Kiedy Kaelen wyszła z centrum handlowego, już zdążyła przyciągnąć uwagę, a niektórzy nawet gwizdali i rzucali zaczepne uwagi, co sprawiło, że spłonęła rumieńcem. Piorunowała wzrokiem idącą obok przyjaciółkę, która wydawała się niewrażliwa na wszelkie gwizdy i flirciarskie komentarze.
„Naprawdę muszę to włożyć na imprezę? Gdybyś mi wcześniej powiedziała o tym warunku, nie przyszłabym”, powiedziała Kaelen, podciągając sukienkę.
„Daj spokój, nie widzisz, jak się na ciebie gapią? Wyglądasz zjawiskowo”, mrugnęła Tessa, klepiąc Kaelen w tyłek.
Ta druga sapnęła z zaskoczenia, rozglądając się wokół, by upewnić się, że nikt nie widział tego, co przyjaciółka zrobiła jej w miejscu publicznym.
„Gdzie twój samochód?” – zapytała, przeklinając chwilę, w której zgodziła się na przyjaźń z tą jędzą stojącą obok.
Podczas gdy Kaelen co chwilę ściągała sukienkę w dół lub sprawdzała jej ułożenie, Tessa zachowywała całkowity spokój. Stała tak, jakby była modelką i jakby cała ulica należała do niej. Nie było w niej ani grama wahania; poruszała się z całkowitą pewnością siebie. Jeśli Kaelen była lodem, Tessa była ogniem – ich osobowości stanowiły całkowite przeciwieństwa, a mimo to zostały najlepszymi przyjaciółkami.
„Oddałam go do serwisu. Wiesz, samochody i te sprawy, to jak wysłanie auta do salonu piękności. Ach, czekaj, ty przecież nawet nie umiesz prowadzić. Komu ja to tłumaczę”, powiedziała Tessa, odrzucając wyprostowane włosy.
Kaelen nie mogła się doczekać, aż wsiądą do taksówki i uwolnią się od niechcianej uwagi, którą przyciągały. Gdy tylko taksówka zatrzymała się przed nimi, dosłownie wskoczyła na siedzenie pasażera, nie czekając na przyjaciółkę.
„Co ty robisz?!” – krzyknęła Tessa, chwytając Kaelen za rękę, gdy ta próbowała zetrzeć szminkę.
„Nic, tylko trochę ją rozjaśniam. Jak dla mnie to za dużo”, powiedziała Kaelen, próbując wyrwać dłoń z uścisku Tessy.
„Nic z tego. Przestań już”, ucięła Tessa, wywracając oczami.
„Przypomnij mi, jak my właściwie zostałyśmy przyjaciółkami?” – Kaelen posłała przyjaciółce ponure spojrzenie.
„Krótko mówiąc: błagałaś mnie o to”, odpowiedziała Tessa z uśmieszkiem.
Kaelen prychnęła z niedowierzaniem: „Wcale nie!”.
„Owszem, błagałaś”.
Przez całą drogę Kaelen opowiadała o czasach studiów, kiedy to Tessa pierwsza do niej podeszła i śledziła ją, dopóki się nie zaprzyjaźniły.
„Zawsze działa”, powiedziała Tessa, wskazując na klub w ich pobliżu.
„Co?!” – zapytała skonsternowana Kaelen.
„Wkurzenie cię czymś błahym odciąga twoje myśli od paniki” – brzmiała odpowiedź Tessy, która puściła oko do przyjaciółki i poprosiła kierowcę o zatrzymanie się.
Kaelen była zbyt oszołomiona, by cokolwiek pojąć; jednak gdy Tessa szturchnęła ją, by wysiadła z taksówki, opanowała wyraz twarzy i zrobiła to, co kazała jej przyjaciółka.
Ich oczom ukazał się dwupiętrowy blok rozświetlony neonami. Rozległy parking wokół niego był już wypełniony samochodami – drogimi, luksusowymi, tuningowanymi.
