Perspektywa Elary
Jego reakcja, gniew w głosie, zaskoczyły mnie jeszcze bardziej. Nie śmiał się, nie drwił, nie wydawał się też smutny. Po prostu... wściekły. Sfrustrowany.
— Nie rozumiem — wypaliłam. — Nienawidzisz mnie, Kaelenie. Jeśli to ja wezmę winę na siebie, chroniąc tym samym twoją reputację, dlaczego nie korzystasz z okazji?
Zapadła długa cisza. Kaelen wpatrywał się we mnie, a w jego zielonych oczach nie dało się nic wyczytać. Wytrzymałam jego spojrzenie, mimo że nie byłam do tego przyzwyczajona.
W końcu odezwał się: — Nasz kontrakt wyraźnie mówi, że tylko ja mogę zainicjować wzajemne odrzucenie. — Wysunął szufladę biurka i wyciągnął skórzaną teczkę, którą znałam aż za dobrze. Przerzucił kartki i podsunął mi jedną z nich. — Strona trzecia, klauzula B.
Westchnęłam z irytacją, ale wzięłam kontrakt. Rzeczywiście, punkt, który wskazał, mówił, że tylko Kaelen może zakończyć nasz „związek”. Mgliście pamiętałam, że czytałam to przy podpisywaniu, ale byłam wtedy pod taką presją i miałam naiwną nadzieję, że Kaelen z czasem mnie pokocha, że nie zwróciłam na to większej uwagi.
— Jedynym powodem, dla którego się z tobą ożeniłem — kontynuował, obchodząc biurko i kierując się do małego barku w rogu — było zrobienie dobrego wrażenia na opinii publicznej. Alfa, który poślubia swoją przeznaczoną parę, jest lepszym kandydatem na Króla Alf. A teraz, gdy zbliżają się wybory, nie mogę ryzykować utraty poparcia.
No tak. A więc chodziło o nadchodzące wybory na Króla Alf. Kaelen zawsze pragnął tego stanowiska, a ponieważ dziesięcioletnia kadencja obecnego króla dobiegała końca, wkrótce miała ruszyć kampania nowych kandydatów.
Kaelen był jednym z nich.
— Co więcej — Kaelen odwrócił się do mnie plecami i nalał sobie burbona — twój ojciec wciąż korzysta ze wsparcia Kestrel. Chyba nie planujesz zostawić go na lodzie z długiem, którego nie zdoła spłacić.
Przygryzłam wnętrze policzka. Nalał sobie, kurwa, drinka, odwrócony do mnie plecami, i mówił takim tonem, jakbyśmy po prostu omawiali interesy.
I przypuszczam, że w pewnym sensie to były interesy. Może dla mnie nie zawsze tak było, bo kiedyś głupio łudziłam się, że mój przeznaczony partner się we mnie zakocha, ale dla niego od początku była to transakcja.
— Porozmawiam z ojcem. Oddamy ci pieniądze, które mu dałeś, i będziemy kwita.
— Śmiało. Zmarnowałaś już wystarczająco dużo mojego czasu. Ale nie wracaj do mnie z płaczem i nie udawaj znowu niewiniątka, kiedy ci odmówi.
Przewróciłam oczami i bez słowa wyszłam z gabinetu.
Kilka minut później znalazłam się w jednym z rozległych ogrodów za rezydencją. Ten konkretny ogród, z sękatą starą wiśnią na środku i wysokimi żywopłotami, był jednym z niewielu miejsc w rezydencji, gdzie naprawdę czułam spokój.
Tutaj, otoczona duszącym, słodkim zapachem opadłych kwiatów wiśni, czułam, że mogę oddychać. Prawie nikt poza mną tu nie zaglądał — ogrodnicy rzadko o niego dbali, pozwalając drobnym kwiatkom i kępkom trawy wyrastać między żwirowymi alejkami.
To było jedyne miejsce, które czułam jako własne.
Ale już niedługo. Bo wkrótce miałam stąd odejść.
