languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Seraphina Knight4 maj 2026

Czy to mój mokry sen?

Aria

Wpatrywałam się w szklankę whiskey w mojej dłoni, obserwując, jak bursztynowy płyn łapie światło barowych lamp.

– No i proszę – wymamrotałam z lekko plączącym się językiem. – Oto historia mojego popieprzonego życia.

Wydałam z siebie gorzki śmieszek i uniosłam szklankę do ust, czując pieczenie przez całą drogę w dół gardła.

– Na kilka dni przed ślubem dowiedziałam się, że mój narzeczony jest gejem. I nie tylko gejem – prychnęłam, kręcąc głową. – Ten drań w dodatku mnie uderzył. Uwierzysz w to?

Odwróciłam się do barmana, który wycierał szklankę, ale zamarł w połowie ruchu z szeroko otwartymi oczami.

– To ja miałam uderzać! Jak mogłam pozwolić, żeby ten skurwiel podniósł na mnie rękę? Powinnam była zdzielić ich tak mocno w twarz, zamiast tylko stać i płakać jak idiotka.

Barman odstawił szklankę i pokręcił głową, wyglądając na szczerze wstrząśniętego. – O rany. Kiedy mówiłem, że chcę usłyszeć historię twojego życia, nie sądziłem, że będzie aż tak źle. Chryste. – Gwizdnął cicho. – Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak fatalnie musisz się teraz czuć.

Odstawiłam szklankę na bar z brzękiem, mrugając mocno, bo w głowie mi wirowało. Alkohol palił mnie w gardle, a to wszystko dookoła mnie przytłaczało.

Nawet nie pamiętałam, jak tu trafiłam. W jednej sekundzie wybiegałam z tamtego przeklętego domu, a w następnej parkowałam przed jakimś przypadkowym hotelem. Zamiast wynająć pokój jak normalny człowiek, poszłam prosto do baru i zamówiłam największą butelkę whiskey, jaką mieli.

Teraz większość z niej zniknęła. Zmarszczyłam brwi, skubiąc odklejającą się etykietę na butelce, jakby wyrządziła mi osobistą krzywdę.

Boże, to takie sztampowe – pomyślałam żałośnie. Zostałam zdradzona, upijam się na śmierć i wylewam swoje żale kompletnemu nieznajomemu.

Kiedyś przewracałam oczami, widząc kobiety robiące to w książkach czy na filmach. Myślałam wtedy: Wow, ale to nieoryginalne. Autor powinien wymyślić lepszy mechanizm radzenia sobie z problemami. Ale teraz rozumiałam, jak one się czuły.

Kiedy człowiek czuje się tak beznadziejnie, tak bezużytecznie, tak całkowicie bezwartościowo, czasem jedynym sposobem na znieczulenie jest zapicie się do nieprzytomności.

Pchnęłam szklankę w stronę barmana.

– Wyobraź to sobie – powiedziała gorzkim głosem. – Dowiedzieć się, że twój narzeczony cię zdradza? Jasne, to wystarczająco straszne. Ale dowiedzieć się, że od samego początku w ogóle nie pociągały go kobiety? Że kochał kogoś innego, a ciebie tylko wykorzystywał, żeby ukryć fakt, że jest gejem? I nie dość, że tak było, to jeszcze miał czelność cię uderzyć w obronie swojego kochanka.

Barman przełknął ciężko ślinę i odłożył ścierkę. Miał bladą twarz.

– Ta… na twoim miejscu pewnie bym się po prostu zabił. – Szybko podniósł ręce do góry. – Ale ty się nie zabijaj! Mówię poważnie, nie rób tego.

Chwycił butelkę whiskey i nalał mi kolejną pełną szklankę, odstawiając ją tak, jakby proponował rozejm. – To na koszt firmy. Nie martw się, skarbie, znajdziesz kogoś o wiele lepszego. Kogoś lepszego niż ten śmieć.

Kogoś lepszego? Wpatrywałam się w złoty płyn wirujący w szklance. Kto byłby lepszy od Trenta? Mam dwadzieścia trzy lata. Większość mężczyzn w moim wieku to takie same uciążliwe, dziecinne dupki, niepotrafiące dać mi tego, czego chcę. Może powinnam zacząć spotykać się ze starszymi mężczyznami na tym etapie mojego życia. Przynajmniej wiedzieliby, jak zadowolić kobietę i jak ją traktować.

