languageJęzyk

Rozdział trzeci

Autor: Aurora Sánchez21 kwi 2026

Głowa boli mnie potwornie. Chcę umrzeć. Właśnie skończyłam egzamin z matematyki. W ustach wciąż czuję się tak, jakbym miała na języku kłębek waty.

„Dlaczego właściwie zgodziłam się pójść na imprezę dzień przed końcowymi?” zapytałam samą siebie, wracając do akademika.

Liliana i Chiara skończyły i oddały prace wcześniej. Moje przypuszczenie? Żeby wrócić do akademika i się przespać. Taki był też mój plan.

Otwierając drzwi, przekonałam się, że zgadłam. Liliana leżała do połowy na łóżku, a jej dolna część ciała spoczywała na podłodze. A Chiara?? Trudno powiedzieć, jej szyja była wygięta w naprawdę dziwacznej pozycji.

Obie nadal miały na sobie mundurki, zgaduję, że nie zdążyły się przebrać.

Zrobiłam to samo – rzuciłam plecak obok łóżka, weszłam pod kołdrę i wtuliłam się w poduszkę.

***

Ktoś potrząsał mnie za ramię.

– Vita.

Proszę, zostaw mnie w spokoju.

– Vita!

Może jeśli będę ją ignorować, to da mi spokój.

– Wstawaj, Vittoria, bo jak mi Bóg miły, sama cię wykąpię.

– Ugh! W porządku – powiedziałam, podnosząc się.

Liliana stała przede mną, a jej złocistoblond włosy były w całkowitym nieładzie. Chiara wyszła z łazienki, trzymając miskę z wodą.

– Obejdzie się bez wody, już wstałam – powiedziałam, unosząc w górę obie ręce w geście poddania.

– Musimy porozmawiać – oznajmiła, odstawiając miskę na krzesło.

– W porządku – odparłam, krzyżując nogi.

– Więc zeszła noc była totalnym odlotem – wtrąciła Liliana.

– Uh-huh?

– Co się stało? – zapytała Chiara tonem nieznoszącym sprzeciwu.

– Tak się martwiłyśmy. Myślałam, że ktoś cię porwał czy coś. Pierwsza zasada babskiego wyjścia: trzymamy się razem – skarciła mnie Chiara.

– Przepraszam, okej? – Co mam im powiedzieć?

– A potem jacyś przystojniacy w garniturach niemalże wcisnęli nas siłą do samochodu, twierdząc, że wiozą nas do ciebie. Myślałam, że jestem porywana!

– Przepraszam, okej – powiedziałam cichym głosem. Co miałam im powiedzieć?

– W jednej sekundzie tam byłaś, a w następnej? Bum! Odchodziłyśmy od zmysłów. Ja na przykład myślałam, że zostałaś porwana albo leżysz martwa w jakimś rowie – skarciła mnie Chiara.

– Popieram – dodała Liliana, machając ręką.

Obie odwróciłyśmy się w jej stronę i posłałyśmy jej mordercze spojrzenie.

– Naprawdę przepraszam, wpadłam w małe tarapaty. – Muszę szybko coś wymyślić, przecież nie mogę powiedzieć im o rodzinie.

Po wczorajszej nocy na pustym placu, droga powrotna z Mrocznym i Niebezpiecznym – i tak, postanowiłam od teraz go tak nazywać. Mrocznym, bo wszystko w nim było mroczne, od włosów w kolorze węgla po czarno-czarny garnitur, który opinał jego muskularne ramiona. A Niebezpiecznym... cóż, nikt nie musiał mi mówić, że był niebezpieczny, do diabła, wszystko w nim krzyczało o niebezpieczeństwie. To była bardzo cicha podróż.

Dokładniej rzecz ujmując, bardzo starałam się nie wpaść w panikę i nie drzeć się wniebogłosy.

Chciałam go również zapytać, dokąd mnie zabiera, ale ostatecznie zrezygnowałam z tego pomysłu.

Kiedy zjechał na pobocze, przed nami stał inny SUV. Tam znalazłam Chiarę i Lilianę; wydawały się przerażone, a gdy wysiadłam z samochodu, zrobiły to samo. Po tym, jak zapytały, czy nic mi nie jest, pomaszerowałyśmy z powrotem do akademii i na paluszkach zakradłyśmy się do naszego pokoju.

Zasnęłam, zanim moja głowa w ogóle dotknęła poduszki, ale nie zanim otrzymałam od Chiary spojrzenie pod tytułem „oj, gęsto się z tego wytłumaczysz”.

