Widząc zamieszanie w toalecie, Voktor wyciągnął stamtąd Kaelen, ku jej przerażeniu. Widział tylko czerwień. Przyszedł do klubu ze znajomym i dołączył do kolegów w loży na piętrze. Dobrze się bawił, wracając po dwóch latach, i był pochłonięty banalną rozmową, gdy temat zszedł na dziewczynę w beżowej sukience, która poruszała się niczym kusicielka.
Ponieważ oświetlenie w klubie było słabe, początkowo nie mógł rozpoznać jej twarzy. Jeden z facetów z grupy zgłosił swoje roszczenia i wyszedł z loży w stronę parkietu. Prawie dotarł do owej kusicielki i już miał ją chwycić za biodra, gdy na krótką chwilę zapalono światła. Voktorowi wystarczyła sekunda, by rozpoznać tę twarz, i zanim się obejrzał, był już tam, wrzeszcząc z morderczą furią.
Wiedział, że nadejdzie dzień, w którym będzie musiał spotkać się ze swoją byłą żoną, ale nie spodziewał się, że stanie się to w takich okolicznościach. Nie wyglądała po prostu pociągająco; wyglądała jak seksowna syrena. Jeśli myślał, że zaborcza część jego natury dawno umarła, czekała go niespodzianka.
„Voktor” – przerażony głos Kaelen wyrwał go z zamyślenia, w którym planował różne sposoby zamordowania faceta zamierzającego z nią zatańczyć, a potem ją przelecieć.
Obserwatorzy rzucali parze zdezorientowane spojrzenia. Przerażony wyraz twarzy Kaelen nie umknął ich uwadze, podobnie jak mordercza mina Voktora. Kaelen zauważyła spojrzenia, jakie przyciągali, i zaczęła protestować, próbując wyrwać się z jego uścisku.
„Ani słowa, Kaelen!” – warknął, starając się na nią nie patrzeć w obawie, że gniew przejmie nad nim całkowitą kontrolę.
Nieważne, jak bardzo Kaelen się szarpała, jego uścisk na jej nadgarstku nie słabł. Chcąc powstrzymać go przed ciągnięciem jej w nieznane, spróbowała chwycić się poręczy, gdy dotarli do schodów prowadzących na piętro.
„Gdzie on mnie zabiera?” – myślała gorączkowo.
Jednak jej opór tylko bardziej go irytował; unieruchomił oba jej nadgarstki, jednocześnie trzymając ją za talię i zmuszając do marszu w jego tempie. Potykała się na wysokich obcasach, próbując dotrzymać mu kroku. W panice zupełnie zapomniała o Tessie. Wierciła się w jego objęciach, ale bezskutecznie. Gdy w zasięgu wzroku pojawiło się wyjście, w desperackiej próbie zaczęła rozglądać się za Tessą, szukając pomocy; jednak przy otaczającym ich tłumie był to daremny wysiłek.
Serce Kaelen podeszło jej niemal do gardła z przerażenia, a ciepło bijące od ciała Voktora znajdującego się tak blisko wcale jej nie uspokajało. Zbyt dobrze znała jego ciało, by rozpoznać wrzącą w nim lawę gniewu. Kilka godzin temu chciała się z nim spotkać, porozmawiać, skonfrontować go z pytaniem, dlaczego chce rozwodu, ale teraz jedyne, o czym potrafiła myśleć, to sposoby ucieczki. Rozmowa z nim, gdy był wściekły, zwiastowała katastrofę.
Nawet nie zauważyła, kiedy opuścili klub i dotarli na parking. Gorączkowo szukała pomocy wzrokiem. Najpierw dostrzegła obściskującą się parę, co zmusiło ją do odwrócenia oczu. Nadzieja wstąpiła w nią, gdy zobaczyła dwóch facetów siedzących na masce samochodu i już miała krzyknąć o ratunek. Wzdrygnęła się, czując gorący oddech przy uchu.
„Krzyknij tylko, a wepchnę ci ten kawałek szmatki w tyłek i wezmę cię na ich oczach”, szepnął, oddychając ciężko przez zęby.
