Cisza, która nastąpiła po śniadaniu, nie była niezręczna — była spokojna, jak cisza po długiej, niszczycielskiej burzy. Rodzaj ciszy, która nie domagała się wypełnienia. Alec siedział naprzeciwko mnie, przeżuwając powoli, oczy okazjonalnie zerkały w moim kierunku. Złapałam go raz, a on odwrócił wzrok, nikły uśmiech szarpał kącik jego ust.
Kiedy oboje skończyliśmy jeść, wstał i zebrał talerze, kier






