languageJęzyk

Prolog

Autor: Genevieve Moreau11 maj 2026

Energia wewnątrz klubu sięgała zenitu, a z dala od tłumu, w kącie, stała kobieta – Kaelen. Ubrana w beżową, obcisłą sukienkę, z ustami pomalowanymi na wyrazisty czerwony kolor, wyglądała niczym kusicielka; mimo drobnej postury było w niej coś intrygującego. Towarzyszyła jej przyjaciółka, Tessa, która robiła wszystko, by wciągnąć ją w psotną rozmowę o kręcących się wokół mężczyznach, ale bezskutecznie. Oczy Kaelen zdradzały wszystko, co czuła w głębi duszy: smutek.

„Kaelen, musisz mu pozwolić odejść”, powiedziała Tessa, przerywając jej myśli.

Tessa obserwowała, jak Kaelen tylko trzyma swojego drinka, błądząc myślami gdzieś daleko.

Posyłając swój charakterystyczny uśmiech z przebłyskiem żalu, Kaelen odpowiedziała: „On już mnie zostawił. Czy mogę teraz coś zrobić?”. Po tych słowach wychyliła drinka na dwa razy.

„Łał! Chodźmy rozgrzać parkiet!” – zawołała Kaelen, brzmiąc radośnie.

Tessa nie mogła powstrzymać się od wywrócenia oczami na tę nieudaną próbę.

Klubowy DJ grał trance. Kaelen zamknęła oczy i zatraciła się w odrętwieniu, pozwalając muzyce powoli wyciszyć jej smutek. Z każdym uderzeniem bitu czuła, jak jej umysł odtwarza przed nią przeszłość, a ona, wspomnienie po wspomnieniu, wyrzucała ją ze swojej pamięci.

Nagle muzyka jakby ucichła. Głośne głosy dobiegały skądś w pobliżu lady barowej, która została zaprojektowana tak, że wyglądała bardziej jak podziemie niż część klubu. Kaelen otworzyła oczy i zobaczyła ten sam skonsternowany wyraz twarzy u swojej przyjaciółki. Kiedy zauważyły, że tłum zaczął gromadzić się przy barierce oddzielającej bar od parkietu, natychmiast ruszyły w tamtą stronę, by zobaczyć przyczynę zamieszania.

Kaelen usłyszała gniewny głos, a po nim głośne stęknięcie. Jej instynkt nagle samoczynnie przeszedł w stan najwyższej gotowości, co wyraźnie ją zdezorientowało. Rozpoznała męski głos, który wykrzykiwał przekleństwa, uderzając kogoś raz za razem.

„Dlaczego nagle czuję taki strach?” – pomyślała, idąc żwawo za przyjaciółką.

Kiedy widok stał się wyraźny, zobaczyła plecy mężczyzny, który pochylał się nad kimś, zaciskając dłonie na kołnierzu i zadając cios za ciosem. Poczuła, jak jej powiek zaczynają drgać niczym zła wróżba. Nie zdążyła niczego zarejestrować, gdy nagle usłyszała ryk bijącego mężczyzny: „Skurwysynu, ty śmiesz! TO MOJA ŻONA!”.

Z trudem złapała powietrze i wstrzymała oddech, gdyż głos ten i kryjący się za nim gniew były jej aż nazbyt znane. Ocknęła się z zamyślenia, gdy poczuła na sobie palące spojrzenie, a jej czarne oczy natychmiast napotkały te brązowe.

Nie mogła ustać na trzęsących się nogach i niemal straciła równowagę, gdyby nie Tessa, która ją podtrzymała. Ona również miała na twarzy ten sam przerażony wyraz co Kaelen.

Wściekłość, którą Kaelen dostrzegła w jego oczach, sprawiła, że wzdrygnęła się, a w następnej chwili rzuciła się do ucieczki – uciekała, by ratować się, zanim pochłonie ją gniew obiecany w tych brązowych oczach. Instynkt nakazał jej biec, a ona usłuchała, nie zważając na kierunek. Kiedy oprzytomniała, zdała sobie sprawę, że jest w jednej z toalet. Jeden rzut oka na własne odbicie sprawił, że zamarła.

Zobaczyła odbicie kobiety, która trzęsła się gwałtownie, a jej twarz była ubrudzona łzami, czego do tej pory nawet nie zauważyła. Przyłożyła drżące dłonie do ust, by stłumić szloch. Stojąca obok dziewczyna rzuciła jej współczujące spojrzenie, więc Kaelen szybko odwróciła wzrok, odkręcając kurek z wodą trzęsącą się ręką. Wzdrygnęła się, słysząc czyjś pisk.

„Kim ty do cholery jesteś? To damska toaleta, ty dupku!”.

Zanim Kaelen zdążyła pojąć, kto piszczy lub kogo ta dziewczyna przeklina, jej przedramię zostało brutalnie szarpnięte i stanęła twarzą w twarz z tymi samymi gniewnymi oczami.

Zamarła, gdy zrozumiała, że Voktor wszedł za nią do toalety.

Widziała w jego oczach jedynie furię, gdy taksował ją wzrokiem od stóp do głów, a grymas na jego twarzy pogłębił się, gdy zauważył jej obcisłą sukienkę. Jego nozdrza drgały niczym u wściekłego byka.

„Co ty tu, do jasnej cholery, robisz?” – zanim zdążyła otworzyć usta, on kontynuował.

„Co ty masz na sobie?” – wrzasnął Voktor, szorstko chwytając ją za przedramiona, co sprawiło, że aż się skuliła.

„Proszę...” – przełknęła ślinę ze strachu i dodała: „proszę, sprawiasz mi ból”.

Nie wiedziała, czy powinna się cieszyć, widząc go po dwóch latach, czy raczej bać się jego gniewu tak samo jak dawniej.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki