Chrzęst zimnego śniegu pod łapami brzmiał dla nich jak muzyka, gdy Owen i Gary pędzili przez trawiaste zbocze. Zimny wiatr szczypał ich w futra, zwilżając je płatkami śniegu, które na nie spadały. W swoich wilczych postaciach byli odporni na zimno i kontynuowali bieg na pełnej prędkości, aż dotarli do okrągłej polany pokrytej śniegiem.
Gary widział siebie i Owena czterdzieści czy więcej lat temu,