Niektórzy obściskiwali się, gdzie popadnie, inni czekali na dołączenie swojej paczki. Choć Kaelen i Tessa były po dwudziestce, młody tłum wokół sprawił, że Kaelen poczuła się nieswojo. Ale to było dalekie od rzeczywistości. Naiwna, nie zauważała spojrzeń, które ich śledziły, gdziekolwiek się udały. A młody tłum, przez który czuła się nie na miejscu, znajdował się tylko przed klubem, próbując podrobić swój wiek, by dostać się do środka.
Poglądy Kaelen zmieniły się, gdy tylko weszły do środka.
Tłum był zupełnie inny niż ten, który widziała na zewnątrz. Na najwyższym piętrze klubu znajdowały się loże, a w nich siedziało wielu mężczyzn w garniturach, którzy w grupach cieszyli się czasem wolnym lub zabawiali swoich gości i klientów. Ponieważ miejsce było słabo oświetlone lub wręcz ciemne, zwłaszcza w strefie lóż na piętrze, Kaelen nie mogła rozpoznać twarzy.
Jeśli Kaelen uważała swoją sukienkę za krótką, to poczuła się wręcz skromnie, patrząc na skąpo ubrane kobiety wokół. Jej tok myśli przerwała Tessa, która chwyciła ją za nadgarstek i musiała przekrzykiwać głośną muzykę.
„Chodźmy do baru. Stamtąd będzie widok na cały klub” – krzyknęła Tessa i pociągnęła Kaelen, ale ta ją zatrzymała.
„Nie piję, przecież wiesz”, Kaelen zacisnęła usta.
„Wiem, ale przecież nie prosiłam cię, żebyś piła, prawda?” – odkrzyknęła Tessa.
Kaelen poszła za nią bez dalszych protestów, torując sobie drogę wśród tańczącego tłumu. Wkrótce znalazły miejsce i usadowiły się, zamawiając bezalkoholowe koktajle i ciesząc się gorącą atmosferą. Jednak dla Kaelen trwało to tylko kilka chwil. Energia wewnątrz klubu sięgała zenitu, ale nie można było tego samego powiedzieć o Kaelen, która wyglądała na odizolowaną od tłumu. Choć była z Tessą, która była pochłonięta psotną rozmową o mężczyznach wokół, jej oczy opowiadały inną historię: smutek. Ubrana w beżową, obcisłą sukienkę, z wyrazistymi czerwonymi ustami, wyglądała niczym kusicielka; mimo drobnej postury było w niej coś intrygującego.
Dzięki pracy mogła odciągnąć myśli od sprawy rozwodowej; jednak gdy jej umysł był bezczynny, wspomnienie rozwodu powracało z zemstą. Kaelen albo kręciła szklanką, albo nerwowo poprawiała sukienkę, by odwrócić swoją uwagę.
„Przysięgam, jeśli nie przestaniesz podciągać tej sukienki, dam twój numer jakiemuś przypadkowemu facetowi”, musiała ją ostrzec Tessa.
„A co, jeśli on mnie tak zobaczy? Nie będzie zadowolony”, myślała Kaelen.
Voktor z natury był zaborczym jaskiniowcem, który tracił panowanie nad sobą, gdy jakikolwiek facet patrzył na Kaelen, a co gorsza – dotykał jej. Myśl o tym, że w tej seksownej sukience przyciąga więcej uwagi, nasunęła jej to wspomnienie zupełnie niespodziewanie.
„Kaelen, musisz pozwolić mu odejść”, przerwała jej myśli Tessa.
Tessa obserwowała, jak Kaelen tylko trzyma swój napój i błądzi myślami gdzieś daleko. Była jej jedyną przyjaciółką, która znała ją od czasów studiów i widziała jej zmagania z małżeństwem oraz jej diabelskim mężem, Voktorem.
Posyłając swój charakterystyczny uśmiech z przebłyskiem żalu, Kaelen odpowiedziała: „On już mnie zostawił. Czy mogę teraz coś zrobić?”. Po tych słowach wypiła swój napój jednym haustem.
