languageJęzyk

ROZDZIAŁ CZWARTY

Autor: Maya Cruz4 kwi 2026

[POV: Veronica]

Ciężkie dębowe drzwi apartamentu Króla otworzyły się, gdy weszła Bridget. – Została zabezpieczona w swoim nowym pokoju, Wasza Wysokość, a ja mam...

– Oszczędź mi nic nieznaczących szczegółów, Bridget – baryton Leonidasa gładko przeciął jej raport. Nie odrywając wzroku od pisania, systematycznie kreślił szlaki handlowe na ogromnym pergaminie.

– Tak, Wasza Królewska Mość – Bridget natychmiast pochyliła głowę.

– Jak powraca do zdrowia Rosalie?

Surowe rysy twarzy Bridget złagodniały, a w jej oczach zamigotał prawdziwy ból. – Radzi sobie, Wasza Królewska Mość. Jej słuch pozostaje nieodwracalnie uszkodzony z powodu pobicia, ale daje sobie radę.

Leonidas zamarł. Opuścił ostre spojrzenie na mahoniowe biurko. Rosalie miała zaledwie piętnaście lat. Dziecko, które było wielokrotnie gwałcone w obozach siarkowych Mercerów, a trauma ta na zawsze wyryła w jej oczach pustą czeluść. Był to grzech, za który Leonidas zamierzał pobrać tysiąckrotną zapłatę.

– Cieszy mnie to. Przyślij mi Veronicę – rozkazał łagodnie.

– Czy mam jej przekazać, by przybyła... przygotowana? – zapytała Bridget, rozpoznając subtelne napięcie, które usztywniło jego szerokie ramiona.

– Tak.

Bridget odwróciła się i natychmiast odeszła.

Gdy drzwi zatrzasnęły się z kliknięciem, Leonidas oparł się na ciężkim fotelu, wpatrując się w boleśnie sztywne wybrzuszenie napierające agresywnie na jego lniane spodnie. Nie szukał ulgi z księżniczką Mercerów. Nie dlatego, że brakowało mu czystego fizycznego popędu, ale dlatego, że wiedział, iż było to absolutnie niemożliwe. Daphne nie posiadała ani wytrzymałości, ani anatomicznej odporności, by zapewnić mu brutalne tarcie, którego potrzebował, by przekroczyć krawędź.

Król Konrad skrupulatnie o to zadbał. Przez dekadę tortur Konrad nie tylko biczował plecy Leonidasa; systematycznie używał rozżarzonego żelaza do zadawania bolesnych oparzeń bezpośrednio na męską anatomię Leonidasa. Piekący metal trwale spalił delikatne zakończenia nerwowe. Gruby, poszarpany od blizn naskórek pokrywał teraz jego fallusa, sprawiając, że delikatne pieszczoty czy standardowe zbliżenie były dla niego całkowicie nieczułe i głęboko bolesne.

Aby osiągnąć jakiekolwiek pozory punktu kulminacyjnego, Leonidas musiał nieustępliwie wbijać się w partnerkę z dziką, łamiącą kości brutalnością. Im gwałtowniej jego blizny się rozciągały i pękały, tym bardziej zbliżał się do spełnienia. Daphne wykrwawiłaby się na śmierć pod nim, gdyby zabiegał o swoje zaspokojenie.

Tylko Veronica mogła znieść tę bestię. Tylko kobieta, która patrzyła, jak jej własny brat wykrwawia się w dołach siarkowych obok niego, mogła dorównać mu swoim mrokiem.

Dziesięć minut później drzwi się otworzyły. Zamiast w brudnej tunice niewolnicy, Veronica wręcz wkroczyła tanecznym krokiem do złotej komnaty w wykwintnej, ciemnośliwkowej sukni. Inni pałacowi niewolnicy szeptali, że Veronica nosi się jak królowa. Nie mylili się w swoich przypuszczeniach. Rozkoszowała się ogromną władzą wynikającą z faktu, że jako jedyna kobieta potrafiła poskromić Wilka ze Sterling.

– Omiń łóżko – rozkazał szorstko Leonidas, gdy ruszyła w stronę potężnego łoża z baldachimem.

Veronica zatrzymała się, a chytry uśmiech wygiął jej ciemne, pomalowane usta. – Tak, mój Królu. – Obróciła się ostro, podchodząc dumnie do ciężkiego, mahoniowego biurka, opierając na nim dłonie i wyginając kręgosłup.

