"Obawiam się, Wasza Wysokość."
Jego oczy zamknęły się. Nie odezwał się ani nie poruszył, tylko siedział w ciszy.
Merilyn poczuła nagłą potrzebę, by wyciągnąć rękę i zaoferować choć odrobinę pocieszenia. Ale nie była na tyle głupia, by dotykać mężczyzny walczącego z naporami rui.
"Tak mi przykro, Wasza Wysokość," powiedziała cicho.
Wybuchnął śmiechem pozbawionym humoru. "Dlaczego? To nie twoja






