Ella
Trzęsą mi się dłonie, gdy wybieram numer Kate. Czy ja w ogóle kiedykolwiek byłam aż tak wściekła? Jeśli tak, to w tej chwili z pewnością tego nie pamiętam.
– Halo? – odpowiada Kate niemal natychmiast, używając przyprawiającego o mdłości, przesłodzonego tonu, który wręcz krzyczy sztucznością.
– Kate? – pytam bez ogródek. – Jesteś teraz z Mikiem?
Po drugiej stronie linii zapada wymowna cisza, zanim cicho odpowiada: – Co? Oczywiście, że nie.
– Daj spokój, Kate, myślisz, że naprawdę nie wiem o tym waszym gównie? – żądam odpowiedzi. – Nie jestem skończoną idiotką.
– Ello posłuchaj... – zaczyna, najwyraźniej szykując się, by rzucić mi jakąś wymówkę.
– Nie, w ogóle nie obchodzi mnie już wasz mały romans – ale muszę z nim teraz natychmiast porozmawiać – oświadczam ze wściekłością.
Zapada kolejna pauza, po czym głos Kate traci swój niewinny ton. – Nie obchodzi cię to? – Powtarza, brzmiąc na szczerze zszokowaną. – Wiesz, że jestem już w ciąży?
Nie byłam przygotowana na tę akurat informację. Zaciskam dłonie w pięści, czując się tak wściekłą, że mam wrażenie, iż za chwilę roztrzaskam telefon w moim żelaznym uścisku. – I co, myślisz, że to jakieś zwycięstwo? – warczę.
– Czy on wie, że jesteś w ciąży? – pytam ostro. – Bo mężczyzna, który tak bardzo boi się odpowiedzialności, że latami mnie truł, prawdopodobnie jest w stanie zrobić to każdemu.
– No nie, ale on mnie kocha, nigdy by... – próbuje tłumaczyć.
– Mnie też kiedyś kochał – przerywam jej. – A przynajmniej tak mówił. To niesamowite, jak potrafi być czarujący, zważywszy na to, jakim w rzeczywistości jest draniem. Jak myślisz, z czego ma zamiar utrzymać ciebie i twoje dziecko? Przecież on nie ma nawet pracy.
– Jasne, że ma! – oponuje. – Po prostu ci o niej nie powiedział, bo nie chciał, żebyś go zrujnowała. Jest maklerem giełdowym.
– Och, Kate – wzdycham. – Biedna, łatwowierna, głupia Kate. Z niego taki makler giełdowy, jak ze mnie czarodziejka.
– Nie mów tak do mnie! On ma pieniądze, cały czas mnie nimi obsypuje! – upiera się.
– Z fałszywych kart kredytowych, które wziął na moje nazwisko! – krzyczę, całkowicie tracąc panowanie nad sobą.
– Co? – piszczy.
– Zgadza się. Dopiero co się o tym dowiedziałam – zbankrutował mnie do cna. Dzwonię na policję i na twoim miejscu natychmiast sprawdziłabym twoją własną zdolność kredytową, bo założę się, że będziesz następna – warczę.
– Nie – powtarza cicho. – Mylisz się, ze mną jest inaczej.
Mój głos robi się zduszony od emocji, ale nie mogę nic na to poradzić. – I szczerze mówiąc, gówno mnie obchodzi co się z tobą stanie, Kate, ale jeśli naprawdę jesteś w ciąży, to twoje dziecko zasługuje na coś lepszego niż wychowywanie się w schronisku dla bezdomnych, a dokładnie tam Mike cię w końcu pośle.
Rozłączam się, zanim wybuchnę płaczem, nie dając jej szansy na odpowiedź. Dlaczego przez tak długi czas wierzyłam w te jego kłamstwa o szukaniu pracy? Niszczył mnie kawałek po kawałku, udając przy tym takiego miłego, a ja mu na to pozwalałam.
Nigdy więcej. Postanawiam w duchu. Nigdy więcej nie dam się tak nabrać.
Nadal chcę zemścić się na Mike'u, ale najpierw muszę spróbować uratować to, co zostało z mojego życia. Muszę iść na policję i sprawdzić, czy uda mi się rozwiązać te problemy finansowe... Nie będę mogła mieć dziecka, jeśli będę bankrutem, i mogę tylko modlić się, żeby policja mi pomogła.
________________________
– Bardzo mi przykro, panno Reina, ale jeśli pani były partner opuścił naszą okolicę, niewiele możemy z tym zrobić. – Policjant przekazuje mi te wieści z równą delikatnością, z jaką rozgniatałby mrówkę butem. – Dam pani kopię raportu policyjnego do przesłania firmie obsługującej karty kredytowe, ale to największa pomoc, na jaką może pani z naszej strony liczyć.
