languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Rosemary Cassidy23 kwi 2026

Punkt widzenia Genevieve

Przeciskałam się przez tłum, desperacko pragnąc uciec od nich wszystkich. Ta sfora przez ostatnie lata biła mnie, dręczyła i złamała, a moje jedyne ocalenie było na górze, zdradzając mnie z moją własną siostrą.

Chociaż, w zasadzie już mnie nie zdradzał, bo też nie był już mój. Teraz po prostu pieprzył swoją przeznaczoną. Przestałam dla niego istnieć. Nasz związek był tylko sposobem na zabicie czasu, dopóki nie znalazł kogoś lepszego… kogoś, kto przeszedł przemianę i nie był człowiekiem, kto mógł stać u jego boku i przewodzić jego sforze.

Gdy zbiegałam po kilku ostatnich schodach, ktoś pchnął mnie mocno w plecy. Łzy rozmywały mi obraz. Ściskałam dłonią klatkę piersiową, próbując złapać oddech. Nie chciałam, aby reszta sfory czerpała z mojego bólu jeszcze większą przyjemność, niż do tej pory.

Uwielbiali, kiedy płakałam i błagałam, by przestali mnie bić i kopać. Słuchanie, jak wołam Alistaira na pomoc, tylko ich nakręcało. Ale tym razem nie miałam nikogo, kogo mogłabym wezwać… nikogo, komu zależałoby na mnie na tyle, by mi pomóc.

Siła pchnięcia sprawiła, że z okrzykiem bólu wylądowałam na drewnianej podłodze. Mój nadgarstek wykręcił się pode mną, a ciemnobrązowe włosy opadły mi na ramię.

"Głupiutka Evie, zawsze pcha się tam, gdzie nie jej miejsce." syknęła Clementine, stając nad moim ciałem. Wiedziałam, że muszę uciekać, ale gdy spróbowałam wstać, na moich plecach wylądowała wielka stopa, dociskając mój podbródek do podłogi.

Odwróciłam głowę, łapczywie chwytając powietrze, podczas gdy napastnik naciskał coraz mocniej na mój kręgosłup. "Mam już naprawdę dość twojego narzucania się. Skoro nie jesteś wilkiem, nie należysz do tej sfory. Nie chcemy tu ludzi. Czas, żebyś stąd zniknęła, chuchro."

"Wystarczy tego!" Głos Alfy zagrzmiał w całym domu. Wzięłam głęboki oddech, gdy ciężar zniknął z moich pleców.

Nie chciałam podnosić wzroku na Alfę Reginalda. Czuł to samo, co reszta sfory. Chciał mnie trzymać z dala od swojego syna. Nie dlatego, że byłam człowiekiem. Gardził mną za to, że byłam słaba. Według niego byłam tylko rozpraszaczem dla Alistaira, i miał rację.

"Wracaj do domu, Genevieve." Rozkazał, spoglądając na mnie z góry. Nie potrzebowałam wilka, by wyczuć aurę głosu Alfy, jakiego użył, ale czułam krew kapiącą mi z wargi, gdy z trudem zbierałam się na nogi.

Gdy wybiegłam przez drzwi wejściowe, jego głos znów zadźwięczał w powietrzu. Zatrzymałam się tuż za otwartymi drzwiami na werandzie. "Dla pozostałych z was: ogłoszono ich przyjazd. Ofiarowanie odbędzie się jutro."

Pełne zaskoczenia westchnięcia wypełniły dom i przez krótką chwilę ból ustąpił miejsca panice. Wiedzieliśmy, że mogą przybyć lada dzień, ale nie spodziewaliśmy się ich tak wcześnie i z tak krótkim wyprzedzeniem.

Likanie.

Przerażające stworzenia. Rządzili światem. Wilki, Fae, wiedźmy i ludzie byli w ich garści.

Mieli przybyć już kilka dni temu. Zaczęliśmy zakładać, że zmienią termin albo go odwołają, bo z ich strony panowała cisza.

Pociągnęłam nosem tak cicho, jak tylko potrafiłam. Musiałam usłyszeć, co mówi mój Alfa, ale nie mogłam powstrzymać łez wywołanych bólem i zdradą, jakich dziś doświadczyłam. Przyciskałam nadgarstek do klatki piersiowej, a oddechy wyrywały mi się w postaci płytkich, drżących westchnień.

"Nie martw się, chuchro," powiedziała Clementine cicho, ale z nutą złośliwości. Alfa z pewnością i tak by ją usłyszał, ale nic nie powiedział. "Oni przychodzą po wilczyce, a nie po obrzydliwych ludzi. Ty nie masz się o co martwić, chuchro."

Nie zawracałam sobie głowy odpowiedzią. Chciałam tylko wyjść z domu sfory i zapomnieć o tym, co się dzisiaj wydarzyło. Ale mała część mnie miała nadzieję, że ją wybiorą. Chciałam, żeby zabrali ją daleko stąd, gdzieś, gdzie już nigdy nie musiałabym jej widzieć.

"Ogłoszono, że tym razem król Likanów dołączy do swojej sfory. Chcę, żeby wszyscy zachowywali się bez zarzutu." Szok wywołany tą wiadomością był wyraźnie słyszalny, a sfora zaszumiała z trwogą.

Król Likanów od lat nie był widziany poza murami zamku. Krążyły plotki, że to krwiożercza bestia, żywiąca się bólem i cierpieniem tych, którzy go otaczali. Zabijał bez ostrzeżenia i brał to, co chciał, nie ponosząc żadnych konsekwencji. Opowieści o jego bezwzględności były powszechne, i wiedziałam, że nic dobrego nie wyniknie z tego, że opuścił zamek.

