[POV: Daphne]
Daphne wpatrywała się z przerażeniem w stroje ostentacyjnie rozłożone dla niej na wąskim łóżku. Wybór groteskowej garderoby z zamtuza. Przyprawiająco o mdłości krótka spódniczka i maleńki skórzany stanik, zaprojektowany wyłącznie po to, by eksponować nagie ciało. Drżącymi dłońmi szybko wcisnęła się w ten poniżający strój. Nie mogła pozwolić sobie na pobicie. Musiała bezwzględnie okazywać posłuszeństwo.
Ale księżniczka zmuszona do niewolnictwa od zaledwie tygodnia po prostu nie potrafiła płynnie opanować wymaganej prędkości. Dotarła do wielkiej sali dokładnie dwie minuty po wyznaczonym czasie.
Leonidas już przemierzał marmurową podłogę, a jego potężna sylwetka wibrowała od powstrzymywanej furii.
Ruszył w jej stronę niczym przerażający kolos niepohamowanego gniewu. – Wyraźnie powiedziałem: pięć minut – warknął, a niska częstotliwość jego głosu wibrowała mu w piersi.
– P-przepraszam...
– Klękaj.
Daphne zawahała się na moment. Nigdy przed nikim nie uklękła całkowicie na podłodze.
To był fatalny błąd w ocenie sytuacji. Dłoń Leonidasa wystrzeliła do przodu, brutalnie chwytając ciężki łańcuch zwisający z jej żelaznej obroży. Gwałtownym szarpnięciem pociągnął ją brutalnie w przód i w dół. Ból rozbłysł jaskrawo, a jej kolana uderzyły z impetem o bezlitosny marmur. Gorące łzy zamazały jej wzrok, ale spojrzała na niego z zaciekłością, a w jej błękitnych jak ocean oczach zaiskrzył czysty bunt.
– Czy z natury lubujesz się w agonii, Daphne? – Jego głos był szokująco spokojny; obserwował ją jak rozczarowujący okaz. Kucnął, niebezpiecznie blisko, a jego duży kciuk otarł się groźnie o maleńki czerwony przycisk wbudowany z boku jej żelaznej obroży.
Ukłucie czystego przerażenia zdławiło jej bunt. Przycisk wyzwalał potężny ładunek elektryczny, który sprawiał, że niewolnicy wili się w konwulsjach aż do utraty przytomności.
– Błagam – jęknęła, gorączkowo kręcąc głową. – Proszę, nie wciskaj tego. Rozumiem. Panie.
– Kiedy każę ci klękać, klękasz natychmiast. Jeśli każę ci przestać oddychać, dusisz się – podyktował chłodno król. – Okażesz dziś na dworze absolutne posłuszeństwo. Nie przynoś mi wstydu.
Puścił łańcuch, a ona posłusznie zerwała się na nogi, podążając za nim potulnie, gdy zmierzali w stronę ogromnych komnat Dworu Królewskiego.
Kiedy kolosalne drzwi otworzyły się z rozmachem, zapach drogiego wina i niepohamowanej żądzy uderzył Daphne niczym fizyczny cios. Na dworze panował całkowity chaos. Trzej goszczący królowie — Frederick z Garrison, Malachi z Itaki i Gregory — wylegiwali się leniwie wokół ogromnego, centralnego kamiennego stołu, a ich dłonie niedbale wplątane były w nagie ciała ich własnych, zakutych w obroże, jęczących niewolnic.
Król Malachi, potężnie zbudowany monarcha po czterdziestce, pochylił się chciwie do przodu, a gdy dostrzegł Daphne, w jego bryczesach zarysowało się widoczne, twarde wybrzuszenie. Nie zrobił absolutnie nic, by ukryć swoje drapieżne zamiary.
Daphne opadła bezgłośnie na podłogę obok ciemnego, żelaznego tronu Leonidasa, natychmiast przyciskając czoło do jego ciężkiego, aksamitnego płaszcza, desperacko próbując stać się niewidzialną.
– Królu Leonidasie! – Król Gregory uniósł złoty kielich, sygnalizując przerwę w panującej wokół rozpuście. – Oto absolutnie bezprecedensowe przedstawienie pierwszej osobistej niewolnicy Wilka! Kobiety posiadającej nieprawdopodobną urodę dziesięciu!
Okoliczni lordowie wybuchnęli hałaśliwymi wiwatami. Po drugiej stronie sali król Gregory niedbale rozkazał swojej niewolnicy wejść na środkowy stół, by wykonała wyuzdany, pełen wicia się taniec. Jednak wygłodniałe, drapieżne oczy króla Fredericka i króla Malachiego ani na moment nie odrywały się od drżącej sylwetki Daphne.
Daphne podświadomie zacisnęła dłonie na ciężkim materiale płaszcza Leonidasa. Gwałtownie spuścił wzrok, a przez jego stoickie rysy przemknął błysk irytacji. Cofnęła dłoń, jakby się oparzyła. – Przepraszam, Panie.
Kiedy groteskowy taniec dobiegł końca, rozpoczął się prawdziwy koszmar.
Król Frederick wstał, a jego spojrzenie intensywnie wypalało dziurę prosto w kruchym, skórzanym odzieniu Daphne. – Szlachetni panowie! – krzyknął, przyciągając wzrok wszystkich w chaotycznej sali. – To święta tradycja! Oficjalne przedstawienie osobistej niewolnicy króla wymaga, by została ona zaprezentowana i podzielona między obecnych monarchów. To prawdziwy znak absolutnego królewskiego posiadania!
Widoczna rozkosz zalała oczy zgromadzonych lordów. Złośliwa zazdrość emanowała od otaczających ich niewolnic. Daphne poczuła ścisk w żołądku. Zżerała ich ciekawość, by patrzeć, jak zostaje zniszczona.
– Przyprowadźcie niewolnicę na sam środek sali! – ryknął Frederick.
Daphne powoli, z trudem dźwignęła się na drżące nogi. Zrobotyzowanym krokiem ruszyła w stronę wielkiego, centralnego stołu, a jej przerażony umysł zaciekle próbował odciąć się od fizycznego ciała.
Król Frederick skrócił dystans niczym głodujący wilk. Zaczął krążyć wokół jej drżącej sylwetki; jego ciężka dłoń wyciągnęła się, by ścisnąć jej biodro, po czym sprośnie przejechała po jej nagim brzuchu. Posłał okrutny, triumfalny uśmieszek w stronę ciemnego tronu Leonidasa.
– Z radością będę pierwszym, który jej skosztuje. Właśnie tutaj, na tym stole. W tej chwili.
Lordowie wybuchnęli ogłuszającym, zjednoczonym rykiem aprobaty.






