Wilgotne, obsceniczne dźwięki wypełniały komnatę, stając się głośniejsze z każdym gwałtownym szarpnięciem jego bioder.
Bezwzględny. Niepowstrzymany. Nieunikniony.
Przeciągał ją przez mini-orgazmy i następujące po nich drżenia, wyciskając z niej ciche, złamane szlochy z każdym pchnięciem, nawet gdy drżała i płakała pod nim. A jednak nie przestawał.
Bo ona mogła to znieść. Była jego. Tego właśnie po






