Kasjusz wpatrywał się wrogo w Tristana jeszcze przez chwilę, po czym odwrócił się do mnie i posłał mi łagodny uśmiech.
– Tak, moja przeznaczona.
W żołądku kłębiły mi się nerwy i cieszyłam się, że w ogóle udało mi się zachować w nim resztki śniadania. Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebowałam, było zwymiotowanie na oczach całego stada. Kasjusza zdawało się to irytować, ale ja cieszyłam się, że






