Chyba jestem pijana, nie jestem pewna, nigdy wcześniej nie byłam pijana, nagle rozumiem słowo „wstawiona”. Czuję się pewnie, jakbym mogła mieć cały świat u swych stóp.
Wypiłam ze siedem szotów różnych rodzajów alkoholu, a może osiem albo dziesięć, nie jestem pewna, przestałam liczyć po trzech.
– O mój Boże, jesteś taka zabawna, Vita – powiedziała Chiara, śmiejąc się do łez z czegoś, co powiedziałam.
– Bierzemy kolejną kolejkę? – jakaś dziewczyna zapytała chyba Amalię.
– Jasne, że tak, ja stawiam, o czekajcie, to impreza, wszystko jest za darmo – powiedziałam poważnym głosem, a cały stół wybuchnął głośnym śmiechem.
– Myślę, że masz już dość, Vita – powiedział Valerio, facet, na którego kolanach siedziałam, przytrzymując mnie ramieniem, gdy próbowałam wstać.
– Tak myślisz? – zapytałam, opierając się plecami o jego klatkę piersiową.
– Taak, potrzebuję trochę powietrza, pójdziesz ze mną? – wyszeptał mi do ucha.
– Hmm – zgodziłam się, wstając, i wygładziłam sukienkę.
Chwycił mnie za rękę i poprowadził na zewnątrz. Główna sala klubu była zapchana, gdy ją mijaliśmy. Ludzie tańczyli na parkiecie.
– Myślisz, że dostanę trochę wody? – zapytałam, nagle spragniona prawdziwej wody.
– Oczywiście. Chodź ze mną.
Poprowadził mnie przez tłum tańczących ludzi i nie, to wcale nie było zabawne. Mogłabym przysiąc, że poczułam, jak ktoś obmacuje mnie po tyłku.
Kiedy dotarliśmy do baru, Valerio podał mi szklankę wody.
Wypiłam ją duszkiem w kilka sekund.
– Chyba naprawdę chciało ci się pić? – zapytał, patrząc na mnie dziwnie.
– Taak. – Spojrzałam na niego. Był taki przystojny, jego blond włosy prawie zakrywały mu błyszczące, zielone oczy.
Jak mogłam nie zauważyć, że stoi tak blisko?
– Wyglądasz dzisiaj naprawdę pięknie, Vita – wyszeptał, a ja poczułam, jak gorąc uderza mi do twarzy.
– Skąd znasz moje imię? – wypaliłam.
Przez kilka chwil wyglądał na zbitego z tropu.
– Chodzimy razem do szkoły i myślę, że jesteś całkiem fajna – powiedział powoli.
– Dziękuję – odpowiedziałam, odwracając wzrok.
– Muszę iść do toalety. – Właśnie to robi z tobą picie takiej ilości płynów.
– W porządku, poczekam tu na ciebie.
Odwracając się, poszukałam toalety, którą łatwo było znaleźć, załatwiłam swoją sprawę i wyszłam.
Kiedy wracałam do klubu, dostrzegłam Chiarę i Lilianę idące w moim kierunku; prawdopodobnie też szły do toalety.
– Hej, Vita, ty i ten przystojniak zniknęliście na dłuższą chwilę, musiałyśmy sprawdzić, czy u ciebie wszystko okej – powiedziała Liliana; nie wydawała się aż tak pijana.
– Ma na imię Valerio i dobrze o tym wiesz – powiedziałam, gdy szłyśmy w stronę parkietu.
– Nie mógł oderwać od ciebie wzroku. – To była Chiara.
– Obie macie przywidzenia.
– Taak, mów sobie, co chcesz, zatańczymy? – zapytała Liliana, co zabrzmiało raczej jak stwierdzenie faktu, bo już zaczęła ciągnąć zarówno mnie, jak i Chiarę na środek parkietu.
– Jasne, że tak! – To znowu Chiara.
Nigdy wcześniej nie tańczyłam publicznie, ale i tak nikt nie wiedział, kim jestem, więc kurczę, pewnie.
Chiara wyrzuciła ręce w górę, kręcąc biodrami.
Liliana zrobiła coś podobnego; obie stanęły po moich bokach. Niczym w postawie obronnej, ja byłam w środku.
Postanowiłam więc pójść w ich ślady. Nie znałam tej piosenki, nie byłam nawet pewna, czy jest po angielsku, ale miała dobry rytm i po kilku sekundach kołysałam się w jego takcie.
