languageJęzyk

Cztery.

Autor: Aeliana Thorne4 kwi 2026

Punkt widzenia Lilah

Byłam przerażona i upokorzona. Moje ciało zareagowało wbrew moim pragnieniom, krusząc się pod jego dotykiem. Im mocniej mnie trzymał, tym bardziej go pragnęłam. Nie mogłam tego powstrzymać. Fale pożądania przetaczały się przez moje ciało. Dlatego właśnie zaczęłam kopać i krzyczeć. Musiałam ukryć to, co robiło moje ciało. Nie chciałam, żeby wiedział, jak bardzo tego nienawidzę i jak bardzo mi się to podoba.

Alfa Colt w końcu rzuca mnie na podłogę pod prysznicem. Moje ubrania były przesiąknięte wodą. Przylegały do mojego ciała, nie ukrywając już tego, jak bardzo wystawały mi kości.

Nie obchodzi go to. Jakby mogło? Był bezduszny. Rzuca we mnie butelką żelu pod prysznic.

Gigantyczne łzy spływają po moich policzkach. Szybko je ocieram. Alfa Colt odwraca się do mnie plecami, kręcąc głową, i wychodzi z łazienki.

Nie obchodziło mnie, czy mógł mnie widzieć przez otwarte drzwi. Nie obchodziło mnie to, że mnie obserwował. Ten człowiek zrujnował moje życie, zabrał mi wszystko.

Przyciągając kolana do klatki piersiowej, podczas gdy woda spływała po mnie, przestałam walczyć ze łzami i pozwoliłam im płynąć. Przegrałam. Straciłam wszystko.

Zabiję go! Zrujnuję go!

Ocierając łzy z twarzy, podnoszę wzrok i widzę, jak stoi nade mną. Zakręca wodę i rzuca mi ręcznik na głowę.

– Ogarnij się. – Wymaszerowuje z łazienki do pokoju. Chwilę później drzwi sypialni zatrzaskują się i słyszę przekręcanie klucza w zamku.

Pędząc do drzwi, gorączkowo naciskam klamkę, ale tak jak myślałam, drzwi były zamknięte. Nigdzie się nie wybierałam.

Zdejmując z siebie mokre ubrania, szybko się wycieram i grzebię w jego szafie, by znaleźć coś do ubrania. Wszystko było za duże, workowate i nieuszyte na mnie. Wszystko pachniało jego piżmowo-dębowym zapachem. Wciągając na siebie gigantyczną koszulkę, biorę głęboki oddech. Jego zapach był wszędzie, ale przynajmniej koszulka mnie zakrywała, a przynajmniej w pewnym stopniu.

Patrząc w lustro, wyglądałam fatalnie. Moje długie, kruczoczarne włosy były w połowie zaplecione w warkocz, stanowiąc splątany bałagan. Pod moimi oczami widniały ogromne wory. Na moich rzęsach wciąż był zaschnięty tusz. Alfa Colt nie mylił się, mówiąc, że wyglądam jak pobojowisko.

Siadając na podłodze w kącie pokoju, przyciągam kolana do klatki piersiowej i naciągam na nie koszulkę, aż po same stopy. Gdyby tylko mama powiedziała mi, co robić. Zamiast tego ciągle zaprzeczała, może w nadziei, że ten dzień nigdy nie nadejdzie. Mogła mnie przygotować. Mogła mi pomóc, zanim mnie zostawiła. Zanim Alfa Colt ją zabił.

Musiałam znaleźć wyjście. Musiałam się stąd wydostać. Podnosząc się na nogi, napieram na duże okna. Otworzyły się łatwo i wychodziły na las, ale odległość do ziemi była ogromna.

Patrząc z powrotem na zamknięte drzwi, wiedziałam, że nie mogę tu zostać. Kto wie, co Alfa Colt mi zrobi. Musiałam uciec.

Rozglądając się dookoła, widzę coś wystającego spod łóżka. Mój plecak!

