Z perspektywy trzeciej osoby
Głos Aurory przeciął słone powietrze niczym ostrze, jej twarz była napięta, a oczy błądziły w kierunku oddali, gdzie Freya stała u boku Silasa.
– Zatem nigdy więcej o tym nie mówmy – rzekła Aurora, a w jej tonie brzmiał chłód szronu. Zwróciła twarz ku wspomnianej wilczycy, zaciskając szczękę.
Nie pozwoliłaby – nie mogła pozwolić – by Freya zniszczyła misternie utkadne






