Władya ścisnął dłoń Aekeiry, szepcząc jej słowa otuchy. Daemonikai mocniej trzymał Emeriel, która przeżywała męki, wysiłek rozrywał jej ciało, a jej krzyki były gardłowe.
– Dobrze, Księżniczko – jeszcze raz!
I tak robili.
Raz po raz.
Dwóch mężczyzn – wojowników, władców, drapieżników – zamieniło się w bezradnych widzów, gdy tuż przed nimi toczyła się najzacieklejsza walka, jaką kiedykolwiek widzie






