languageJęzyk

#Rozdział 3 - Sprzedane

Autor: Winston.W15 cze 2026

Wpatruję się w obu mężczyzn w szoku, przyciskając pieniądze do piersi. – O czym... o czym wy, do diabła, mówicie?!

– Twój chłoptaś – mówi niższy z nich z drwiną, odpychając Dantego Rossiego, gdy ten próbuje podejść do mnie. – Sprzedał cię Donowi Valenti w ramach spłaty długu.

– Co?! – krzyczę, zrywając się na równe nogi.

Burdel?! Chcą mnie zmusić do pracy jako prostytutka?! Cofam się chwiejnie, aż plecami uderzam o lada baru. – To musi być pomyłka... pomyliliście dziewczyny...

– Nie, nie pomyliliśmy – mówi pierwszy, wyciągając rękę i chwytając mnie za ramię. – Isadora Sterling? Tak, twój chłopak, Julian Vesper, pokazał nam zdjęcie. Rozpoznaliśmy cię w sekundzie, gdy weszłaś na scenę. – Pochyla się teraz bliżej, gapiąc mi się w twarz z lubieżnym uśmiechem. – Wiemy też, do jakiej szkoły chodzisz i gdzie mieszka twoja najlepsza przyjaciółka... więc nawet nie próbuj uciekać.

– Masz – mówi drugi, podsuwając mi pod nos telefon z odtworzonym już filmem. Moja uwaga natychmiast skupia się na ekranie, ponieważ rozpoznaję głos, który słyszę.

Zaczynam gwałtownie oddychać, zdając sobie sprawę, że to Julian Vesper. Pochylam się, wpatrując w nagranie, na którym widać Juliana siedzącego na kanapie.

Płacze, z wycelowanym w niego pistoletem, i błaga dwóch stojących przed nim mężczyzn – mówi im, żeby brali, co chcą, że potrzebuje tylko więcej czasu. Moje oczy rozszerzają się z przerażenia, gdy słyszę kolejne słowa wypływające z jego ust, ponieważ on oferuje im mnie.

Julian Vesper mówi im wszystko – że jestem striptizerką i gdzie pracuję. Kiedy wspomina, ile pieniędzy przynoszę co miesiąc, ich brwi wędrują do góry. Jeden z gangsterów na ekranie wykonuje telefon – może potwierdza te informacje? Nie wiem.

Na nagraniu Julian Vesper bełkota dalej, wyjawiając informacje, które wstrząsają mną do głębi. Jego „przedsięwzięcia biznesowe” to tylko fasada. Potajemnie prowadził lewą księgowość dla Malavity. Ale zdefraudował ich fundusze, myśląc, że może kupować i sprzedawać kryptowaluty bez ich wiedzy, a zyski zachować dla siebie!

Nagle wszystko nabiera sensu – to, że Julian tak nalegał na szybką przeprowadzkę do nowego mieszkania, to, że cały czas siedział zamknięty w domu, że więcej pił, że pozwolił mi zarabiać na spłatę jego długu, podczas gdy on całymi dniami gapił się w komputer...

– Ona... ona jest jeszcze dziewicą! – wykrztusza Julian na nagraniu z obłędem w oczach. – To będzie warte więcej, prawda? Możecie... no wiecie, wystawić jej dziewictwo na licytację temu, kto da najwięcej!

Czerwienię się, a z moich ust wyrywa się pełne wściekłości sapnięcie, nie tylko dlatego, że to kłamstwo, ale dlatego, że mój chłopak naprawdę próbuje „podbić stawkę”! Julian Vesper nie tylko o mnie nie walczy – on próbuje wycisnąć z tego układu jeszcze więcej, przekonując tych gangsterów, że jestem warta wyższej ceny!

Na nagraniu gangster kończy rozmowę i kiwa głową do faceta z bronią. Potem cała trójka zgadza się na układ.

Ja – cała ja, na zawsze, by robili ze mną, co chcą – za połowę długu Juliana Vespera.

Bladnę na tę myśl, bo albo Julian sprzedał mnie za parę marnych tysięcy, albo jest zadłużony znacznie bardziej, niż przypuszczałam.

