– T-ten sposób, w jaki na mnie patrzysz… – Emeriel wierciła się niespokojnie, przestępując z nogi na nogę.
Stała teraz przed nim, czekając, aż powie jej, jak jej pragnie. A jej policzki oblały się niesamowicie ujmującym rumieńcem.
– A jak to jest? – przeciągnął Daemonikai, choć i tak już wiedział. Bogowie, on wiedział.
– Tak, jakbyś… – zawahała się, spuszczając wzrok. – Jakbyś wyobrażał sobie,