Moja prawa ręka w górze, lewa na talii, podczas gdy kręciłam biodrami.
Pierwsza piosenka się skończyła i ustąpiła miejsca kolejnej, a w połowie trzeciego utworu tłum na parkiecie się przerzedził. Została tylko Chiara, Liliana i ja. Oraz kilka par tu i tam.
Czułam na sobie czyjś wzrok, to było dziwne uczucie, niczym pieszczota, i z jakiegoś powodu postanowiłam się rozejrzeć.
Moje oczy zatrzymały się na wysokim facecie, chwila, wydawał się męski, nie jestem pewna, ile mógł mieć lat. Jego twarz była naprawdę piękna, mocna szczęka i wyraźne kości policzkowe, wargi miał zaciśnięte w ponurą linię, więc trudno było coś z nich wyczytać, prosty nos, a włosy wydawały się gładko zaczesane do tyłu.
Jego twarz była pozbawiona wyrazu, dokładnie to, co nazwałabym pokerową twarzą, taką, jakiej nigdy nie potrafiłabym przybrać, nawet gdyby zależało od tego moje życie.
Ale nie sądzę, żeby kiedykolwiek mógł wyglądać atrakcyjniej. Nie żebym go znała czy coś.
Tym, co nie dawało mi spokoju, były jego oczy, tak niebieskie, że aż wydawały się sztuczne. Wyglądały na nieco zdenerwowane, jakby wściekłe o coś. Jego spojrzenie było tak intensywne, że chciałam odwrócić wzrok i jednocześnie nadal na niego patrzeć.
Tylko jego oczy zdawały się okazywać jakiekolwiek emocje. Płonęły i jednocześnie były tak bardzo zimne.
Wpatrywał się w moje, jakby mnie znał.
Wszystko w nim krzyczało: „Niebezpieczeństwo” przez duże N. A ja nie potrzebowałam żadnych problemów, ani teraz, ani kiedykolwiek.
– Odwróć wzrok, Vita, zrób to natychmiast – szepnęłam do siebie, wciąż poruszając się w rytm piosenki. Odwróciłam wzrok.
Przesunęłam spojrzenie w bok, w stronę wejścia do klubu.
I zatrzymałam je na dziewczynie mniej więcej w moim wieku.
Ona też wydawała się wściekła, posyłając mi mordercze spojrzenie. Szczerze mówiąc, gdyby wzrok mógł zabijać, leżałabym już dwa metry pod ziemią. Jakbym była jej śmiertelnym wrogiem. Nawet jej nie znałam. Ale kompletnie mnie to nie obchodziło.
Było coś w jej rozjaśnianych blond włosach, co wydawało się znajome, tylko nie potrafiłam dokładnie określić co.
I wtedy uderzyło we mnie jak tona cegieł, ta Blondynka, znałam ją, minęły już chyba ze dwa lata, odkąd ją widziałam. Jeden z powodów, dla których odeszłam z Rodziny. Moja kuzynka Caterina.
Szybko odwróciłam wzrok. – Kurwa – przeklęłam pod nosem.
Musiałam się stąd ewakuować, natychmiast. Zanim mnie rozpozna.
Ze wszystkich klubów w Nowym Jorku musiała przyjść akurat do tego i to dzisiaj.
Szukałam Liliany i Chiary, ale wydawało się, że połączyły się już w pary z jakimiś facetami, kiedy to się stało? Prawie krzyknęłam. Może wtedy, gdy gapiłam się na tego faceta w czerni jak jakaś psycholka. Niech to szlag!
Szybko szukając drogi ucieczki, postanowiłam podejść do zatłoczonego baru, może udałoby mi się wtopić w tłum.
Musiałam wykonać kiepską robotę we wtapianiu się w tłum albo mój plan był do bani, bo gdy tylko dotarłam do baru, ktoś chwycił mnie za ramię i gwałtownie mną obrócił.
Prawie straciłam równowagę w tych sięgających kolan butach na wysokim obcasie. Prawie.
– Lepiej trzymaj się z dala od mojego faceta, ty dziwko. – Znałam ten głos.
Kiedy podniosłam wzrok, Caterina stała przede mną, obrzucając mnie morderczym spojrzeniem i kipiąc ze złości; gdyby to była kreskówka, z jej uszu buchałby dym.