Podniosłam szklankę i wypiłam wszystko na raz, jednym długim haustem. Odstawiłam pustą szklankę mocniej, niż zamierzałam, a potem opuściłam głowę w dłonie, zaciskając mocno powieki. Nienawidziłam tego. Cholernie nienawidziłam tego uczucia.

Mój telefon zaczął dzwonić, wibrując na barowym blacie. Spojrzałam na niego mrużąc oczy, mój obraz pływał lekko od whiskey.

Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w identyfikator rozmówcy, trzymając kciuk tuż nad ekranem. To była moja matka. Nie chciałam odbierać. Boże, tak bardzo nie chciałam. Bo już wiedziałam, jak to się potoczy. Mogłam jej wszystko wytłumaczyć, mogłam krzyczeć, płakać, błagać, a to i tak nie miałoby żadnego znaczenia. W mojej rodzinie nigdy nie miało. Ale jakaś mała, żałosna część mnie wciąż miała nadzieję. Chciałam wierzyć, że może tym razem będzie inaczej. Że może w końcu mnie wysłucha. Może stanie w mojej obronie, albo przynajmniej mi współczuje, prawda?

Odebrałam połączenie. – Mamo…

Nawet nie dokończyłam tego słowa, gdy jej głos eksplodował z głośnika.

– Ty głupie dziecko! – wrzasnęła. – Co to za bzdury słyszę od rodziny Trenta?! Zerwałaś zaręczyny? Oszalałaś? Wiesz, że ślub jest za kilka dni?!

Przygryzłam wargę. To był stary, nerwowy nawyk, o którym myślałam, że już z niego wyrosłam, ale ewidentnie nie.

– Mamo, ja… Trent, on…

– Zamknij się, kurwa, skoro nie potrafisz mówić poprawnie! – warknęła. Wzdrygnęłam się, odsuwając telefon nieco od ucha.

– Masz wracać do tamtego domu w tej chwili – rozkazała. – Padnij na kolana, jeśli będzie trzeba. Błagaj, żeby do ciebie wrócił!

Przez chwilę byłam sparaliżowana. Patrzyłam w dół na bar, na moją pustą szklankę.

– Mamo… – powiedziałam drżącym głosem. – Jak mogę do niego wrócić? Trent… zdradził mnie. Przyłapałam go… z kimś innym w naszym łóżku.

Po drugiej stronie zapadła cisza i myślałam, że wpadnie w gniew w moim imieniu. Może w końcu stanie po mojej stronie, ale wtedy roześmiała się kpiąco.

– I co z tego? – prychnęła. – On jeden jedyny zdradza? Każdy może zdradzić. Jest mężczyzną. To normalne, że mężczyźni zdradzają.

Zacisnęłam powieki, czując, jak świat znów zaczyna wirować. – Ja…

– Twój ojciec ciągle mnie zdradzał – powiedziała, jakby mówiła o pogodzie. – I nie słyszysz, żebym narzekała. Daje mi wszystko, czego zapragnę. To jest najważniejsze. Więc użyj tego swojego zakutego łba, Ario.

– Jesteś tylko naszą adoptowaną córką. Nie możemy opiekować się tobą w nieskończoność. Trent może, on się o ciebie troszczy. Da ci życie, którego nigdy nie chcieliśmy na ciebie marnować. Nie bądź głupia i napraw to do jutra. Jeśli twój ojciec się dowie, dobrze wiesz, do czego jest zdolny.

Tuż przed tym, jak się rozłączyła, usłyszałam, jak mruczy pod nosem: – Co za bezużyteczne dziecko. Takie niewdzięczne za to wszystko. Zamiast narzekać, powinna się cieszyć, że taki mężczyzna jak on w ogóle chce się z nią ożenić.

Połączenie zostało przerwane. Siedziałam tam, trzymając telefon w dłoni, czując się tak, jakby ktoś wyciął mi wnętrzności nożem.

Barman pochylił się przez blat, patrząc na mnie z litością. – Wszystko w porządku, proszę pani?

Czy było w porządku? Czy było? Dlaczego nikt mnie nie kocha? Dlaczego ludzie wciąż mnie ranią?

Nie byłam skomplikowaną osobą. Nie potrzebowałam drogich rzeczy ani wielkich gestów, żeby czuć się wyjątkowo. Chciałam tylko kogoś, tylko jednej osoby, która by się o mnie troszczyła. Która wybrałaby mnie i szczerze pokochała. Dlaczego to było takie trudne? Dlaczego czułam, jakbym żądała gwiazdki z nieba?

Moje palce zacisnęły się na szklance, zanim zmusiłam się, by ją puścić. Podniosłam się na chwiejnych nogach, czując, jak pomieszczenie lekko wiruje wokół mnie.