Kaelen przełknęła ślinę ze strachu i pozwoliła mu się prowadzić. Nie było wątpliwości, że zrobi to, co obiecał, gdy był w takiej furii. Kaelen była bystra i wiedziała, że bitwy należy wybierać mądrze. Jej oczom ukazał się czarny, zmodyfikowany mustang przypominający bestię. Kaelen nie miała wątpliwości, że samochód był używany, ale przeszedł tuning, dzięki któremu wyglądał na auto światowej klasy. Skarciła się w myślach za to, że wciąż pamiętała bzika Voktora na punkcie samochodów. Zawsze chciał mieć stuningowanego mustanga, nawet jeśli byłby z drugiej czy trzeciej ręki.
Gdy dotarli do samochodu, pchnął Kaelen szorstko w stronę drzwi pasażera, po czym rozkazał: „Wsiadaj”.
Przytrzymała się auta, by odzyskać równowagę, i zbierając wszystkie siły, odpowiedziała: „Nie”.
„Nie mogę pozwolić mu robić ze mną, co chce” – zebrała się na odwagę i spojrzała mu prosto w oczy.
Widząc błysk niechęci w jej spojrzeniu, stracił panowanie nad sobą i uderzył pięścią w dach samochodu. Kaelen wzdrygnęła się, a z jej ust wyrwał się jęk. To był pierwszy raz, kiedy Voktor zastraszył ją, używając siły fizycznej, i skłamałaby, mówiąc, że to na nią nie zadziałało. Z jej oka wypłynęła łza strachu, podczas gdy drugą drżącą dłonią zakryła usta, by powstrzymać dalsze szlochanie. Nie musiała się odwracać. Dźwięk pękającego szkła pod wpływem uderzenia pięścią był wystarczającym dowodem na rozbitą szybę.
Usatysfakcjonowany jej reakcją na groźbę, powoli otworzył drzwi, a ona wsunęła się do środka bez dalszych protestów czy pytań. Kaelen wzdrygnęła się, gdy Voktor gwałtownie zamknął drzwi, ale pozostała bez ruchu. Jej klatka piersiowa unosiła się przy każdym oddechu; jednak wydechy były drżące. Nie miała pojęcia, dokąd jadą, bo miała inne, pilniejsze sprawy na głowie. Stwierdzenie, że była w tym momencie przerażona, byłoby niedopowiedzeniem.
Podczas gdy zastanawiała się, co ją czeka, przeoczyła moment dotarcia do celu.
Kurczowo trzymała się siedzenia ze strachu przed prędkością, z jaką jechał Voktor. Voktor zdecydował się pójść wbrew swemu protestującemu umysłowi i ukradkiem spojrzał na Kaelen; zobaczył, że oddycha przez usta i ściska fotel, jakby zależało od tego jej życie.
„Wciąż taka sama, wciąż trzyma się siedzenia, gdy się boi”, pomyślał.
Nie wiedział, co robi ani dokąd ją zabiera. Jedyne, o czym mógł myśleć, to zabranie Kaelen z dala od tych wszystkich drapieżnych spojrzeń i odizolowanie jej od każdego mężczyzny. Przez długi czas ciszę w samochodzie wypełniał jej rwany oddech i jego stęknięcia. Aby ugasić swój gniew, Voktor nacisnął przycisk na konsoli obok i opuścił szyby.
Kaelen podświadomie wychyliła się w stronę okna, pozwalając bryzie ukoić jej strach. Jej długie pasma były upięte w niedbały kok; jednak kilka kosmyków smagało jej rozgrzany policzek pod wpływem wiatru. Chłodne powietrze działało na nią kojąco i mogła teraz zacząć trzeźwo myśleć.
Wiedziała, że nie ucieknie przed Voktorem i wieczór z pewnością zakończy się rozmową. Potrzebowała powodów. Chciała wiedzieć, dlaczego ją zostawił; chciała, żeby jej powiedział, dlaczego kazał jej usunąć dziecko, skoro i tak planował odejść?
Z rozmyślań wyrwało ją gwałtowne zatrzymanie samochodu, a w następnej sekundzie usłyszała kliknięcie odpinanych pasów. Wciąż orientowała się w otoczeniu, gdy drzwi się otworzyły i Voktor szarpnął ją za przedramię.
