Gryzę Ivana ostatni raz na odchodne, a on rzuca przekleństwem, zabierając gwałtownie rękę z moich ust. Natychmiast odsuwam się od niego, chwiejąc się lekko w niestabilnej furgonetce, która pędzi drogą – jadąc nawet szybciej, niż zwykle jeżdżą Włosi, a to już coś znaczy.
– Co jest, kurwa, Ivan?! – sapię, gapiąc się na niego w zbulwersowanym szoku.
Co w ogóle…
Jak…
Po prostu gapię się na niego,






