Viktor mocno ścisnął dłoń Aurelii, szepcząc jej uspokajające słowa otuchy. Alaric trzymał dłoń Emery mocniej, gdy ta parła, a wysiłek wstrząsał jej ciałem; jej krzyki stawały się gardłowe.
– Dobrze, księżniczko — jeszcze raz!
I tak też robiły.
Raz za razem.
Dwaj samcy — wojownicy, władcy, drapieżniki — zamienili się w bezradnych widzów, gdy tuż przed nimi toczyła się najzacieklejsza z bitew, jakic