Ogarnia mnie wściekłość po same brzegi. Gwarantuję, że nigdy nie potraktowałby mojej sprawy z tak lekceważącym brakiem szacunku, gdybym nie była tylko zubożałą nianią. Gdybym była kimś tak bogatym jak Dominic Sinclair, płaszczyłby się u moich stóp, oferując posunięcie się do najdalszych kroków, by rozwiązać moje problemy. Wypadam z komisariatu, zanim zdążę stracić panowanie nad sobą i słownie zaatakować mężczyznę, po czym natychmiast dzwonię do firm obsługujących karty kredytowe.
Jedna po drugiej niszczą moje nadzieje, mówiąc mi bez ogródek, że o ile sprawca nie zostanie w mojej sprawie aresztowany, to ja zostanę pociągnięta do odpowiedzialności za wydatki.
Kiedy rozłączam się po ostatnim z telefonów, czuję, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Jak do tego w ogóle doszło? Dosłownie nie mam już nic. Nikt mnie nie zatrudni bez rekomendacji mojego poprzedniego pracodawcy, co oznacza, że nie będę w stanie zapłacić czynszu ani kupić jedzenia. W normalnych okolicznościach mogłabym w takiej chwili zwrócić się do Cory, ale nie mogę jej obarczać tym wszystkim, kiedy sama jedzie na tym samym wózku.
Jutro wreszcie dowiem się, czy jestem w ciąży czy nie. Aż do teraz to dziwne uczucie, którego doświadczam przez ostatnie kilka dni, przynosiło mi pociechę i było źródłem nadziei. Nie wiem, jak to wyjaśnić: to tak, jakbym nagle stała się inna – nawet jeśli nie dostrzegam żadnych zmian wizualnych, po prostu mam tę nieodpartą pewność, że nie jestem już tą samą kobietą, którą byłam tydzień temu.
Myślałam, że to znak informujący o udanej inseminacji, ale teraz modlę się, by była to tylko wyolbrzymiona wyobraźnia.
Z początku próbuję odwrócić swoją uwagę, włączając telewizor – po czym zastygnam zszokowana, gdy widzę w wiadomościach Dominica Sinclaira opowiadającego o wszystkich swoich charytatywnych inicjatywach na rzecz lokalnej społeczności. – Kiedy nasza praca dobiegnie końca, dom dziecka w Moon Valley stanie się miejscem pełnym miłości i wspólnoty, zmotywowanym do znalezienia najlepszych domów dla każdego potrzebującego malucha. Nasza inicjatywa nie tylko zapewnia, że podopieczni domu będą przebywali w najlepszych możliwych warunkach, ale także oferuje ciągłe monitorowanie dzieci przydzielonych do rodzin adopcyjnych, by zapewnić ich prawidłowy rozwój w nowych domach.
Tyle jeśli chodzi o rzekomego filantropa, myślę z goryczą. Przymyka oko na życia, które samolubnie niszczy, cały czas udając przyjaciela uciskanych. Tydzień temu taka transmisja mogłaby mnie wzruszyć. Sama wychowałam się w sierocińcu podobnym do tego, który opisuje, i doskonale wiem, jak koszmarne potrafią tam panować warunki. Teraz jednak widzę w tym tylko jego hipokryzję. Cora też była sierotą, nie zrobiła nic złego – więc gdzie podziało się jego współczucie dla niej? Oczywiste jest, że rezerwuje je wyłącznie przed obiektyw kamer telewizyjnych. Szkoda. Jest w tym bardzo przekonujący... z drugiej strony, Mike też taki był.
Oczywiście, Mike nigdy nie był tak przystojny jak Dominic Sinclair, ani nie miał tak wielkiej charyzmy czy potężnej prezencji. Nie wiem, czy kiedykolwiek w swoim życiu poznałam kogoś takiego jak on. Nawet kiedy odmówił mi pomocy, strofował mnie i kazał wyrzucić za drzwi, część mnie wciąż była urzeczona jego przystojnymi rysami i niepohamowanym magnetyzmem.
Otrząsając się, wyłączam telewizor. Co jest, do diabła, ze mną nie tak? Ten facet jest bezdusznym miliarderem, a ja wciąż siedzę tutaj i wzdycham do niego niczym głupia uczennica.
Ostatecznie kładę się wcześniej spać, starając się nie myśleć o jutrze. Oczywiście i tak leżę bezsenna do późna w nocy – wiem, co to znaczy dorastać jako sierota i nie mogę pogodzić się z myślą o sprowadzeniu na ten świat dziecka, tylko po to, by skazać je na tak ponurą egzystencję. Im bardziej sypie mi się życie, tym bardziej surowe stają się moje możliwości wyboru.
Jeśli okaże się, że jestem w ciąży... Czy naprawdę usunę dziecko? Nawet jeśli to było tym, czego pragnęłam przez całe życie!






