Było ciemno. Bailey o tym wiedziała. Nie widziała żadnego światła wpadającego przez pęknięcia lochu. Jeśli jakieś było, to jedynie blask świecy.
Nienawidziła tego miejsca. Głodna, zmęczona i uwięziona wbrew własnej woli, przestała walczyć z więzami i położyła głowę obok grudkowatej poduszki, którą jej porywacze mieli w śmierdzącej celi. Nadgarstki bolały ją od otarć liny wiążącej je razem. Bailey