– Dosyć tego – rzuca szorstko niższy mężczyzna, wyrywając mi telefon, podczas gdy ten wielki chwyta mnie za ramiona. – Idziesz z nami, ślicznotko. Czas brać się do roboty.

– Zbierajcie ze mnie te łapy! – krzyczę, próbując kopać, wyrwać się – cokolwiek. – Mamy dwudziesty pierwszy wiek! Nie możecie tak po prostu kupować dziewczyn od ich chłopaków! To absurd...

Wrzeszczę, napierając mocno na jego klatkę piersiową. Wielkolud zerka na niższego, widząc, że wpadłam w furię i nie pójdę dobrowolnie. – Dzwoń do tego śmiecia.

Nagle przed moimi oczami rozbłyskuje połączenie FaceTime od Juliana Vespera.

– Julian! – wykrztuszam, gdy jego twarz pojawia się na ekranie. – Co... co się dzieje?! Powiedz im, żeby mnie puścili! Ja...

– Isadora – wzdycha Julian, ale wstrętny, kpiący ton w jego głosie odbiera mi mowę. Zamieram, wpatrując się w niego. – Mówiłem ci, że i tak nie chcę twoich brudnych pieniędzy – ale nalegałaś. Sama wykopałaś sobie ten grób.

Krew mrozi mi się w żyłach, wypierając z nich nawet strach. – Powiedz im, żeby mnie puścili, Julianie Vesper – warczę, mierząc go wściekłym spojrzeniem. – Jeśli nie chcesz moich brudnych pieniędzy, w porządku, ale nie zamierzam spłacać ani jednego pieprzonego centa twojego brudnego długu...

– To idź się wypłakać temu „staremu przyjacielowi”, do którego ciągle mailujesz – rzuca Julian jadowicie. – On cię z tego wyciągnie, no nie? – Pochyla się do kamery.

Szczęka mi opada, ponieważ... to znaczy, mówiłam Julianowi tak wiele o tym, jak ważna jest dla mnie dziecięca przyjaźń z Cristiano, jak bardzo za nim tęsknię. Ale nigdy nie spodziewałam się, że rzuci mi to w twarz w taki sposób.

– Tak myślałem – mówi Julian, przewracając oczami. – Jesteś zwykłą dziwką, Isadora. Zawsze wzdychasz do szczeniackiej miłości, bardziej oddana wspomnieniu niż mnie. Gdybyś naprawdę mnie kochała, poszłabyś z nimi dobrowolnie, żeby pomóc mi spłacić ten dług! Widocznie to też było kłamstwo. Zawsze wiedziałem, że jesteś szmatą – że pracujesz w tym klubie go-go, bo lubisz doprowadzać tych meneli do finału...

– Zamknij swoją pieprzoną gębę, Julianie Vesper – ucinam, a on ku mojemu zaskoczeniu milknie, wpatrując się we mnie przez telefon. Bo nigdy, przenigdy nie odzywałam się do niego w ten sposób. – Cristiano przynajmniej nigdy by mnie tak nie potraktował. Ale pożałujesz tego – syczę – choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką w życiu zrobię.

– Ta, jasne – mówi facet, który mnie trzyma, odciągając mnie od telefonu. – Starczy tego. Ruchy, idziemy.

Niższy kończy połączenie, a wielkolud zaczyna mnie wlec, ale ja kopią i wrzeszczę, żądając, by natychmiast zabrali ze mnie swoje parszywe łapska.

Nagle rozlega się huk wystrzeliwanego korka od szampana. Krztuszę się, gdy zalewa mnie fala trunku, ściekająca prosto z góry.

Facet trzymający mnie za ramiona przeklina i puszcza mnie, zaczynając wycierać twarz, na którą wciąż leje się strumień szampana...

– Ojej, tak strasznie przepraszam! – rozlega się głos Dantego Rossiego. – Jak to mogło się stać?! Taka ze mnie niezdara!

Ale nie mam czasu patrzeć na Dantego ani próbować zrozumieć fortelu, który dla mnie przygotował – bo wielkolud puścił moje ramiona.

I po prostu, kurwa, uciekam.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki