Perspektywa Freyi
Łzy spływały po twarzy Luki, szczere i bezbronne. Jego głos łamał się, gdy szeptał: – Dziękuję… dziękuję…
To był pierwszy raz, kiedy ktoś stanął po jego stronie. Wdzięczność w jego oczach cięła mnie jak pazury. Mój wilk poruszył się niespokojnie we mnie, znając aż nazbyt dobrze desperację bycia pozostawionym samemu sobie, niewysłuchanym, niechcianym.
Kiedy w końcu wyszłam z sali






