languageJęzyk

Uderzył mnie

Autor: Seraphina Knight4 maj 2026

Aria

Uderzył mnie... uderzył mnie, żeby chronić tego faceta.

Trzymałam się za policzek, zszokowana, nie mogąc ruszyć się z miejsca. Piekący ból na skórze był gorący, ale to nie on bolał naprawdę. Moje serce czuło się tak, jakby miało eksplodować.

Podniosłam wzrok i nasze spojrzenia się spotkały. Jego oczy rozszerzyły się, jakby dopiero teraz zorientował się, co zrobił.

– A-Aria… – wykrztusił. – Ja…

Łzy znów zamazały mi obraz, nawet nie próbowałam ich powstrzymać. Nie wiedziałam, czy płaczę z powodu policzka, czy dlatego, że mężczyzna, którego kochałam ponad wszystko na świecie, właśnie mnie uderzył.

Mężczyzna, który zawsze otwierał mi drzwi do samochodu. Który masował mi plecy, kiedy miałam skurcze. Który kiedyś płakał, gdy zatrułam się jedzeniem, bo nie mógł znieść widoku mojego cierpienia.

Ten sam Trent uderzył mnie właśnie po to, żeby chronić swojego kochanka.

Cofałam się powoli, oddychając szybko, jakby brakowało mi powietrza. Moje dłonie drżały opuszczone wzdłuż ciała.

– Aria, proszę – powiedział, stawiając krok w moją stronę. – Nie chciałem. Po prostu…

– Nie waż się mnie dotykać, Trent! – krzyknęłam.

Wzdrygnął się i zamarł z ręką wyciągniętą w połowie drogi do mnie. Zrobił krok w tył, a jego twarz wykrzywiła się z poczucia winy.

Dane, czy jak mu tam do cholery było, stanął za nim i delikatnie położył dłoń na plecach Trenta.

– W porządku, Trent, wiem, że tego nie chciałeś. Jesteś na to zbyt miękki.

Moja klatka piersiowa zacisnęła się, jakby coś ją miażdżyło. Spojrzałam na nich obu, stojących tam, jakby to oni byli ofiarami, jakbym wparowała tu i zniszczyła im spokój.

Boże, jak to bolało. Bolało tak cholernie mocno.

Zamknęłam oczy na ułamek sekundy, próbując złapać oddech, żeby nie osunąć się na podłogę.

Otworzyłam je i zobaczyłam, że Trent patrzy na mnie z litością. Na ustach Dane'a wciąż gościł ten sam samozadowolony półuśmieszek. Przełknęłam gulę w gardle. Mój głos zabrzmiał cicho, był ledwie słyszalny. – Mam do ciebie tylko jedno pytanie, Trent.

– J-jakie?

– Czy pociągają cię kobiety? – mój głos się załamał. – Czy pociągam cię ja?

Trent otworzył usta, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Dane prychnął. – Czy to w ogóle ma znaczenie?

Zignorowałam go, wciąż wpatrując się w Trenta. Opuścił wzrok i wyszeptał: – Przepraszam.

Wystarczyło jedno słowo i od razu zrozumiałam, że jest gejem. Facet, za którego miałam wyjść za kilka dni, był pieprzonym gejem.

Moje kolana znów stały się miękkie. – W-więc dlaczego? Dlaczego mi to zrobiłeś? Dlaczego mnie zwodziłeś? Skoro jesteś gejem, to po co udawałeś, że mnie kochasz?!

– Przepraszam cię, Ario – powtórzył, jakby to miało załatać dziurę w mojej piersi. Jakby to wyjaśniało, dlaczego mężczyzna, któremu ufałam najbardziej, stał się tym, który skrzywdził mnie najmocniej.

– Nie – powiedziałam, kręcąc głową, a mój głos stwardniał. – Daruj sobie przeprosiny. Po prostu odpowiedz na to pieprzone pytanie.

