdy on wciąż wbijał palce w jej wygłodniałe ciało.
Jego uścisk był zaborczy, jakby prywatne miejsce Aekeiry było jego prawem. Jego, by najeżdżać, jego, by otwierać, jego, by zawłaszczać.
Cofając kły, wyrwał myśli wprost z jej głowy. "To jest moje" – warknął, wbijając głęb