„Łał! Chodźmy rozgrzać parkiet” – powiedziała Kaelen, brzmiąc teraz zupełnie radośnie.
Tessa wywróciła oczami na tę nieudaną próbę udawania, ale uległa przyjaciółce i dołączyła do niej na parkiecie.
Klubowy DJ grał trance. Początkowo Kaelen się wahała, ale wkrótce pozwoliła, by energia klubu przejęła nad nią kontrolę. Kołysała ciałem w rytm muzyki, uwodzicielsko poruszając biodrami. Zagubiona w odrętwieniu, pozwoliła, by muzyka powoli wyciszyła jej smutek. Unosząc ramiona w górę i powoli przesuwając nimi wzdłuż ciała, zmysłowo kręciła biodrami. Czuła wokół siebie żar i widziała zbliżających się mężczyzn, ale to jej nie przeszkadzało. Zamykając oczy, czuła muzykę, pozwalając, by mocny bit płynął w jej żyłach i zabierał nawiedzoną przeszłość. Z każdym uderzeniem czuła, jak jej umysł odtwarza przed nią przeszłość, a ona, wspomnienie po wspomnieniu, wyrzucała ją ze swojej pamięci.
„Proszę, posłuchaj mnie. Nie mogę bez ciebie żyć”.
„Nie rozśmieszaj mnie teraz, Kaelen”, zakpił z niej.
„Voktor, zrobię wszystko, tylko proszę, nie zostawiaj mnie”.
„Wszystko?”.
„Tak, wszystko, proszę, kocham cię”.
„W takim razie usuń tę ciążę”, powiedział bez skrupułów.
„Co, teraz już mnie nie kochasz?” – zapytał, gdy Kaelen była zbyt oszołomiona, by odpowiedzieć, wpatrując się bezpośrednio w jej zszokowaną twarz.
„Albo dziecko, albo ja, ty decyduj”.
Nagle muzyka jakby ucichła. Głośne głosy dobiegały skądś w pobliżu lady barowej, która została zaprojektowana tak, że wyglądała bardziej jak podziemie niż część klubu. Kaelen otworzyła oczy i zobaczyła ten sam skonsternowany wyraz twarzy u swojej przyjaciółki. Następnie usłyszała brzęk tłuczonego szkła i nagle uwaga całego tłumu skupiła się na podniesionym głosie. Szamotanina, a może ktoś był nieustannie bity. Kiedy Kaelen i Tessa zauważyły, że tłum zaczął gromadzić się przy barierce oddzielającej bar od parkietu, natychmiast ruszyły w tamtą stronę, by zobaczyć przyczynę zamieszania.
Kaelen usłyszała gniewne głosy, a po nich stęknięcia. Choć w klubie zapadła cisza, niektórzy entuzjastyczni widzowie zaczęli nagrywać zamieszanie telefonami komórkowymi. Rozpoznała męskie głosy wykrzykujące przekleństwa, a następnie dźwięk zadawanych ciosów. Jej instynkt nagle samoczynnie przeszedł w stan najwyższej gotowości, co wyraźnie ją zdezorientowało.
„Dlaczego nagle czuję taki strach?” – pomyślała, idąc żwawo za przyjaciółką.
Musiały przepychać się przez tłum, by uzyskać wyraźny widok, a gdy im się to udało, zobaczyły plecy mężczyzny, który pochylał się nad jakimś facetem, trzymając go za kołnierz i okładając pięściami. Kilku mężczyzn próbowało go odciągnąć i rozdzielić dwójkę, jednak ten facet, jakby opętany przez demona, zadawał cios za ciosem. Leżący na ziemi mężczyzna próbował się chronić, aż w końcu na ratunek musieli przybyć ochroniarze. Nagle dolna powieka Kaelen zaczęła drgać niczym zła wróżba. Wciąż próbowała pojąć sytuację, gdy krzyki nasiliły się, a wiele głosów zaczęło mówić naraz. Nie zdążyła niczego zarejestrować, gdy nagle usłyszała ryk bijącego mężczyzny: „Skurwysynu, ty śmiesz? TO MOJA ŻONA”.