Co sprowadza mnie z powrotem do tej rozmowy.

Posłały mi spojrzenie, które wręcz krzyczało: „No i?”.

– Moja kuzynka mnie zobaczyła i zamierzała powiedzieć rodzicom. – Postanowiłam trzymać się prawdy, a przynajmniej jej części.

– Wow! Masz na myśli tę blondynkę? – zapytała Liliana.

Pokiwałam głową.

– Bez urazy, ale wyglądała jak dziwka – stwierdziła Lili.

– Nie obrażam się, to suka pierwszej klasy – prychnęłam.

– W każdym razie, właściciel klubu przyjaźni się z moją rodziną, więc mnie podwiózł. – Czy mogłam wymyślić lepszą wymówkę? Nie ma mowy, żeby to kupiły.

– Mmm, to ma sens – powiedziała Chiara, kiwając głową.

Naprawdę ma?! Próbowałam utrzymać neutralny wyraz twarzy.

– Ale poważnie, Vita, nigdy nam nie mówiłaś, że znasz tylu gorących facetów. To znaczy, to wszystko wyjaśnia! Nigdy nie wzdychasz do uroczych chłopaków tu, w akademii, bo widziałaś znacznie gorętszych! – Liliana niemalże krzyczała.

– To tak bardzo prawda, przez chwilę zastanawiałam się nawet, czy ty w ogóle masz jajniki – wypaliła Chiara z kamienną twarzą, odrzucając włosy do tyłu.

– To jest takie, takie obrzydliwe – powiedziałam, po czym wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.

– Ale tak serio, gdybym nie panikowała przez całą tę akcję z porwaniem, rzuciłabym się na jednego z nich. – Zarówno Chiara, jak i ja wlepiłyśmy wzrok w Lilianę.

– Co? Tylko nie mówcie mi, że nigdy nie fantazjowałyście o byciu porwaną i uprawianiu dzikiego, zwierzęcego seksu z facetem, który wygląda jak grecki bóg – powiedziała z szeroko otwartymi oczami.

– Co?! – krzyknęłam, a nasz śmiech trwał w najlepsze.

****

– A więc niech rozpocznie się pakowanie! – oznajmiła Chiara ze sztucznym francuskim akcentem.

– Argg! – prychnęła Liliana.

Zaśmiałam się, kręcąc głową, i ruszyłam w stronę swojej szafy.

Dobrze, że nie miałam zbyt wielu ubrań.

Po bardzo obrzydliwej rozmowie z przyjaciółkami na temat fantazji seksualnych zgłodniałyśmy i poszłyśmy do jadalni.

Chiara i Liliana pociągnęły mnie do stolika „bogatych” dzieciaków, gdzie znów zobaczyłam Valerio. Zapytał, dlaczego nie wróciłam na imprezę po wizycie w toalecie. Powiedziałam mu, że Liliana i Chiara chciały wracać do akademii, więc wyszłyśmy.

Potem nastąpiła wymiana numerów. Dzielenie się uściskami i pocałunkami, gdy wszyscy się żegnali. Niektórzy uczniowie wręcz wycierali zapłakane twarze. Robienie planów na wspólne wyjścia. To było trochę smutne.

Teraz byłyśmy z powrotem w naszym pokoju w akademiku, żeby się spakować, ponieważ jutro wszyscy opuszczali akademię.

Moje ubrania składały się głównie z koszulek na ramiączkach, crop topów i bluz. Do tego mnóstwo szortów, legginsów i dresów.

To był jeden z tych momentów, kiedy cieszyłam się, że nie mam ogromnej garderoby jak moje przyjaciółki, a zwłaszcza Liliana.

Jedynym problemem będą moje przybory plastyczne. Przysięgam, nie miałam pojęcia, że jest ich aż tyle.

– Cóż, będę musiała je wyrzucić. – Wzruszyłam ramionami.

Po wyrzuceniu tego, czego nie potrzebowałam – a okazało się tego całkiem sporo – wmaszerowałam do pokoju i ruszyłam prosto do łóżka.

– Skończyłaś? – zapytała Liliana, zasuwając swoją piątą walizkę i wypuszczając z ust powietrze.

– Hm. – Pokiwałam głową i opadłam na łóżko.

– Dobranoc, Vita.

– Dobranoc, Lili. – I zapadłam w głęboki sen.

Najnowszy rozdział

Łączna liczba rozdziałów: 120

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział trzeci - Zaaranżowana narzeczona Capo | StoriesNook