Zauważyła, że są na odizolowanym parkingu wielorodzinnego apartamentowca, bez żadnych śladów obecności ludzi wokół. Serce waliło jej w piersi, a oddech był nierówny z powodu szybkiego marszu, do którego zmuszał ją ciągnący ją Voktor.
Próbowała zachować spokój. W stanie paniki nie byłaby zdolna do znalezienia rozwiązania. Pozwoliła mu sobą manewrować. By wybadać grunt, spróbowała wyrwać rękę z jego uścisku, gdy byli w windzie; on jednak ścisnął ją mocniej, wydając z siebie warknięcie. Gdy tylko usłyszała dźwięk windy, Voktor wyciągnął ją na zewnątrz, torując drogę.
Z lękiem wpatrywała się w jego plecy, a w następnej chwili z jej ust wyrwał się krzyk, gdy została rzucona na łóżko. Siła uderzenia sprawiła, że podskoczyła dwa razy, a jej niedbały kok się rozpadł.
Słyszała jedynie przyspieszone bicie własnego serca i jego urywany oddech. Do tej pory myślała, że jeśli uda jej się zachować spokój i z nim porozmawiać, opanuje sytuację; jednak uświadomienie sobie, że zabrał ją do sypialni, sprawiło, że cała jej silna fasada legła w gruzach. Myślała tylko o tym, by pozostać nieruchomą lub najlepiej stopić się z łóżkiem. W obliczu powagi sytuacji opuściła ją nawet logika.
Tymczasem Voktor stał przy boku łóżka z zamkniętymi oczami i zaciętą twarzą. Wziął jeden głęboki oddech, by uciszyć furię, i oparł prawe kolano na materacu. Pochylił się i chwycił Kaelen za ramię. Delikatnym szarpnięciem zmusił ją, by na niego spojrzała. Pierwszą rzeczą, jaką zobaczył, były jej zamknięte oczy i drżące wargi. Wiedział, że jest nim przerażona przez jej sztywną posturę na łóżku, więc postanowił podejść do niej łagodniej.
„Co robiłaś w klubie?” – zapytał Voktor, trzymając ją delikatnie za ramię.
„Dlaczego teraz jest łagodny? Co on kombinuje?” – to były jej natychmiastowe myśli. Wiedziała, że dojdzie do konfrontacji, i przygotowała się psychicznie na jego wrzaski; jednak jego spokojniejsze podejście sprawiło, że zmarszczyła brwi.
Nie otrzymując odpowiedzi, powiedział przez zaciśnięte zęby: „Kaelen, oboje znamy poziom mojej cierpliwości, więc nie wystawiaj jej na próbę, skoro pytam grzecznie. Co robiłaś w klubie ubrana w to...” – urwał, ponownie przesuwając wzrok po jej sukience, by znaleźć odpowiednie słowo.
To okazało się błędem. Sukienka podwinęła się, gdy rzucił ją na łóżko, odsłaniając jej miękkie uda, a jej krągłości uwydatniły się pod wpływem jego uścisku. Obniżył się na ugiętym kolanie, nieświadomie przyciągając Kaelen bliżej.
Pchnęła dłońmi w jego klatkę piersiową, by zachować bezpieczny dystans, co ściągnęło na nią karcące spojrzenie Voktora, który spojrzał na jej ręce, a potem na nią, za samą próbę ucieczki.
„Z tego co pamiętam, nie jestem ci winna żadnych wyjaśnień”, powiedziała, posyłając mu pogardliwe spojrzenie.
To przelało czarę goryczy.
„Czy ty w ogóle wiesz, co ten skurwysyn o tobie mówił? Planował cię wykorzystać, a o czym ty, do kurwy nędzy, myślałaś, wykonując te brudne ruchy na parkiecie? Próbowałaś uwieść jakiegoś przypadkowego faceta? Tym się teraz stałaś?” – powiedział z warknięciem.
„Jak śmiesz?!” – Kaelen spojrzała na niego, a jej oczy lśniły już od gniewu.