Szybko go wyciągam. Ledwie trzyma się w jednym kawałku. Ale znajduję moją parę szortów i zapasowe buty sportowe. Reszta moich rzeczy była zniszczona. Ale nie dbałam o to. Zaczynałam od nowa raz za razem. Tym razem nie będzie inaczej. Mama mogła nie mówić mi wiele o Królu Likanów, ale zadbała o to, żebym potrafiła o siebie zadbać.

Zakładając szorty i zapinając buty, ostrożnie wychodzę przez okno. Wiedziałam, że to nie jest najlepszy plan, ale to było wszystko, co miałam.

Gdyby sytuacja nie była tak gówniana, to bym się śmiała.

Przechodząc przez gzyms, patrzę w dół. To był spadek na łatwo cztery lub pięć metrów, ale musiałam mieć nadzieję, że moje wilcze zmysły zadziałają. Mama zawsze mówiła mi, że nasze wilcze refleksy są całkiem niezłe. A teraz potrzebowałam ich bardziej niż kiedykolwiek.

– Dawaj, Lilah. Dasz radę! – mamroczę do siebie.

Opuszczając się w dół, używam stóp, aby złapać przyczepność na ścianie. Szukając stopami czegokolwiek, co mogłoby pomóc. Może ukrytego gzymsu lub ułamanego kawałka cegły, niewidocznego gołym okiem.

Moje stopy zaczynają się zsuwać, palce drapią parapet, podczas gdy próbuję się utrzymać.

Rozlega się pukanie do drzwi, a po nim jego głos pytający, czy jestem w miarę ubrana.

Teraz albo nigdy.

Zamykając oczy, puszczam się. Powietrze mknęło wokół mnie, a moje stopy uderzyły w ziemię, ale nie poczułam bólu. Otwierając jedno oko, uświadamiam sobie, że znajduję się w niskim przysiadzie. Jestem zdumiona, że nie złamałam ani jednej kości. Ale mama miała rację, moje wilcze refleksy były wspaniałe.

Nie oglądając się za siebie, ruszam do ucieczki. Nie miałam pojęcia, dokąd zmierzam. Wiedziałam tylko, że muszę cały czas być w ruchu. Jeśli się zatrzymam, znajdzie mnie.

– LILAH! – wrzeszczy na mnie przez mentalną więź. Nie zatrzymuję się, prąc do przodu. Byłam przerażona, głodna i nie miałam pojęcia, co robię ani dokąd zmierzam. Ale nie było mowy, żebym pozwoliła mu się dopaść.

Zanurzając się w drzewa, poruszam się szybko. Przeskakując nad zwalonymi drzewami i prześlizgując się pod nisko wiszącymi gałęziami. Nie słyszałam nic oprócz małych zwierząt. Nie było śladu Alfy Colta podążającego moim tropem i na chwilę przystaję, by rozejrzeć się po okolicy.

Wiatr szumiał w drzewach, niosąc przez las opadłe liście. Kiedy znowu zaczęłam się ruszać, słyszałam tylko chrzęst ściółki pod moimi własnymi stopami. Nie gonił mnie?

Czy to była pułapka? Czy on myślał, że do niego wrócę? Dlaczego mnie nie ścigał? To było dziwne. Jakby jakaś część mnie chciała, żeby mnie znalazł.

Idę dalej, aż słyszę wodę. Płynąca woda oznaczała, że płynie w dół. Mogłabym znaleźć wyjście z tej dziury, a może i trafić do ludzkiego miasta.

Mały strumyk oddzielał dwie strony lasu. Druga strona była znacznie ciemniejsza niż ta, na której się znajdowałam. Coś w niej napawało mnie złym przeczuciem, ale nie wiedziałam, co to było. To był jak instynkt, przeczucie w trzewiach.

Wciąż nie było znaku, żeby ktokolwiek mnie ścigał. Zostałam po tej stronie strumienia, podążając wzdłuż bieżącej wody, idąc w dół.

Trzask łamanej gałązki gdzieś za mną sprawia, że przeskakuję przez strumień. Wbiegając w mroczny las. Narasta we mnie upiorne uczucie. Ktoś łapie mnie od tyłu, uderzając mnie w czubek głowy. Upadając do tyłu, widzę ciemnożółte oczy wpatrujące się we mnie.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki