– Alfo Toby! Alfo Toby!
Krzyk jego imienia wyrwał go ze snu. Powieki Toby’ego otworzyły się gwałtownie. Patrzył, jak jego pokój wiruje, aż w końcu obraz się ustabilizował.
– Alfo Toby! Alfo Toby! – Tym razem krzykom towarzyszyło głośne walenie w bramę.
Usiadł gwałtownie, odwracając głowę w stronę okna, a potem na zegarek przy łóżku, zdezorientowany. Była dopiero 6:30 rano. Kto był u jego bramy o t






