Perspektywa Edwarda
Nie mogę oddychać.
Moje dłonie opierają się o limuzynę, palce wbijają się w chłodne szkło, jakbym musiał się uziemić. Mam spuszczoną głowę, moja klatka piersiowa unosi się i opada zbyt szybko. Nienawidzę tego. Tych drżeń, tego ciężaru w żebrach, tego, jak moje własne cholerne ciało mnie zdradza.
Ogarnij się, Edward.
Zaciskam powieki, przełykając gulę w gardle. Ale ona wciąż tam






