Słońce następnego dnia wstało z najjaśniejszymi i najchłodniejszymi promieniami, współgrając z namiętnością minionej nocy podzielaną przez dwie dusze. Kaelen leżała na brzuchu, całkowicie naga, nieświadoma nadejścia świtu. Jej biodra i piersi były częściowo przykryte kołdrą, a włosy muskały jej nagie plecy poruszane wiatrem. Jęk wyrwał się z jej ust, a ona lekko zadrżała pod wpływem porannego chłodu, co sprawiło, że jej powieki drgnęły.
Choć jej oczy wydawały się zbyt ciężkie, by mrugnąć, inne zmysły były w pełnej gotowości. Słyszała świergot ptaków za oknem. Czuła znajomy zapach męskiej wody kolońskiej, a na jej ciele pojawiła się gęsia skórka w obecności kogoś bliskiego; serce zaczęło bić szybciej samo z siebie.
Wtedy jej umysł zarejestrował otoczenie i przypomniał sobie pełną pasji noc z kimś, kto chciał się z nią rozwodzić z niewiadomego powodu.
„Jak? Kiedy? Dlaczego?” – spoliczkowała się w myślach, ale nie mogła ukryć zadowolenia. Czula się tak, jakby znów była kompletna; nie mogła przestać czuć się znów szczęśliwa. Dlaczego? Dlaczego czuje, jakby znów się zakochiwała?
Choć jej ciało bolało w ten rozkoszny sposób, nie mogła być bardziej zadowolona z tego słodkiego bólu między nogami.
Otworzyła oczy i natychmiast je zamknęła pod wpływem ostrego światła. Jednak w ułamku sekundy dostrzegła sylwetkę mocnych pleców. Gdy znów otworzyła oczy, zobaczyła Voktora stojącego przy otwartym oknie, ubranego tylko w spodnie. Ponieważ był odwrócony do niej plecami, nie mogła odczytać jego wyrazu twarzy ani myśli w tamtym momencie.
Zakładając luźny kosmyk za ucho, powoli podniosła się, zakrywając kołdrą. Wydawało się absurdalne zasłanianie się teraz, gdy minionej nocy nie było części jej ciała, której by nie widział.
„Widzę, że wciąż jesteś tą samą dziwką, którą byłaś wtedy” – jego słowa przerwały jej mały sen, o którym właśnie pomyślała. Oddech Kaelen zamarł pod wpływem jego słów.
„On nie mógł tego powiedzieć, prawda?” – pomyślała, gapiąc się na jego plecy, ale kolejne zdanie sprawiło, że zapowietrzyła się z rozpaczy.
„Taka zdesperowana kobieta jak ty, która potrafi przespać się ze swoim byłym mężem, bez wątpienia może puszczać się z każdym” – powiedział, odwracając się ku niej bez cienia skrupułów.
Kaelen poczuła, jak jej świat właśnie rozsypuje się na kawałki, a ona nie może zrobić nic, by go uratować. Ból, który wezbrał w jej oczach, zaczął spływać po policzkach. Zaczęła ciężko oddychać, jakby jego słowa ją dławiły; czuła się osaczona przez jego intensywne, pogardliwe spojrzenie. Pod wpływem tego bolesnego uderzenia upokorzenia mocniej przycisnęła kołdrę do piersi.
Zaczął iść w jej stronę groźnym krokiem i powiedział: „Dobrze zrobiłem, rozwodząc się z tobą”.
Zatrzymał się i stanął przy niej. Ścierając jej łzę, zapytał z uśmieszkiem: „Ile bierzesz za noc?”.
„Och, teraz nie możesz mówić? Zeszłej nocy wykrzykiwałaś moje imię jak zdzira, ciesząc się każdą chwilą przyjemności, którą ci dawałem. Nie wiedziałem, że jesteś taką wygłodniałą seksu kotką”.
Hurrawo spuściła wzrok, widząc furię i obrzydzenie, jakie biły z jego oczu. Kurczowo ścisnęła kołdrę i odsunęła się na łóżku. Jakby słowa nie wystarczyły, by sprawić jej cierpienie, jego spojrzenie tylko potęgowało ten ból. Voktor pochylił się nad szafką nocną, wyjął coś i powiedział:
„Masz! Weź dodatkowe 200 dolców przez wzgląd na dawne czasy”. Szorstko chwycił ją za dłoń i wcisnął w nią banknoty.