– I, kurwa, mnie nie dotykaj, bo sprzedam ci takiego liścia, że wylądujesz w przyszłym tygodniu, zrozumiałaś? – rzuciłam jej prosto w twarz.
Jej oczy się rozszerzyły.
– Tori? – Wydawała się zszokowana.
– Tak, Rina? – powiedziała beznamiętnie.
– Co ty tu do cholery robisz, ubrana jak dziwka?
Co za suka! Moja sukienka zakrywała więcej ciała niż jej.
– A na co wygląda, że robię? Oglądam telewizję? – odpowiedziałam sarkastycznym tonem.
– Nie waż się tak do mnie mówić, czy twoja matka wie, że puszczasz się na mieście, zamiast być w szkole? W sumie to by mnie nie zdziwiło, obie jesteście zdzirami... – Nawet nie poczekałam, aż skończy to zdanie. Biorąc zamach, przedstawiłam swoją dłoń jej twarzy, a jej głowa odskoczyła do tyłu.
Cholera, moja dłoń aż płonęła z bólu, ale było warto.
Zatoczyła się na moment i prawie upadła na tyłek, ale złapała się krzesła, odzyskując równowagę.
Natychmiast stanęła z powrotem na nogach i wiedziałam, że to ten moment, kiedy się na mnie rzuci. Chciałam zrobić unik albo zejść jej z drogi, ale wiedziałam, że nigdy nie zdążę uskoczyć na czas.
Zamknęłam więc oczy, czekając na rozpętanie się piekła, ale cios nigdy nie nadszedł.
– Wystarczy – warknął ktoś. Ten głos wywołał dreszcze na moich plecach. I po prostu wiedziałam, bez otwierania oczu, do kogo ten głos należy.
– Ta głupia suka mnie uderzyła! – wrzasnęła Rina jak szalona.
Otwierając oczy, uświadomiłam sobie, dlaczego cios Cateriny nigdy we mnie nie trafił: ktoś ją przytrzymywał. Ten obłędnie przystojny mężczyzna stał zaledwie kilka kroków ode mnie. Dzięki Bogu, wolałabym, żeby tak zostało.
– Śmiesz robić tu sceny? – zapytał śmiertelnie spokojnym głosem.
Dobrze, że nie kierował tego pytania do mnie.
– Ona zaczęła! – prawie wykrzyczała.
– Rany, nie musisz tak krzyczeć, nikt tu nie jest głuchy, wiesz? – powiedziałam cicho, ale najwyraźniej wszyscy mnie usłyszeli, bo nagle znalazłam się w centrum uwagi.
Musiałam oczywiście otworzyć swoją niewyparzoną gębę.
– Wyprowadźcie ją stąd – powiedział, nie spuszczając ze mnie wzroku, a facet, który trzymał Rinę, zrobił dokładnie to, nie zadając żadnych pytań.
Kimkolwiek był ten mężczyzna, roztaczał wokół siebie aurę w stylu: „nie zadzieraj ze mną”. A ja właśnie zamierzałam brać stąd nogi za pas.
– Dziękuję – powiedziałam, przechodząc obok niego, żeby wynieść się stąd w cholerę.
Złapał mnie za ramię. – Nie tak szybko. – Prawie zemdlałam.
Mogłabym przysiąc, że poczułam iskrę tam, gdzie jego skóra dotknęła mojej. Jego uścisk był stanowczy, ale zaskakująco delikatny.
– Idziesz ze mną – powiedział i ruszył do wyjścia z klubu.
– C-c-co? J-ja yyy nic nie zrobiłam – zająknęłam się.
Dobra robota, Vita, właśnie pośrednio powiedziałaś mu, jak bardzo się boisz.
Okej, głębokie wdechy, wymyśl coś. On jest już prawie przy drzwiach.
– Czekaj! – powiedziałam, zapierając się obcasami.
Odwrócił się i uniósł pytająco brew. Boże, kto tak robi?
– Yyy, nie mogę wyjść bez moich przyjaciółek – wypaliłam, co w sumie nie było kłamstwem.
– Wyślę kogoś po nie. – Odwrócił się i tym razem się nie zatrzymał. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz, podszedł do czarnego samochodu i otworzył drzwi od strony pasażera. Nie było mowy, żebym zgodziła się gdziekolwiek z nim pojechać. Ale nikt mnie o to nie pytał. W jednej sekundzie stałam, a w następnej byłam już w samochodzie.
