Punkt widzenia Lilah
Otwieram szeroko usta. Wiedziałam, że nie mogę. Księżycowa Bogini miała już tak dość przeznaczonych odrzucających się nawzajem przez lata. Ponad dwie dekady temu wilki i Likanie zaczęli odkrywać, że nie mogą się już odrzucić. Uczyniła niemożliwym dla nas wypowiedzenie tych słów. Zawsze istniał powód, dla którego dobierała parę.
"Ja... Ja..." Próbuję wypowiedzieć te słowa, ale nawet nie układają się w zdanie.
"Nie potrafisz, prawda?" Unosi brew w moim kierunku.
"Ja, Li... Lil... Lilah" wciąż próbuję. Mając nadzieję, że słowa zaczną płynąć. Zaniemówiłam z osłupienia, skoro nie potrafiłam nawet wykrztusić całego swojego imienia.
"Zaufaj mi, Lilah. Próbowałem. Przez pierwszy rok twojej ucieczki. Próbowałem raz za razem cię odrzucić, bo byłaś dzieckiem. Ale nie mogłem. Z jakiegoś powodu Księżycowa Bogini chce, żebyśmy byli razem. Wiem, że tego nienawidzisz. Czuję to każdym włóknem twojego bytu. Dajesz aż nadto do zrozumienia, że nie chcesz przebywać w moim pobliżu. Ale obiecuję, że nigdy cię nie skrzywdzę." Uśmiecha się i puszcza do mnie oko. "Chyba że sama będziesz tego chciała."
"Czy to dlatego nie chciałeś dać nam spokoju? Dlaczego zawsze mnie ścigałeś? Bo chcesz, żebyśmy żyli razem jak jakaś szczęśliwa rodzina?" Mój głos się załamuje, a on się uśmiecha. Miał naprawdę ładny uśmiech. "Czy to był jedyny powód?"
"Nie!"
"Więc wcale mnie tak naprawdę nie chciałeś?"
"Byłaś dzieckiem. Jedyne, czego pragnąłem, to cię chronić."
"Zamierzałeś trzymać mnie jako jakąś dziecięcą narzeczoną?" Byłam zniesmaczona tym pomysłem.
"Nie, próbowałem powiedzieć to twojemu ojcu. Wszystko, co chciałem zrobić, to zapewnić ci bezpieczeństwo. Dopóki nie będziesz wystarczająco dorosła."
"Dlaczego? Dlaczego zapewnienie mi bezpieczeństwa było tak wielką sprawą? Byłam z mamą."
W holu pojawiają się ludzie, nie zostają długo, ale to wystarczy, by Alfa Colt uciął rozmowę.
"To nie ma znaczenia. Możemy porozmawiać o tym później. Wolałbym, żebyś najpierw zjadła."
To nie miało sensu. Dlaczego byłam tak ważna, że chciał mnie "ocalić"?
"Dlaczego nie lubiłeś mojego taty?"
Przeszywa mnie wzrokiem swoich kobaltowych oczu.
"Później!"
"Chcę wiedzieć!"
"Później, Lilah. A teraz chodźmy!"
"Kurwa, nienawidzę cię!" Tupiąc, wracam po schodach na górę. Chrzanić jedzenie. Chrzanić wszystkich. Sprawię, że będzie cierpiał, będzie patrzył, jak głoduję!
"LILAH!" wykrzykuje moje imię. W chwili, gdy moje imię opuściło jego wargi, poczułam niezaprzeczalną potrzebę posłuszeństwa jego rozkazowi. Rozkaz Króla, nikt nie mógł mu odmówić. Ale to nie znaczyło, że musiałam być z tego powodu szczęśliwa.
"CO?!" warczę na niego.
"Po prostu chodź i zjedz. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nic nie jadłaś, i wolałbym, żebyś się nie głodziła."
"Dlaczego, kurwa, w ogóle cię to obchodzi? I tak pewnie mnie zabijesz." Chciałabym wiedzieć, co on myśli. Nie rozumiałam, dlaczego to działa tylko w jedną stronę. To było tak, jakby pieprzona Księżycowa Bogini celowo uczyniła mężczyzn potężniejszymi od kobiet.
"Mówiłem ci, że nie mam zamiaru cię skrzywdzić!" Potrząsa głową, podchodząc do mnie. Podrywa mnie z nóg. Przewiesza mnie przez ramię, a jego dłoń zaciska się na moich udach. Jego dotyk wysyła iskry po mojej skórze. Doskonale wiedział, co robi. Wymuszał między nami bliskość. Miał nadzieję, że im bardziej mnie dotyka, tym szybciej mu ulegnę.
Schodząc po pozostałych stopniach, ignoruje mnie, gdy kopię, krzyczę i okładam go pięściami... W końcu rzucając mnie na krzesło, uśmiecha się na widok mojego rozczochranego stanu.
"Zjesz i będziesz szczęśliwa." Siada przy stole naprzeciwko mnie. "Bez względu na wszystko!"
Talerze z jedzeniem są przynoszone jeden po drugim i stawiane na drewnianym stole między nami. Bez względu na to, jak bardzo burczało mi w brzuchu, nie potrafiłam zmusić się do zjedzenia czegokolwiek. Zamiast tego siedzę w ciszy, wpatrując się w stojący przede mną talerz. Była na nim tylko kolba kukurydzy, ale nie potrafiłam zrobić nic innego, jak tylko się gapić. Kolba kukurydzy była ulubionym przysmakiem mamy.
Łzy napłynęły szybciej i mocniej, niż się spodziewałam. Rzeczywistość zaczęła do mnie docierać. Nigdy więcej jej nie zobaczę.
"Porozmawiaj ze mną." Jego głęboki głos jest gładki, gdy dociera do moich uszu.
