Za nimi weszła towarzyszka Lorda Ottai, wnosząc do pokoju elegancję, która przeczyła jej zmartwieniu. Niosła naręcze świeżych róż, których zapach wypełnił pomieszczenie, gdy układała je w wazonie na szafce nocnej.
– Powinny rozjaśnić ci dzień, kochanie – powiedziała z łagodnym uśmiechem. – Tak dobrze widzieć, jak wracasz do zdrowia.
Serce Emeriel ogrzało się tym gestem. – Dziękuję, moja pani.
*