Wykręciłam numer ojca i usiadłam na kamiennej ławce pod wiśnią.
— Elaro — odezwał się ojciec po trzecim sygnale. — Zastanawiałem się, kiedy zadzwonisz. W związku z nadchodzącymi wyborami myślałem o publicznym poparciu Kaelena w zamian za więcej...
— Tato, chcę się rozwieść z Kaelenem.
— Co? Dlaczego?
— Bo mój wilk zapadł w uśpienie i umrę za rok, jeśli on mnie nie naznaczy albo nie odrzuci.
— O czym ty mówisz? Nigdy nie słyszałem o takiej chorobie.
— Cóż, to prawda. Jeśli chcesz, żeby twoja córka żyła, musisz pomóc mi wyjść z tego małżeństwa. Bo Kaelen na pewno mnie nie naznaczy.
Mój ojciec westchnął. — Elaro... Wiesz, jak ważny jest ten sojusz. Cokolwiek dzieje się między wami, musisz zachować klasę i pozostać sumienna. Rozumiem, że małżeństwo bywa trudne...
— My się nie tylko kłócimy, tato. On mnie nienawidzi.
— Wiem, że czasem się tak wydaje, ale musisz przez to przejść. Galeshadow potrzebuje wsparcia Kestrel. Nie rób kłopotów, które mogłyby odbić się na naszej watasze. Pomyśl o dziedzictwie swojej matki.
Gardło mi się ścisnęło na wspomnienie zmarłej matki. Zmarła, gdy byłam dzieckiem, więc nigdy jej nie poznałam — ale Galeshadow było jej watahą. Była jedyną spadkobierczynią Galeshadow, ale kiedy wyszła za mojego ojca, to on przejął tytuł Alfy.
Tak to już wyglądało w naszym świecie. Mężczyźni byli Alfami. Kobiety były Lunami, rekwizytami mającymi wspierać swoich męskich odpowiedników.
A teraz... moje życie było mniej ważne niż to, czego chciało dwóch mężczyzn.
— Poza tym — ciągnął ojciec — właśnie kupiłem Meredith nowy diamentowy pierścionek na naszą rocznicę ślubu. Nie mogę teraz stracić naszego największego źródła dochodu. Na pewno rozumiesz...
Na te słowa o mało nie wybuchnęłam śmiechem. Meredith, moja macocha i matka mojego przyrodniego brata, Braxtona... Zawsze kochała wystawne rzeczy. Mój ojciec z radością wydałby wszystkie oszczędności naszej rodziny na prezenty dla niej.
Nie dla mnie. Nigdy dla mnie.
Byłam tylko córką, którą można było wykorzystać, nawet jeśli miało mnie to zabić.
I mnie zabije.
— Naprawdę nic cię nie obchodzę, co? — rzuciłam z bólem i złością. — Mówię ci, że umrę, a ty martwisz się tylko o pieniądze.
— Nie umrzesz, kochanie. Po prostu dramatyzujesz...
Zbyt sfrustrowana, by słuchać dalej, rozłączyłam się, zanim zdążył dokończyć. Ukryłam twarz w dłoniach i oddychałam głęboko przez nos, starając się nie rozpłakać.
Musiało być coś, co mogłam zrobić. Cokolwiek.
Nagle poczułam ciepłą dłoń na ramieniu. Nie musiałam podnosić wzroku, by wiedzieć, że to Liora. Przytuliłam się do niej, pozwalając, by objęła mnie ramionami.
— Nie chcę umierać — szepnęłam, a mój głos drżał od wysiłku, by powstrzymać łzy. — Chcę żyć.
Liora pociągnęła nosem, a kiedy na nią spojrzałam, jej oczy były czerwone i opuchnięte. Ten widok sprawił, że jeszcze bardziej chciało mi się płakać. — Czy mogę coś zrobić? — zapytała.