„Chcesz, żebym ci powiedział, jak nazywa się takie kobiety?” – zapytał Voktor, ignorując jej spojrzenie.
„To, kim jestem lub byłam, nie powinno cię już obchodzić. Gdzie byłeś, kiedy dzwoniłam do ciebie przez te wszystkie dni? Gdzie byłeś, kiedy błagałam cię o rozmowę?” – wykrzyczała, ulegając emocjom. Zaczęła uderzać go w piersi z całej siły.
„Zostawiłeś mnie!”.
„Zostawiłeś mnie!”.
Voktor ani nie powstrzymał jej przed uderzeniami, ani nie odpowiedział na oskarżenie, choć wyraz jego twarzy zmienił się z wściekłości w pustkę. Gdy Kaelen przestała go bić i wyrzuciła z siebie emocje, szepnęła szorstko: „Zostawiłeś mnie, a teraz udajesz, jakby to, co powiedział tamten facet, wciąż cię dotykało, podczas gdy prawda jest taka, że gówno cię to obchodzi”.
Wyraz twarzy Voktora spochmurniał. Wykorzystując jego szok, pchnęła go z całej siły i podniosła się z łóżka.
„Nie masz żadnego prawa, by mi rozkazywać czy mnie przesłuchiwać. To moje życie i nie jestem ci winna żadnych wyjaśnień” – powiedziała, patrząc mu prosto w oczy.
Ucieczka była jedyną myślą w jej głowie. Wiedziała, że jeszcze bardziej wszystko popsuła, ale to ona była tą zdradzoną, a nie na odwrót. To ona powinna zadawać pytania, nie on.
Choć każde słowo wypowiedziała surowym tonem, tylko ona wiedziała w głębi duszy, jak bardzo bała się bycia sam na sam z nim w sypialni bóg wie kogo. Jego beznamiętna postać i puste oczy były jak cisza przed burzą.
„Uciekaj, Kaelen. Wyjdź stąd, zanim on coś zrobi” – umysł ostrzegł ją, by skierowała się ku drzwiom.
Rzuciła się w stronę wyjścia i pokonała ten dystans w rekordowym czasie. Gdy już miała otworzyć drzwi, usłyszała jego głos: „Och tak, nie mam nad tobą żadnego prawa? Więc wytłumacz mi to”.
Kaelen zmarszczyła brwi, czekając na jego pytanie. Nie spodziewała się jednak dreszczu, który przeszedł jej po plecach, gdy jego ciepły oddech uderzył w bok jej twarzy. W następnej sekundzie została obrócona, jej plecy uderzyły o drzwi, a Voktor zatopił swoje usta w jej ustach. Początkowo była zaskoczona tym nagłym atakiem i zapomniała zareagować; ale gdy poczuła jego dłoń błądzącą po jej ciele, odzyskała zmysły. Jęknęła, by pokazać swój sprzeciw i dezaprobatę dla pocałunku, ale to sprawiło jedynie, że on pogłębił pieszczotę. Wciąż go odpychała, ale jej siła była niczym w porównaniu z jego. Owijając ramię wokół jej talii, by przyciągnąć ją bliżej, chwycił ją za kark, by przypieczętować swoje roszczenie.
Choć Kaelen walczyła, by wyrwać się z uścisku, bardziej przerażał ją fakt, jak jej ciało reagowało na ten pocałunek. Był dominujący i pochłaniający, a jej niechęć tylko podsycała jego zaborczość. Prowokowało go to do pokazania jej, że może należeć tylko do niego; uważał, że jest godzien wszystkiego, co dotyczyło Kaelen. Czy to był jej uśmiech, uwodzicielskie ruchy, czy serce i dusza.
Ich spojrzenia się splotły, on zacisnął dłoń na jej włosach, a ona sapnęła pod wpływem tego ruchu. W tym samym momencie Voktor wsunął język do jej ust. Jego erekcja napierała na jej brzuch. Wiedziała, że jeśli on nie przestanie jej całować, będzie zgubiona. Zaczęła uderzać go w klatkę piersiową, nie przerywając kontaktu wzrokowego, pchała go z całej siły, ale bezskutecznie.