„Kurwa, zabiję cię, puszczaj mnie” – barwa tego głosu miała w sobie morderczy ton, który sprawił, że dreszcz przeszedł jej po plecach.
Z trudem złapała powietrze i wstrzymała oddech, gdyż głos ten i kryjący się za nim gniew były jej aż nazbyt znane. Ocknęła się z zamyślenia, gdy na podłogę upadł stół, a kiedy podniosła wzrok, napotkała wściekłe, czarne oczy rzucające mordercze spojrzenia w jej stronę.
Dwóch mężczyzn go trzymało, ale w chwili, gdy jego oczy zderzyły się z brązowymi oczami Kaelen, odepchnął ich z dużą siłą.
„Usunęłam ciążę, tak jak prosiłeś. Jak możesz nie dotrzymywać słowa?” – Kaelen kurczowo trzymała go za ramiona.
„Nigdy nie powiedziałem, że się z tobą nie rozwiodę”, uśmiechnął się do niej drwiąco i szarpnął jej ręką.
To był ostatni raz, kiedy Kaelen go widziała.
„VOKTOR!” – nie mogła przestać szeptać jego imienia.
Jej kolana zaczęły drżeć, a słabe nogi niemal odmówiły posłuszeństwa, gdy Tessa przyszła jej z pomocą i ją podtrzymała. Ona również miała na twarzy ten sam przerażony wyraz co Kaelen.
Wściekłość, którą Kaelen dostrzegła w jego oczach, sprawiła, że wzdrygnęła się, a w następnej chwili pobiegła, by ratować się, zanim pochłonie ją gniew obiecany w tych brązowych oczach.
Dlaczego on tu był? Dlaczego nie przyszedł dzisiaj do sądu, skoro był w mieście?
Instynkt nakazał jej biec, a ona usłuchała, nie zważając na kierunek. Kiedy oprzytomniała, zdała sobie sprawę, że jest w jednej z toalet. Jeden rzut oka na własne odbicie sprawił, że zamarła.
Zobaczyła odbicie kobiety, która trzęsła się gwałtownie, a jej twarz była ubrudzona łzami, czego do tej pory nawet nie zauważyła. Przyłożyła drżące dłonie do ust, by stłumić szloch.
„Po tych wszystkich miesiącach on wciąż tak na mnie działa”, pomyślała.
Stojąca obok dziewczyna rzuciła jej współczujące spojrzenie, więc Kaelen szybko odwróciła wzrok, odkręcając kurek z wodą trzęsącą się ręką. Jednak wzdrygnęła się, słysząc czyjś pisk.
„Kim ty do cholery jesteś? To damska toaleta, ty dupku!”.
Zanim Kaelen zdążyła pojąć, kto piszczy lub kogo ta dziewczyna przeklina, jej przedramię zostało brutalnie szarpnięte i stanęła twarzą w twarz z tymi samymi gniewnymi oczami.
Zamarła, gdy zrozumiała, że Voktor wszedł za nią do toalety.
Widziała w jego oczach jedynie furię, gdy taksował ją wzrokiem od stóp do głów, a grymas na jego twarzy pogłębił się, gdy zauważył jej obcisłą sukienkę. Jego nozdrza drgały niczym u wściekłego byka.
„Co ty tu, do jasnej cholery, robisz?”.
„Co ty masz na sobie?” – wrzasnął Voktor, szorstko chwytając ją za przedramiona, co sprawiło, że aż się skuliła.
„Proszę...” – przełknęła ślinę ze strachu i dodała: „proszę, sprawiasz mi ból”.
Nie wiedziała, czy powinna się cieszyć, widząc go po dwóch latach, czy raczej bać się jego gniewu tak samo jak dawniej.
Kobiety w toalecie zaczęły krzyczeć i skarżyć się na intruza. Dla Kaelen było to najmniejszym zmartwieniem, gdyż miała poważniejsze problemy do rozwiązania, a w następnej chwili poczuła, że jest brutalnie wyciągana z toalety.