— Nie wiem. Kaelen mnie nie naznaczy ani się ze mną nie rozwiedzie, a ja byłam na tyle głupia, by podpisać kontrakt, który zabrania mi samej go odrzucić. A mój ojciec dba tylko o pieniądze. Więc w tej chwili mam kompletnie przejebane.
Liora wydała z siebie cichy dźwięk udręki.
— Całe życie tylko dawałam — szepnęłam. — Daję, daję i daję, i nigdy o nic nie proszę w zamian. A teraz, gdy raz nie tylko chcę, ale potrzebuję pomocy... zostaję obwiniona, odrzucona i odepchnięta przez własnego ojca i partnera — dwoje ludzi, którzy powinni mnie wspierać bez względu na wszystko.
A teraz miałam dla nich umrzeć, podczas gdy oni nie poświęciliby dla mnie ani jednej rzeczy.
Zaśmiałam się gorzko. — Byłam tak idealna, a mimo to żadne z nich mi nie pomoże.
— Więc przestań być idealna.
Spojrzałam na Liorę i zobaczyła, że wpatruje się we mnie z nową intensywnością. To mnie zaskoczyło. — Co? — zapytałam, prostując się.
Liora wzruszyła ramionami. — Zrób coś szalonego, coś, co odepchnie Kaelena — rzuciła zamyślona. — Jeśli zawsze byłaś idealna, to nic dziwnego, że nie chce cię odrzucić. Więc... spraw, żeby tego zapragnął.
Mrugnęłam, gdy słowa Liory do mnie dotarły. Nigdy nie przeszło mi przez myśl, by stać się dokładnym przeciwieństwem tego, czego chciał Kaelen — zamiast być słodką, łagodną Luną, po której można deptać i którą można wykorzystywać, mogłabym stać się cierniem w jego boku, sprawić, by jego życie było tak nieznośne, że nie miałby innego wyjścia, jak tylko się ze mną rozwieść.
— Byłabym... wolna — szepnęłam, wstając. — A mój wilk by wrócił...
Liora skinęła głową i wstała razem ze mną, biorąc moje dłonie w swoje. — Pomogę ci, jak tylko będę mogła. Nie pozwolę ci umrzeć, Elaro. Nie za mojej kadencji.
Na te słowa jedna łza w końcu się wymknęła — ale była to łza szczęścia. Zaśmiałam się przez nos i mocno przytuliłam Liorę. — Dziękuję, Liora. Dziękuję.
Liora przylgnęła do mnie i trzymała mnie mocno, mocniej niż ktokolwiek wcześniej.
— Przykro mi przerywać tę chwilę, ale masz robotę do wykonania, Elaro.
Dźwięk głosu Garreta natychmiast sprawił, że się zjeżyłam. Odsunęłam się od Liory i odwróciłam, by zobaczyć Betę i Sloane idących w naszą stronę. Sloane marszczyła nos i zasłaniała go delikatnie małą białą chusteczką, jakby zapach kwiatów wiśni napawał ją obrzydzeniem.
— Zapomniałaś, że dziś wieczorem jest bankiet? — Garret przechylił głowę. — Pojawi się mnóstwo znamienitych gości. Masz dużo pracy, jeśli chcesz wywrzeć na nich wrażenie.
Powstrzymałam chęć przewrócenia oczami. No tak. Bankiet — raczej kolejna wymówka dla Sloane, by mogła się upić i wisieć na ramieniu Kaelena jak jego zdesperowana kochanka.
— Spisałam listę potraw, które chciałabym, żeby zostały przygotowane — powiedziała Sloane, wręczając mi kartkę z coraz bardziej wyszukanymi daniami: świeże małże z masłem, przepiórcze jaja, jakiś rodzaj ciasta, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam. — I wiesz, że mam wrażliwy żołądek, więc dopilnuj, żeby wszystko było przyrządzone idealnie.
Zacisnęłam szczękę. Liora dyskretnie trąciła mnie łokciem.
— Ty to zrób — powiedziałam, patrząc Garretowi prosto w oczy. — Ja idę na drzemkę.