Barman wyciągnął rękę, jakby chciał mnie podtrzymać, ale potrząsnęłam głową.

Sięgnęłam do torebki, wyciągnęłam banknot o wysokim nominale i rzuciłam go na blat. – Reszty nie trzeba – mruknęłam.

Nie czekając na odpowiedź, odwróciłam się i ruszyłam w stronę lobby. Jasne światła raziły mnie w oczy. Stukot moich obcasów odbijał się od marmurowej podłogi, gdy zbliżałam się do recepcji.

– Dobry wieczór, czy jest jakiś wolny pokój? Proszę o coś w miarę taniego.

Recepcjonista uśmiechnął się promiennie, jego palce szybko przebiegły po klawiaturze. – Dobry wieczór pani. Chwileczkę, zaraz znajdę dla pani dostępny pokój.

Podczas gdy czekałam, ktoś podszedł i stanął obok mnie.

– Przepraszam – powiedział mężczyzna do recepcjonisty, poprawiając mankiety garnituru. – Potrzebuję zapasowego klucza dla pana Kincaida. Jestem jego sekretarzem.

Ledwie zaszczyciłam go spojrzeniem, gdy zadzwonił jego telefon, a on natychmiast odebrał.

– O, tak – rzucił do słuchawki. – Jestem teraz w recepcji. Biorę zapasowy klucz dla pana Kincaida. Muszę upewnić się, że jego rzeczy będą gotowe na jutro rano.

Przestałam zwracać na niego uwagę. Recepcjonista położył dwa klucze do pokojów na blacie. Jeden miał numer sześć. Drugi miał dziewięć.

Mężczyzna chwycił ten oznaczony numerem dziewięć, nawet nie patrząc; wciąż rozmawiał przez telefon, oddalając się szybkim krokiem.

Wzięłam klucz z numerem sześć, podziękowałam recepcjoniście mruknięciem i ruszyłam w stronę windy.

Oparłam się o ścianę windy. Musiałam skupić się na tym, żeby nie paść twarzą na podłogę. Kiedy w końcu dotarłam na pierwsze piętro, zataczając się, podeszłam do odpowiednich drzwi.

Pokój 6.

Szamotałam się z zamkiem, by w końcu pchnąć drzwi. Pokój był ogromny, o wiele bardziej luksusowy i zdecydowanie zbyt ładny jak na to, ile zapłaciłam.

Zmarszczyłam brwi. Nie rezerwowałam pokoju o podwyższonym standardzie. Może recepcjonista popełnił błąd? Wzruszyłam ramionami. Ich problem, nie mój. Byłam dziś zbyt zmęczona, by się tym przejmować. Mogą to naprawić rano.

Weszłam do środka, zamykając za sobą drzwi, i natychmiast usłyszałam szum lejącej się wody.

Prysznic jest włączony? Może ktoś zapomniał go zakręcić.

Jak już mówiłam, byłam zbyt pijana, żeby się przejmować. Zrzuciłam z nóg buty, ściągnęłam sukienkę przez głowę i rzuciłam ją gdzieś w kąt pokoju.

Przez chwilę stałam w samej koronkowej, czarnej bieliźnie, którą tak głupio kupiłam, żeby uwieść dziś wieczorem Trenta. Odepchnęłam to smutne uczucie w głąb siebie. Nieważne. Potrzebowałam tylko snu.

Zataczając się, podeszłam do ogromnego łóżka i opadłam na nie. Pościel była tak miękka. Natychmiast zamknęłam oczy, zasypiając, ale po chwili coś mokrego uderzyło mnie w twarz.

Zmarszczyłam brwi. – Co u licha… Pada deszcz w środku?

Zmusiłam ciężkie powieki do otwarcia się i stanęłam twarzą w twarz z najpiękniejszymi piwnymi oczami, jakie kiedykolwiek widziałam.

Nade mną górował mężczyzna, z którego na łóżko kapała woda. Jego czarne włosy były mokre. Miał uniesioną jedną brew, a na twarzy malowało się zmieszanie i frustracja. Jego klatka piersiowa, smukła i wyrzeźbiona, błyszczała w łagodnym świetle. Ręcznik wisiał mu niebezpiecznie nisko na biodrach.

Zamrugałam na widok niesamowicie przystojnego nieznajomego w moim hotelowym pokoju.

– Czy to… mój mokry sen?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Przypadkowa jednonocna przygoda z moim szefem miliarderem | StoriesNook