– Nie masz pojęcia, jakie to było zabawne. Granie tobą jak marionetką, nuta po nucie, z boku, podczas gdy ty nie miałeś o niczym pojęcia. To było... wyborne. – Jego uśmiech był bezwstydny. – Ale nie wiń mnie za to zbytnio, Alaricu. Prawdziwym winowajcą była twoja duma. Uważałeś się za niezwyciężonego. Zbyt silnego, by cię tknąć, zbyt budzącego grozę, by rzucić ci wyzwanie. I z powodu tej arogancji