"A co cię to gówno obchodzi!" Wyskakuję z krzesła, chwytając talerz. Rzucam nim z całej siły o podłogę. Drobne kawałki porcelany rozsypują się wokół moich stóp, a mój poziom gniewu przebija sufit. Czułam, jak mój wilk próbuje wyjść na zewnątrz.
"Lilah, musisz przestać!" Jego głos wdziera się do mojej głowy, podczas gdy ja chwytam kolejny talerz. Tym razem rzucam nim w niego. Nienawidziłam tego, jak mówił mi, jak mam się zachowywać. Jak mówił mi, żebym przestała przeklinać. Jak sugerował, że mój tata był złym człowiekiem. Nienawidziłam tego, jak się przez niego czułam.
Im więcej rzeczy chwytałam, tym mniej kazał mi przestać. Zamiast tego stał i patrzył na mnie. Pozwolił mi zdemolować całą jadalnię bez wypowiadania kolejnego słowa. Łzy nieustannie spływały mi po twarzy. Moje serce łomotało w piersi, a gniew promieniował przeze mnie.
"Co tu się, kurwa, dzieje?" Mężczyzna z krótkimi, falistymi blond włosami wkracza do pokoju, a na jego ramieniu wisi kobieta z krótkimi, czarnymi włosami. Oboje gapią się na mnie z absolutnym przerażeniem. Jedzenie było rozmazane na podłodze i ścianach. Porcelana była rozbita na drobne odłamki.
Mężczyzna przenosi wzrok na Alfę Colta. "Wybacz, Alfo. Nie wiedziałem, że tu jesteś."
"O mój Boże! Spójrz na ten bałagan, Wyatt. Ona jest kompletnie stuknięta."
Alfa Colt porusza się szybko. Przyciska kobietę do podłogi. Z jego gardła wydobywa się niski pomruk, gdy ją przytrzymuje. Jego zęby znajdują się cale od jej szyi.
"Alfo Colcie, nie miała tego na myśli. Juniper, przeproś. Natychmiast!"
"Ale..." mruczy kobieta. Jej idealnie ułożone czarne włosy były teraz chaotycznym bałaganem.
"Przeproś!" Mężczyzna z krótkimi falistymi włosami nawet nie drgnie, jego ciemne oczy są utkwione we mnie i puszcza do mnie oko. Sprawiając, że czuję się niekomfortowo.
"Wyatt, radzę ci skupić uwagę na własnej żonie, nie na mojej przeznaczonej."
Ten cały Wyatt nie rusza się, poza obróceniem głowy. Kobieta w końcu przeprasza i Alfa Colt ją puszcza. Ale odmawia jej pomocy przy wstawaniu.
"Alfo Wyatt, to moja przeznaczona, Lilah"
"Ach, więc to ty jesteś Lilah. Miło mi cię poznać." Wyciąga do mnie rękę, a Alfa Colt warczy. Wyatt szybko opuszcza dłoń i podchodzi do swojej partnerki.
Cała sytuacja była dziwna, a ja po prostu stałam tam z sosem ściekającym mi po nodze. Alfa Colt omiata mnie wzrokiem. "Lepiej ci?"
Po prostu kiwam głową, ponieważ nadal nie potrafiłam przetworzyć tego, co właśnie się wydarzyło. Kompletnie straciłam nad sobą kontrolę. Chyba nigdy w całym moim życiu nie zareagowałam w ten sposób.
"Chodź," Alfa Colt wyciąga do mnie rękę. Moimi opcjami było zostanie z Alfą Wyattem albo pójście z Alfą Coltem. Żadna z opcji nie była pociągająca. Wybieram tę, która ma sens i jest mniej narażona na wywołanie bójki. Biorę dłoń Alfy Colta.
Na jego twarzy pojawia się uśmiech, podczas gdy iskry rozchodzą się po mojej dłoni. Patrząc z powrotem na bałagan. Widzę Juniper piorunującą mnie wzrokiem.
"Odkupię to." mruczę, gdy wychodzimy z pokoju.
"Nic z tych rzeczy!" mówi mi Alfa Colt, prowadząc mnie z powrotem na schody.
"Ja to zepsułam, nikt inny." Mogę mieć niewyparzony język, ale potrafiłam przeprosić za swoje błędy.
"A ty jesteś ich przyszłą Królową. Pieprzyć ich! Juniper i tak musi wyluzować i trochę ugryźć się w język." Uśmiecha się do mnie, a ja dostrzegam błysk w jego oczach. Wydawał się bardziej rozbawiony faktem, że sprawiłam problem Lunie stada Białego Półksiężyca.
Jedyne, o czym mogłam myśleć, to jego słowa. „Królowa”? Nie ma kurwa mowy!
Zamyka za nami drzwi sypialni i zasuwa rygiel. Nie odwraca się natychmiast. Jakby decydował, co zrobić.
"Co robisz?" Miałam złe przeczucia, powinnam była zostać z Alfą Wyattem.
Odwraca się, uśmiechając się do mnie. "Chcę porządnie spojrzeć na moją przeznaczoną." Ujmuje moją twarz w dłonie, dokładnie tak samo jak wcześniej. Iskry uderzają we mnie z siłą, przywracając mi zmysły.
"Nie masz oczu?!" Odrywając się od niego, cofam się i siadam na łóżku. Naciągając brudną koszulkę najniżej, jak potrafię.
"Dlaczego tak bardzo z tym walczysz?"
"Bo jesteś pieprzonym psychopatą!"





![Jego Złamana Omega [MM]](https://cos.storiesnook.com/2026/03/27/2f8b2936c0ba4205abe3cbe5f4a6913c.jpg?imageMogr2/crop/190x328/gravity/centerd)
