Z perspektywy Freyi
Patrzyłam, jak Silas sadowi się na sofie z tym swoim swobodnym, niewzruszonym spokojem, wciskając poduszkę pod ramię, jakby tu pasował. Powinnam była kłócić się dłużej, ale słowa wyschły mi na języku.
– Zatem… dobranoc? – powiedziałam w końcu, starając się brzmieć swobodnie.
– Dobranoc. – Jego usta wygięły się w najdelikatniejszym uśmiechu.
Przez chwilę zapomniałam, jak oddycha