W tym momencie coś w niej pękło. Kaelen dyszała, a jej drżące ręce kurczowo trzymały kołdrę. Przełknęła gulę upokorzenia, wpatrując się w pieniądze na dłoni. Po tym, jak podstępem zmusił ją do aborcji, przysięgła sobie, że nigdy nie zapłacze przed mężem, ale to, co powiedział przed chwilą, rozdarło jej duszę nie do naprawienia. Jej drżące ciało i puste oczy nie potrafiły ukryć męki, jaką czuła w tej samej chwili. „Przepraszam za wszystko”, wyszeptała pękniętym głosem.
„Czy wyglądam na kogoś, kogo obchodzą twoje przeprosiny? Idę do łazienki i nie chcę widzieć twojej twarzy, kiedy wrócę. Wynoś się stąd, już!”.
Kaelen wzdrygnęła się. By stłumić cisnący się szloch, przygryzła wargi i skuliła się jeszcze głębiej na łóżku. Nie rzucając jej drugiego spojrzenia, Voktor odszedł do łazienki.
Gdy tylko zatrzasnął drzwi łazienki, podszedł do zlewu. Do tej pory z trudem kontrolował swoją furię.
„Jak mogłem stracić panowanie? Jak mogłem się z nią kochać po tym wszystkim, co mi zrobiła? Dlaczego jej łzy sprawiają, że boli mnie serce? Dlaczego czuję się winny, widząc ją w rozsypce?” – myślał Voktor.
„Kurwa! Niech to szlag!” – warknął, uderzając pięścią w lustro raz za razem.
„Może pod moją nieobecność zachowywać się jak zdzira, a kiedy ja ją tak nazwę, czuje się urażona? Co za hipokryzja” – warczał w duchu, wspominając, jak kusząco wyglądała zeszłej nocy i co ten palant o niej mówił, przez co on sam stracił głowę.
Tylko on wiedział, jak bardzo musiał się hamować, widząc Kaelen wyglądającą tak pociągająco w jego łóżku, osłoniętą jedynie kołdrą. Jej nieskazitelna skóra pokryta jego malinkami prowokowała go, by wziąć ją ponownie. Cała jego samokontrola została wystawiona na próbę, by zamaskować pożądanie pod maską obelg. Nie był zły na nią, był wściekły na siebie za to, że wciąż pozwala jej kontrolować swoje emocje, i wyładował to na niej. Nie wiedząc o tym, swoim zachowaniem kompletnie ją zdruzgotał.
Odkręcając kurek pod prysznicem, pozwolił, by zimna woda ugasiła jego furię. Jego ręka sama z siebie powędrowała w dół, wspominając kusicielkę siedzącą na jego łóżku. Wiedział, że przekroczył granicę i nie powinien był się na niej wyżywać. Jej drżące, stworzone do całowania usta go rozpraszały. Purpurowy ślad na jej szyi sprawił, że zaborczy drań wewnątrz niego uśmiechnął się z triumfem.
Gdy jego gniew opadł, pomyślał o przeproszeniu jej, jeśli ego mu na to pozwoli, lub przynajmniej o odwiezieniu jej do domu, gdyż to miejsce było nieco oddalone od miasta; jednak gdy wyszedł, zobaczył, że pokój jest pusty. Gdy rozejrzał się wokół, zauważył kartkę na szafce nocnej. Podbiegł do niej i chwycił ją gorączkowo.
„Dobrze zrobiłeś, rozwodząc się z dziwką” – mała plamka na kartce przykuła jego uwagę – ślad po łzie.
Chwycił w pośpiechu jakiekolwiek ubranie i wybiegł z domu, czując, że coś jest nie tak; że wydarzy się coś strasznego.
„Kurwa, kurwa!” – warknął, widząc pusty korytarz. Nie miała przy sobie telefonu ani porządnego ubrania; w takim stroju każdy mężczyzna mógłby stracić dla niej głowę. Apartament znajdował się na obrzeżach miasta, a nie było tam żadnych środków transportu.
Zbiegł po schodach w pośpiechu i pobiegł w stronę parkingu.
„Kurwa, Kaelen, po tych wszystkich miesiącach z dala od ciebie, ty wciąż potrafisz sprawić, że się o ciebie martwię” – powiedział do nikogo, uruchamiając samochód.
Na dobitkę zaczął padać ulewny deszcz. Był tuż za główną bramą, gdy zauważył małą postać idącą ciężko w oddali. Wiedział, kto to jest, i natychmiast odetchnął z ulgą.
„Dzięki Bogu”, wyszeptał.
Jednak jego ulga nie trwała długo, bo nagle obok niej zatrzymał się samochód i w następnej sekundzie już jej nie było.