Kiedy w poprzednich latach dokonywano Ofiarowania, tylko niepołączeni w pary członkowie jego sfory zjawiali się, by wybierać spośród naszych wolnych wilczyc. On sam – nigdy.

Pokręciłam głową, odwracając się i ruszając w drogę powrotną od domu sfory. Po drodze ocierałam łzy z policzków.

Clementine miała rację. Likanie nie zwrócą na mnie uwagi. Nawet Alfa uważał moją wiedzę o ich przybyciu za mało istotną. Zanim powiadomił resztę sfory, próbował mnie odprawić.

Nie miałam się czym martwić, ale będzie to dobra okazja, by uciec, gdy reszta sfory będzie zajęta.

Nie byłam mile widziana w mojej sforze. Trzymali mnie w pobliżu tylko na wypadek, gdybym z opóźnieniem przeszła przemianę. Nie mogli pozwolić, żeby ktoś przemieniał się na oczach ludzi. Choć ludzie wiedzieli o naszym istnieniu i żyli pod rządami Likanów, trzymali się od nas na dystans tak bardzo, jak to tylko możliwe.

To było dokładnie takie życie, jakiego pragnęłam. Samotne i bez niczyjego natręctwa.

Z dala od bólu. Z dala od cierpienia i znęcania się.

Obraz Beatrice i Alistaira wyrył się w moim umyśle, sprawiając, że z trudem łapałam ostrość widzenia, gdy biegłam do swojego domu. Czułam się tak, jakby moje serce fizycznie pękało w piersi, a ja nie miałam jak włożyć ręki do środka, by złożyć je z powrotem w całość.

Potykałam się, trzymając rękę mocno przy piersi. Ból, fizyczny i psychiczny, był nie do zniesienia. I chociaż część mnie domagała się, abym wróciła i wygarnęła Alistairowi, co o nim myślę, nie miałam mu już nic do powiedzenia.

Był kłamcą. Kochałam go całym sercem, a on zabrał moje serce i napluł mi w twarz. Nie wiedziałam, jak się po tym podnieść. Jak ktokolwiek mógłby przejść do porządku dziennego po tym, jak zdradziła go osoba, którą kochał najbardziej na świecie?

Niewielkie krople zimnej wody spadły na moją skórę, wywołując we mnie zduszony śmiech na ironię tego, że akurat w takiej chwili zaczęło padać. Jednak ten wybuch rozbawienia sprawił tylko, że zaczęłam płakać jeszcze mocniej.

Wolność, której tak pragnęłam, miała nadejść szybciej, niż sobie wyobrażałam. Kiedyś myślałam, że uwolnię się od dręczenia poprzez połączenie w parę z mężczyzną, którego kochałam. Myślałam, że kiedy ogłosi mnie swoją Luną, wszystkie te drwiny i ból wreszcie się skończą. Że jako Luny nie będą w stanie mnie tknąć. Będę miała nad nimi całkowitą kontrolę.

To był mój błąd.

Nigdy nie powinnam była wierzyć, że zostanę uwolniona przez mężczyznę. Od teraz sama o siebie zadbam, zaczynając od wyniesienia się stąd w cholerę. Gdy tylko Likanie przybędą, cała uwaga skupi się na nich. Wszyscy członkowie sfory będą obecni i nikt nie zauważy zniknięcia jednego małego człowieka z tłumu.

Będę miała wąskie okno czasowe na ucieczkę i nie miało znaczenia, czy sam król tam będzie. Byłam gotowa zaryzykować wszystko.

Jaki był sens bycia żywym, jeśli człowiek bał się żyć? Musiało mnie coś w życiu omijać. Gdzieś tam na zewnątrz musiało być coś lepszego niż to, co mnie tu spotykało.

Światła w moim domu były zapalone, co sprawiło, że się zatrzymałam. Zwolniłam, gdy się zbliżałam. Nie byłam gotowa, by stawić czoła rodzicom. Nienawidzili faktu, że nie przeszłam przemiany, nawet bardziej niż ja sama. Mieli wobec nas wysokie oczekiwania. Pochodząc z rodu Bety, byli wprost zachwyceni, że spotykam się z przyszłym Alfą.

Gdy się nie przemieniłam, byli wściekli. Byłam rozczarowaniem dla ich nazwiska i naszej sfory. Wielokrotnie mi o tym przypominali, wytykając mi, jak bardzo się mnie wstydzą i jak ich zawiodłam.

Głupiutka Evie.

Tak mnie nazywali, gdy byłam dzieckiem. Byłam ich Głupiutką Evie, która zawsze robiła te urocze rzeczy, takie jak wpadanie na ściany, wcieranie jedzenia we włosy czy układanie klocków tak, jak wydawało mi się to właściwe, ale zawsze wbrew instrukcjom.

Teraz nienawidziłam tego przezwiska. Głupiutka Evie, dziewczyna, która myślała, że może znaleźć miłość i szczęście. Ta dziewczyna marzyła o bezpiecznym miejscu do życia i założeniu kiedyś własnej rodziny.

Gdy dorastałam, Beatrice i Clementine uwielbiały używać tego przezwiska przeciwko mnie. Głupiutka Evie… wypluwały to ze wstrętem i drwiącym tonem, naśmiewając się ze mnie z takiego czy innego powodu.

Wygląda na to, że ostatecznie jednak byłam głupiutka. Nie było prawdziwej miłości. Nic tu już na mnie nie czekało.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2 - Zemsta Najsłabszej: Przeznaczona Królowi Bestii | StoriesNook