– Zapnij pasy – to było wszystko, co powiedział, zanim zatrzasnął drzwi.
Co jest do cholery?
Chwilę później siedział już na miejscu kierowcy, a samochód ruszył.
Czułam się niekomfortowo, będąc tak blisko niego.
Sama z nim.
Z mężczyzną.
– Kim jesteś? Dokąd mnie zabierasz? Czy to dlatego, że uderzyłam Caterinę? Nie chciałam tego, po prostu naprawdę mnie wkurzyła. Przepraszam, okej? A teraz, możesz mnie puścić? – zapytałam w pośpiechu. Okej, panikowałam.
– Zawsze zadajesz tyle pytań?
– Nie.
– To dobrze.
– Odpowiesz na nie?
– Nie.
– Ale dlaczego?
– Bo to ja będę zadawał pytania, jasne?
Nie sądzę, żeby to było pytanie, ale i tak skinęłam głową.
– Dobrze. Jak się nazywasz?
– Vittoria. – Nigdy nie używam swojego pełnego imienia, ale, do diabła, nie zamierzałam go okłamywać. Byłam przerażona do szpiku kości.
Wydawał się usatysfakcjonowany moją odpowiedzią.
– A teraz wyjaśnij mi, po jakiego diabła tańczyłaś w klubie ubrana w ten sposób – powiedział spokojnym głosem, od którego przeszły mnie ciarki.
Dlaczego o to pytał?
– Nie rozumiem, o co ci chodzi.
Zaparkował samochód na czymś, co wyglądało na pusty plac.
Otworzył drzwi i wysiadł. Zrobiłam to samo. Z tym że ja oparłam się plecami o auto, a on po kilku sekundach stał już naprzeciwko mnie.
– Dlaczego nie jesteś w szkole? – Skąd o tym wiedział? Tylko kilka osób w Rodzinie wiedziało o mojej edukacji.
– Wymknęłam się – powiedziałam cichutkim głosem.
– Dlaczego? – Nie mogłam znieść jego zimnego spojrzenia, więc odwróciłam wzrok.
– Bez powodu – odpowiedziałam cicho.
– Nie zapytam po raz drugi – posłał mi surowe spojrzenie z góry.
– Chciałam się zabawić jak normalny człowiek. Proszę, nie mów nikomu, że mnie widziałeś. – Jego wzrok nieco złagodniał.
– Ile razy? – Boże, stał tak blisko, czy musiał być aż tak blisko?
– Co?
– Ile razy wychodziłaś tak ubrana? – Jego oczy przesunęły się po moim ciele, zatrzymując się na pewnych partiach, takich jak klatka piersiowa, talia, biodra i nogi. Jego spojrzenie było niczym dotyk i nagle poczułam się skrępowana.
– A co cię to obchodzi? – Prawie krzyknęłam z frustracji. Sprawiał, że czułam się naprawdę niekomfortowo.
Posłał mi wymowne spojrzenie.
– To pierwszy raz – powiedziałam, odwracając wzrok.
– Nie okłamuj mnie.
– Przysięgam.
Coś zawibrowało. Wsunął rękę do kieszeni i wyciągnął telefon. Przez kilka sekund coś na nim sprawdzał, po czym odłożył z powrotem do kieszeni.
– Dlaczego w ogóle zadajesz mi te wszystkie pytania? Nie jesteś moim tatą, to, że należysz do Rodziny, wcale nie czyni cię moim szefem. – Wyglądał, jakby chciał przewrócić oczami albo mnie zastrzelić.
– Jedziemy – powiedział, przechodząc przed maską samochodu do drzwi kierowcy.
Nie mając tak naprawdę wyboru, również wsiadłam.
– Nie należę do twojej Rodziny – powiedział, wyjeżdżając z placu.
Dziwne. Wydawało się, że wie o mnie całkiem sporo.
– W takim razie, kim jesteś? Czy... – Przełknęłam ciężko ślinę. – Czy zamierzasz mnie skrzywdzić?
Zanim odpowiedział, patrzył na mnie przez kilka sekund.
– Nie.
Nawet jego głos był seksowny i dumny, tak samo jak on. Chwila, czy ja właśnie powiedziałam, że jego głos jest seksowny? Okej, czyli oficjalnie zwariowałam.






