Theo wrzeszczał, gdy krew lała mu się z ust. Rowan puścił jego szczękę i cofnął się. – Zamknij się. – Uderzyłam go raz. – Jesteś wilkiem, na litość Bogini. Zachowuj się jak wilk. – Pokręciłam głową, gdy jęknął. – Już się zagoiło. Wystarczy. – Cofnęłam się do stołu i upuściłam szczypce. – Teraz gadaj, albo po prostu wyjdziemy.
Po tym zamknął się. – Dlaczego to zrobiłaś? – warknął.
Mój ojciec pars






