Sinclair
Ryczę głośno, wpadając z impetem przez drzwi szpitala z krwawiącą przeznaczoną w ramionach.
Wszyscy w izbie przyjęć zastygają – lekarze, pielęgniarki, pacjenci. Wszyscy. Dźwięk, który ze mnie uchodzi, nie ma końca; to żądanie, błaganie i groźba w jednym. Jestem teraz zawieszony w pół drogi między postaciami – w moich oczach płonie wilczy ogień, a dłonie zakończone są ostrymi jak brzytwa p






