Kelvin zadrżał, po czym splunął na ziemię. – Chodźmy. – Odwrócił się na pięcie i ruszył biegiem.
Zander podążył za nim, uśmiechając się szyderczo.
Ale jego humor szybko zaczął znikać. Ulice usłane były ciałami – wieloma ciałami wampirów i zaledwie kilkoma wilkołaków, ale ani jednym Likaonem. Jak to możliwe, że mój plan posypał się aż tak drastycznie? Ktoś mnie zdradził.
Skręcili za róg, dając nura