– Wiesz, że nasi rodzice chcą, żebyśmy wzięli ślub – powiedział nagle Trent cichym głosem. – Kiedy moi rodzice dowiedzieli się, że… lubię mężczyzn, byli wściekli. Nie chcieli mieć syna geja. Chcieli kogoś normalnego. Zmusili mnie do tego, Aria. Myśleli, że małżeństwo to naprawi. Że ty to naprawisz. Nie chciałem…

– Przestań pieprzyć, Trent – warknęłam.

Wzdrygnął się. Pewnie nigdy wcześniej nie widział mnie od tej strony. Przy nim zawsze byłam tą uroczą, niewinną dziewczyną.

– Naprawdę myślisz, że będzie mi cię teraz żal? Po tym wszystkim?

Znów otworzył usta, ale nie dałam mu dojść do słowa.

– Wykorzystałeś mnie. Byłam tylko narzędziem, przykrywką dla twoich rodziców. Idealną małą panną młodą, dzięki której wyglądałeś na hetero. A ja cię kochałam. Boże, kochałam cię mimo wszystko. Mimo tego, jak chłodny bywałeś. Mimo tego dystansu w sypialni. Myślałam, że to przez stres, przez pracę, przez cokolwiek innego. Ale ty grałeś… pogrywałeś ze mną od samego początku.

Zamrugałam, powstrzymując nowe łzy, wściekła, że nadal się pojawiają. – Gdybyś po prostu powiedział mi prawdę, kiedy się poznaliśmy… zrozumiałabym. Pomogłabym ci. Ale wolałeś kłamać. Pozwoliłeś mi się w sobie zakochać. Pozwoliłeś mi uwierzyć, że łączyło nas coś prawdziwego.

– Nie rób ze swoich rodziców złoczyńców – dodałam. – Sam też nim jesteś. Nie próbuj usprawiedliwiać zdrady swoją orientacją!

– Naprawdę cię przepraszam – powiedział, wpatrując się w podłogę.

Wytarłam łzy szorstko wierzchem dłoni. – Zostaw to sobie. Nie potrzebuję tego.

Moje palce drżały, gdy dotknęły pierścionka na mojej dłoni. To był nasz pierścionek zaręczynowy. Pamiętałam noc, kiedy mi go dał. To, jak płakałam, jak całowałam go raz za razem, obiecując, że nigdy go nie zdejmę. A teraz miałam zamiar zrobić to, o czym nigdy bym nie pomyślała.

Ściągnęłam go powoli, jakby metal palił moją skórę, i rzuciłam mu pod nogi.

– Między nami koniec, Trent – powiedziałam beznamiętnym głosem. – Nie chcę mieć nigdy więcej nic wspólnego z taką szumowiną jak ty ani z twoją śmieciową rodziną.

Trent z niedowierzaniem pokręcił głową. – Nie możesz tego zrobić, Ari. Wiem, że jesteś zła, ale to… to jest układ biznesowy. Wiesz o tym. Nasze rodziny…

Wydałam z siebie suchy śmiech. – Układ biznesowy.

Więc tym tylko to wszystko dla niego było. Byłam tylko układem biznesowym.

– W porządku, w takim razie wycofuję się z waszego cennego układu biznesowego. Znajdź sobie inną, która zechce sprzedać się za twoje kłamstwo. Skończyłam grać w tej sztuce.

Spojrzałam mu prosto w oczy i po raz pierwszy dostrzegłam w nich strach.

– Twój widok mnie brzydzi – wyszeptałam. – Żałuję, że w ogóle się w tobie zakochałam.

– Aria… – Miał zamiar coś powiedzieć, ale nie czekałam na kolejne kłamstwo. Odwróciłam się i odeszłam, zostawiając za sobą pierścionek, ślub, życie, które, jak myślałam, budowaliśmy, i mężczyznę, który tak naprawdę nigdy mnie nie kochał.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki