languageJęzyk

Rozdział 3 - Żądanie

Autor: Avelon Moreau 4 kwi 2026

Ella

Zostały trzy dni.

Powtarzam sobie te słowa w myślach, idąc ulicą, wciąż zaabsorbowana moją możliwą ciążą, nawet gdy przygotowuję się do tego, by stanąć w obronie siostry. Pod pewnymi względami to mój mechanizm obronny: zaraz będę błagać Dominica Sinclaira, by ocalił pracę Cory, i potrzebuję pokrzepiającej myśli, która pomoże mi przez to przejść.

Jego ochroniarze zauważają mnie jako pierwsi, i widzę, jak ich usta poruszają się, kiedy obserwują, jak podchodzę bliżej – bez wątpienia powiadamiają go o mojej obecności. Zbliżając się nerwowo za plecami Dominica, po raz setny zastanawiam się, czy to nie jest błąd. Kim jestem, by prosić o przysługę jednego z najpotężniejszych mężczyzn na tej planecie? Otrząsając się, każę się zamknąć temu małemu głosikowi z tyłu głowy – robię to dla Cory. Może nie mam w sobie odwagi, by zrobić to dla siebie, ale potrafię być odważna dla niej.

– Panie Sinclair? – pytam nieśmiało, czując, jak serce gwałtownie uderza mi w klatkę piersiową.

Odwraca się i patrzy na mnie z wyższością. – Tak?

– Nazywam się Ella Reina, jestem nianią Jake'a i Millie Graves – zaczynam, przygryzając dolną wargę.

Jego ciemne oczy zatrzymują się na moich ustach i nagle czuję się jak przerażony królik w obliczu wygłodniałego wilka. – Wiem, kim jesteś, Ello. – Dźwięk mojego imienia na jego ustach przyprawia mnie o dreszcz na plecach. Wypowiada te znajome sylaby z tak wielką celowością, jakby naprawdę coś dla niego znaczyły.

– Och... no cóż, nie chcę być zuchwała, ale przyjaźnię się z doktor Corą Daniels... – Gdy tylko wypowiadam jej imię, wyraz jego twarzy staje się zamknięty, a w jego oczach błyska jakaś niezidentyfikowana emocja.

– Powiedziała mi, że ma kłopoty w pracy, a ja wiem, że jest pan jednym z dawców w banku – improwizuję. – Nie wiem, o co Cora jest oskarżana, ale jestem pewna, że jest niewinna. Traktuje swoją pracę niezwykle poważnie i nigdy nie zrobiłaby niczego, co mogłoby zagrozić jej karierze.

– I czego ode mnie w tej sprawie oczekujesz? – pyta złowieszczo Dominic. Widzę, że nie wierzy w moją mizerną historyjkę, jego mowa ciała całkowicie się zmieniła, czuję, jak wibruje wokół nas jego rosnący gniew.

– Pomyślałam tylko... miałam nadzieję, że jeśli ma pan tam jakieś wpływy, mógłby pan szepnąć za nią dobre słowo – kończę, czując, jak krew napływa mi do policzków. Jestem jednocześnie zawstydzona tak marną próbą, ale i niepewna, jak inaczej poradzić sobie z tak delikatnym tematem. Ostatnią rzeczą, jakiej bym chciała, jest wpędzenie Cory w jeszcze większe kłopoty.

Mięsień drga w szczęce Dominica, gdy mnie obserwuje, a ten głos w mojej głowie ponagla mnie do ucieczki. – Z tego co słyszałem, twoja przyjaciółka popełniła bardzo poważny błąd, a konsekwencje były bardziej niż odpowiednie. Najlepsze, co może teraz zrobić, to wziąć odpowiedzialność za swoje błędy, a nie wysyłać ciebie, żebyś odwaliła za nią brudną robotę.

– Ja... ona tego nie zrobiła, nawet nie wie, że tu jestem! Przysięgam – błagam.

– Powiedziałem wszystko, co miałem w tej sprawie do powiedzenia – oświadcza Dominic, odwracając się ode mnie i energicznym krokiem zmierzając do swojego domu. Drzwi zatrzaskują się za nim, a ja zostaję z jego licznymi ochroniarzami.

– Musi pani teraz odejść, proszę pani – oznajmia ostro jeden z mężczyzn.

– Nie mogę – jęczę. – On musi zrozumieć, ona straci wszystko!

– Nie będziemy pani prosić po raz drugi – warczy drugi ochroniarz, z wyraźną groźbą w głosie.

– Błagam, ona jest niewinna. – Proszę: – Musicie... – nim zdążę powiedzieć cokolwiek więcej, mężczyźni chwytają mnie za ramiona i zaczynają sprowadzać z terenu posiadłości. Z czystej desperacji zapieram się nogami, uznając, że moja godność jest warta całej przyszłości Cory. – Błagam was, gdybym tylko mogła porozmawiać z panem Sinclairem.

– Już pani z nim rozmawiała – burczy pierwszy z ochroniarzy. – I szczerze mówiąc, masz szczęście, że i tak był dla ciebie dość hojny w swej wspaniałomyślności. Twoja przyjaciółka najwyraźniej powiedziała ci rzeczy, o których nie powinna była mówić.

Zanim się zorientowałam, wyrzucają mnie z posiadłości na chodnik z taką siłą, że tracę równowagę i upadam na ziemię, a do oczu napływają mi łzy. Żelazna brama zatrzaskuje się za mną i nie mam innego wyjścia, jak tylko odejść z podkulonym ogonem, zanim skompromituję się jeszcze bardziej.

Oczywiście, to był dopiero początek moich nieszczęść. Kiedy następnego dnia dotarłam do pracy, zorientowałam się, że moje klucze nie pasują już do zamków w drzwiach wejściowych. Zapukałam, zdezorientowana, a kilka minut później drzwi otworzyły się, by ukazać wściekłą matkę Jake'a i Millie.

– Moje klucze nie działają – informuję ją, zastanawiając się, dlaczego wpatruje się we mnie tak złowrogo.

– I nie mają działać – odpowiada chłodno. – Z dniem wczorajszym po południu twoje usługi przestały być nam potrzebne.

– Ja... zwalnia mnie pani? – piszczę, nie wierząc własnym uszom. – Dlaczego?

– Dostaliśmy telefon od sąsiadów – wyjaśnia wyniosłym tonem. – Podobno pozwoliłaś Jake'owi wybiec niedawno na ulicę, gdzie mało co nie został potrącony przez samochód! A wczoraj widziano cię, jak robiłaś z siebie pośmiewisko pod domem Dominica Sinclaira – mówili, że jego ochroniarze musieli zaciągnąć cię z posesji jak zwykłego przestępcę.

– To niesprawiedliwe, wcale tak nie było! – błagam. – Jake wyrzucił swoją zabawkę na drogę i za nią pobiegł, nie pozwoliłam na to, a to co zaszło u pana Sinclaira to zwykłe nieporozumienie.

– Nie chcę tego słuchać – syczy. – A teraz wyjdź, zanim wezwę policję.

– Błagam, nie mogę chociaż pożegnać się z dziećmi? – proszę, modląc się, by wyświadczyła mi tę jedną uprzejmość.

– Właśnie dzwonię – oznajmia tylko, wyciągając telefon komórkowy z kieszeni.

– Nie! – Unoszę dłonie w błagalnym geście. – W porządku, już idę.

Po raz drugi w tym tygodniu, ze wstydem wycofuję się przez tę bogatą dzielnicę ze łzami spływającymi po twarzy. To, co boli mnie jeszcze bardziej niż utrata pracy, to fakt, że nie dostałam szansy, by wyjaśnić sytuację Jake'owi i Millie, ani zobaczyć się z nimi po raz ostatni. Jestem pewna, że matka naopowiada im o mnie okropnych rzeczy, pomimo faktu, że z miłością wychowywałam ich przez ostatnie dwa lata.

Wiem, że odpowiedzialność za to ponosi Dominic Sinclair. Ani przez chwilę nie wierzę w historię mojej byłej szefowej o sąsiadach. Najwyraźniej chciał mnie ukarać, dokładnie tak samo jak karze Corę. Ogarnia mnie fala furii, nagle żałuję, że nie mogę go jakoś ukarać. Mściwość w ogóle nie leży w mojej naturze, ale teraz naprawdę czuję, że całe moje życie legnie w gruzach, i to częściowo z jego winy.

Wszystkie moje pieniądze wydałam na inseminację, a bez pracy nie mam prawie nic. Jak ja teraz utrzymam dziecko? Mam też gwarancję, że nie dostanę dobrych referencji od matki Jake'a i Millie.

Jakby wszystko nie było wystarczająco złe, kiedy wracam do domu, znajduję w skrzynce plik rachunków, a nawet nie rozpoznaję połowy nadawców. Otwieram je jeden po drugim, czując, jak moje zdezorientowanie i niedowierzanie rosną z minuty na minutę.

Gdy patrzę na sklepy w zestawieniu obciążeń, moje podejrzenia rosną: to wszystkie ulubione miejsca Mike'a. Czy to możliwe, że zrobił to za moimi plecami? Że ukrywał przede mną rachunki od miesięcy... albo lat? Wiem, że zaprzeczy, jeśli go z tym skonfrontuję, co pozostawia mi tylko jedną opcję.

Muszę zadzwonić do Kate. Moja była najlepsza przyjaciółka mogła całkowicie zdradzić mnie swoim romansem, ale jeśli ktoś wie, co kombinuje Mike, to właśnie ona.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Żądanie - Przypadkowy dziedzic króla Alfa | StoriesNook