Podniósł się z fotela niczym fala pływowa. Posiadał bezwzględną skuteczność, gdy wezbrała w nim gorąca krew. Nie przejmował się romantycznymi wstępami. Podciągnął ciężki jedwab jej sukni aż do talii, wystawiając jej gładką skórę na chłodne powietrze. Wsunął w nią dwa szorstkie palce w ramach testu.

Była już obficie mokra w przewidywaniu nadciągającej burzy. Wydał z siebie krótki, gardłowy pomruk aprobaty.

Jednym płynnym ruchem zanurzył swojego grubego, pokrytego bliznami kutasa bezpośrednio w jej ciasną pochwę od tyłu.

Veronica złośliwie przygryzła własną wargę, połykając ostre wzdrygnięcie, które drapało ją w gardło, gdy jego potężna sylwetka w nią uderzyła. Nie tracił czasu na delikatne budowanie napięcia. Chwycił grubą garść jej ciemnych włosów, szarpiąc jej głowę do tyłu, gdy z zwierzęcą, wstrząsającą siłą pchał swoje biodra do przodu.

Ciężkie, mahoniowe biurko jęknęło i zatrzęsło się pod bezlitosnym naporem. Ból był ostry, elektryczny, płynnie przechodzący w przyprawiającą o zawrót głowy euforię. Złapał ją za pierś i uszczypnął wrażliwy sutek z siłą powodującą siniaki. Intensywność tego doznania wyciągnęła z jej warg głośny, chrapliwy jęk. Nie przestawał w nią uderzać, a brutalny rytm popychał ją niebezpiecznie blisko krawędzi. Dźwięk uderzającego o siebie surowego ciała odbijał się echem jak grzmot od kamiennych ścian.

Wtedy nagle się wycofał. Brutalnie chwycił ją za kości biodrowe, zmuszając do znacznie szerszego rozkroku, i ze zwierzęcym rykiem pchnął w jej ciaśniejsze tylne wejście.

Veronica krzyknęła, a jej idealnie wymanicurowane paznokcie gorączkowo wyżłobiły równoległe bruzdy w nieskazitelnym mahoniowym drewnie. Jej ciało drżało rytmicznie; przeciążenie zmysłów popchnęło ją w stronę przepaści. Ból przekształcił się w falę euforycznego gorąca, gdy uderzał swoim pokrytym bliznami przyrodzeniem, a szorstkie tarcie wydobywało z niego niskie, zdesperowane pomruki.

Pochylił się mocno do przodu, przygważdżając ją swoim miażdżącym ciężarem do biurka, i wymierzył serię krótkich, szybkich, hiperagresywnych pchnięć. Brutalnie uderzył w jej wrażliwą łechtaczkę od przodu, a nagły wstrząs elektryczności wyrzucił Veronicę prosto poza wybuchową krawędź orgazmu.

Wyrwał kępkę włosów z jej głowy, wydając z siebie ostatni ryk, a jego potężne ciało drżało, gdy w końcu opróżnił się w niej.

Przez dłuższą chwilę żadne z nich się nie poruszyło.

W końcu Leonidas się wycofał, poprawiając spodnie bez krzty utrzymującej się intymności. – Wyjdź.

Veronica powoli poprawiła suknię, ignorując piekący ból skóry głowy. – Ta nowa niewolnica, mój Królu – zamruczała, sondując grunt.

Jego oczy natychmiast pociemniały jak burzowe chmury. – Co z nią, Veronico?

Pragnienie zadawania bólu delikatnej małej księżniczce – potomstwu potwora, który zamordował rodzinę Veroniki – było obezwładniające.

– Mogłabym prosić o sesję z nią? – zapytała skromnie, maskując swoje złośliwe intencje. – Tylko po to, by się... zapoznać. Nic ciężkiego, obiecuję.

Leonidas wpatrywał się w nią. Rozumiał jadowite nurty niewolników w Sterling. Skinął z lekceważeniem raz głową. – Opuść moje komnaty.

Veronica wypłynęła z pokoju tanecznym krokiem, a triumfalny, nikczemny uśmieszek zakwitł na jej pomalowanych ustach. *Och, Księżniczko. Twój zjazd do absolutnego piekła ledwo się rozpoczął.*

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: ROZDZIAŁ CZWARTY - Zemsta Króla Alfa: Jego Królewska Niewolnica | StoriesNook