Jego czarne oczy stały się ciemniejsze, a Kaelen poczuła, że w nich tonie. Jego utkwione w niej spojrzenie obezwładniło jej zdrowy rozsądek i w końcu powitała jego mrok z otwartymi ramionami. Kaelen w końcu przestała stawiać opór, zacisnęła dłonie na jego koszuli i zaczęła splatać swój język z jego. Chrzanić rozsądek, chrzanić oddech. Jedyne, czego pragnęła, to go czuć.
Voktor jęknął w jej usta, po czym przycisnął ją do drzwi i z furią ścisnął jej pośladek. Zaczął ocierać się o nią, prowadząc dłoń w stronę zamka błyskawicznego sukienki. Voktor chciał ją pocałować tylko po to, by udowodnić, że wciąż jest jej mężem; jednak wszystkie jego zmysły odpłynęły, gdy mu oddała pocałunek.
Puścił ją dopiero wtedy, gdy oboje stracili oddech i zaczęli sapać. Przez chwilę trzymał jej twarz w dłoniach i z zamkniętymi oczami oparł swoje czoło o jej.
Braku bliskości fizycznej przez dwa lata nie dało się wypełnić jednym pocałunkiem. Pragnął więcej. Ona pragnęła znów go poczuć. On wciąż walczył ze sobą wewnętrznie. Logika nakazywała odsunąć się od niej i porozmawiać. Popełnił błąd, otwierając oczy, a kiedy zobaczył Kaelen niewinnie przygryzającą dolną wargę, uległ pożądaniu. Jego dłoń na zamku zadziałała sama z siebie i pociągnęła go w dół. Sukienka opadła u jej stóp, zostawiając ją jedynie w bieliźnie.
Kaelen czuła się niepewnie, stojąc przed nim nago. Podobnie jak u Voktora, jej rozsądek próbował przywrócić ją do rzeczywistości i w słabej próbie starała się od niego odsunąć. Nie wiedziała jednak, że dla niej ta bitwa była już przegrana. Zamiast się wycofać, Voktor podniósł ją za uda i znów pocałował, brutalnie.
Intuicyjnie Kaelen oplotła nogami jego talię i chwyciła go za ramiona. Jej determinacja całkowicie pękła, gdy poddała się jego zachłannemu pocałunkowi. Zarzucając ramiona na jego szyję, zacisnęła palce w jego włosach, by całować go z pasją. Jej usta skubały jego dolną wargę, po czym ją lizały, a język splatał się z jego.
Kaelen jęknęła w pocałunek, gdy Voktor położył dłoń na jej piersi okrytej stanikiem, a następnie potarł jej sutek kciukiem. Kaelen musiała przerwać pocałunek, gdy nie przestawał bawić się jej brodawką, a przez jej ciało przeszedł dreszcz. Gdy raz ją uszczypnął, nie mogła powstrzymać się od wygięcia pleców, dając jego chciwym ustom pełen dostęp do swojej szyi. Voktor zaniósł ją w stronę łóżka, znacząc jej szyję pocałunkami.
Kładąc ją na łóżku, przesuwał ustami od obojczyka przez jej stwardniałe sutki, zostawiając mokre ślady na brzuchu. Zatrzymał się u szczytu jej ud, po czym chwycił zębami brzeg jej majtek i powoli zaczął je ściągać. Eksplozja cielesnego pożądania wybuchła w nim, gdy zobaczył jej wnętrze oczekujące na jego pieszczotę.
Niecierpliwa Kaelen usiadła na łóżku, przyciągnęła go za pasek i zaczęła go rozpinać. Pozwolił jej się rozebrać. Najpierw pasek, potem spodnie, a na koniec koszula wylądowała na podłodze, zanim wczołgał się na łóżko i zawisł nad Kaelen. Ponownie pocałował ją w usta, tym razem delikatnie. W odpowiedzi rozchyliła wargi, pozwalając mu wtargnąć w każdy zakamarek swoich ust. Voktor przesuwał palcami po jej nagich plecach, po czym rozpiął jej stanik i rzucił go gdzieś na podłogę.
Trzymając jej pierś w dłoni, zaczął ją ugniatać, wciąż pożerając jej usta niczym głodna bestia. Kaelen jęknęła w pocałunek, gdy uszczypnął jej sutek, i ten sam dreszcz znów ją uderzył. Dręczył jej wrażliwą brodawkę, aż nie mogła już tego wytrzymać i z ekstazą odrzuciła głowę do tyłu. Kolejny dziki jęk wyrwał się z jej ust, gdy poczuła gorące usta Voktora na swojej drugiej piersi. Zarzuciła ramię na jego głowę i zacisnęła palce w jego włosach z czystej rozkoszy.
„Voktor” – to, co miało być prostym imieniem, wybrzmiało niczym modlitwa, gdy Kaelen poczuła narastające napięcie w podbrzuszu. Miejsce między jej udami było wilgotne od podniecenia.
Jego dłoń ani na chwilę nie opuszczała jej piersi, podczas gdy ona czuła, jak jego język zatacza kręgi wokół sutka, by potem go ssać. Jej nogi same się rozchyliły, zanim Voktor ułożył się między nimi. Nieświadomie Kaelen ocierała się o jego brzuch, by stworzyć tarcie i potęgować podniecenie.
Voktor nagle przestał, wywołując protest Kaelen. Leżał nieruchomo nad nią, czytając z jej zarumienionej twarzy. Od jej oczu przysłoniętych pożądaniem, przez opuchnięte usta, po gwałtowne unoszenie się i opadanie nagiej klatki piersiowej i nimb włosów wokół niej – wyglądała kusząco. Przez dwa lata brakowało mu dotyku jej miękkiego ciała pod nim, wijącego się w rozkoszy, jej zmysłowych jęków i krzyków, gdy osiągała orgazm, oraz żaru jej ciała zmuszającego go do przywiązania jej do tego łóżka na zawsze, z dala od innych mężczyzn na świecie.
„Voktor”, jęknęła Kaelen, owijając wokół niego swoje drobne ramiona i gryząc go w szyję.
„Tak, maleńka”. Chciał ją zawołać, ale słowa zamarły mu w ustach, gdy Kaelen polizała jego twardy sutek niczym spragniona kotka.
„Kaelen”, jęknął, a w następnej chwili wgniótł ją w materac, blokując jej dłonie nad głową.
Oplotła nogami jego tors, a jego usta spoczęły na jej szyi, wywołując u niej westchnienie. Jego język drażnił jej zaczerwieniony płatek ucha, po czym pochłonął miękką tkankę, wysyłając paraliżujący dreszcz przez całe jej ciało. Jego dłonie ślizgały się po jej jedwabistych udach, by dotrzeć do nagich pleców i muskać je opuszkami palców.
Kaelen wygięła plecy, jęcząc. W następnej sekundzie zaczął składać mokre pocałunki na jej szyi i przesuwać się w dół.
Zacisnęła palce w jego włosach jedną ręką, gdy jego usta pieściły jej wrażliwe miejsce, drugą zaś wbijała paznokcie w jego szerokie ramię, by powstrzymać się od wykrzykiwania jego imienia.
Piękny uśmiech zagościł na jego twarzy, gdy z satysfakcją zobaczył swoje ślady na jej piersiach i szyi. Wsunął palec w głąb jej ciała, by upewnić się, że jest gotowa; zwierzęcy warkot zadudnił w jego piersi, gdy poczuł, jak bardzo na niego czekała. Nie marnując ani sekundy, wszedł w nią jednym mocnym pchnięciem. Krzyknęła, a potem sapnęła pod wpływem tej nagłej inwazji i musiała kurczowo chwycić jego umięśnione ramię. Został tak przez chwilę, czując ciepły kokon jej wnętrza wokół swojego członka, i zanim się obejrzał, jęk czystej zachwytu wyrwał się z jego ust.
Stopniowo zaczął się poruszać, trzymając Kaelen w ramionach i całując ją z pasją. Ciszę nocy wypełniło ich miłosne uniesienie, a powietrze zgęstniało od woni seksu.






