- Sera -
Potrzebuję kilku sekund, żeby zareagować. Czy ja go dobrze usłyszałam? Czy on powiedział: przeznaczona?! Jeden z likanów, którzy przynieśli tego mężczyznę, przygląda mi się z zaskoczeniem. Czy on też to usłyszał?
– Wózek reanimacyjny! – krzyczę. Na szczęście mój lekarski mózg wkracza do akcji i potrafię przestać myśleć o tym, co usłyszałam, a czego nie. Harper wpada z wózkiem reanimacyjnym i przygotowujemy się, by przywrócić tego człowieka do życia.
– Odsunąć się!
Pierwszy wstrząs. Brak bicia serca.
– Odsunąć się!
Drugi wstrząs. Wciąż brak bicia serca.
– Odsunąć się!
Młody likan, który wpatrywał się we mnie, podszedł bliżej, by stanąć obok swojego przyjaciela.
– Dajesz, Alaric... no dalej, stary. – Wydaje się, że za chwilę się rozpłacze, gdy nagle:
Pik. Pik. Pik.
Słabo, ale jest. Tyle wystarczy.
– Przewozimy go na blok operacyjny!
–
To jeden z tych momentów, w których przewartościowuję całe swoje dotychczasowe życie. Oto stoję tu, umyta i gotowa, by operować likana. Czy wspominałam już, że nie wiem nic o anatomii likanów? Opieram się na założeniu, że w zasadzie przypomina ona anatomię wilkołaka, tylko się różni. Jak bardzo? Zaraz się przekonamy.
Dokonuję pierwszego cięcia i tak jak przypuszczałam, jedno z jego płuc zapadło się. Zakładam drenaż opłucnej, by ustabilizować płuco, i przechodzę do kolejnego urazu. Doktor Harrison wchodzi na salę, umyty i gotowy do pomocy. Uśmiecha się łagodnie i staje naprzeciwko mnie, oceniając moją dotychczasową pracę.
– Z czym się mierzymy?
– Odma opłucnowa, krwotok wewnętrzny, więcej połamanych kości, niż mam teraz ochotę liczyć, a do tego złamana połowa żeber. Szczerze mówiąc, jestem zaskoczona, że on nadal żyje.
– Cóż, likanie to bardzo wytrzymałe stworzenia. Zajmę się kośćmi; jeśli pozwolimy im zrosnąć się nieprawidłowo, później będziemy musieli je łamać, by to skorygować. Wykorzystajmy fakt, że teraz jest w znieczuleniu. Podałaś mu leki rozrzedzające krew?
Nawet o tym nie pomyślałam. Zazwyczaj podczas operacji wilkołaków nie musimy używać antykoagulantów. Zauważa moje zmarszczone brwi.
– Likanie goją się znacznie szybciej niż wilki. Jeśli nie podamy mu leków przeciwzakrzepowych, nacięcia, które zrobisz, zagoją się, zanim zdążysz go porządnie poskładać. – Trudno uwierzyć, że w ogóle potrafi się leczyć, biorąc pod uwagę stan, w jakim się znajduje, ale postępujemy zgodnie z instrukcjami.
Kontynuujemy resztę operacji bez przeszkód i z ulgą dowiadujemy się, że Seth, pacjent doktora Harrisona, w pełni wróci do zdrowia. Był to wilk w zdecydowanie najgorszym stanie. W obecności mojego mentora wszyscy wydają się pewniejsi siebie. Pracując nad złamaniami, zaczyna cicho nucić pod nosem.
Doktor Harrison wie o likanach więcej, niż mogłabym sobie wyobrazić, co staje się oczywiste, gdy zajmuje się kośćmi pacjenta. Szczegółowo wyjaśnia, jak leczyć każde złamanie i w jaki sposób struktura kości likanów różni się od tej u wilków. Wydaje się to logiczne, biorąc pod uwagę, jak bardzo różnią się nasze zwierzęce formy.
Kiedy kończymy operację, jego parametry życiowe są stabilne, a ja jestem całkiem zadowolona z ostatecznego rezultatu. Doktor Harrison wykona dodatkowe prześwietlenia RTG, by sprawdzić, czy nie ma dalszych uszkodzeń kości wymagających naprawy, ale ogólnie rzecz biorąc, pacjent czuje się o niebo lepiej.
Zostaje wywieziony z bloku operacyjnego, a ja udaję się do szatni na zasłużony prysznic. Zakładam czarne legginsy, braletkę i mój ulubiony luźny sweter. Jest prawie dziesiąta, a ja jestem więcej niż gotowa na komfort własnego łóżka. Jestem wykończona brakiem porządnego snu przez ostatnie kilka tygodni, ale najpierw muszę zajrzeć do moich pacjentów. A w szczególności do tego, nad którym właśnie spędziłam długie godziny.
Wchodzę do sali, gdzie pielęgniarka, Gemma, aktualizuje jego kartę. Pomieszczenie jest słabo oświetlone przez jedną z lampek nocnych, a moja dłoń instynktownie wędruje, by włączyć główne światło.
– On woli ciemność – dobiega niemalże warkot od postaci w kącie pokoju. Mężczyzna siedzi, ale czuję jego zapach; to jeden z likanów.
Gemma posyła mi poirytowane spojrzenie, dając znać, że też tego próbowała. Cóż, nie jestem Gemmą. Włączam je szybkim ruchem nadgarstka. To wywołuje warknięcie u jego przyjaciela w kącie, jednak Gemma jest wdzięczna, że może w końcu wykonywać swoją pracę. Pospiesznie kończy notatki, sprawdza jego leki i wychodzi.
Sala, w której przebywają likanie, ma cztery łóżka; jedno z nich pozostało puste, gdyż – jak sądzę – żaden wilk nie chciał tu z nimi leżeć. W łóżku obok mojego pacjenta znajduje się młody likan z wcześniejszego zdarzenia, najwyraźniej pod wpływem środków uspokajających. Ten w kącie zaczyna się ruszać, gdy podchodzę do łóżka jego przyjaciela. Wygląda na zauważalnie starszego od pozostałej dwójki. Przystępuję do badania mojego pacjenta, a on góruje nad nami; to niewiarygodnie irytujące.
Kiedy kończę, odwracam się do niego. Jedno z jego ramion spoczywa na temblaku, a drugie jest grubo i nieprawidłowo zabandażowane; marszczę na ten widok brwi – czy ktoś z naszego personelu to zrobił? Wygląda to na rażące niedbalstwo. Zauważam też głębokie cięcie w poprzek jego czoła, które jest niemal zagojone, oraz zadrapanie na szyi, wciąż o jaskrawoczerwonym odcieniu. Nic dziwnego, że zasłabł, kiedy tu dotarli. Ma ciemnoszare oczy, siwiejące włosy i muskularną budowę ciała, która nie zdradza jego prawdopodobnego wieku. Jego twarz jest surowa, a wzrok nieobecny. Podobnie jak personel, zakładam, że zachowuje wobec nas ostrożność, a tym bardziej nie ufa przebywaniu na naszym terytorium. W każdym innym przypadku zostaliby natychmiast zabici za wtargnięcie, ale nasza Alfa zrobiła wyjątek.
– Kiedy się obudzi? – pyta.
– Operacja przebiegła bardzo pomyślnie i jego stan jest stabilny. W zależności od tego, jak szybko goją się likanie, powinien jutro bez problemu się obudzić. – Uśmiecham się z czystego profesjonalizmu, ale jego postawa działa mi na nerwy.
– Będzie w stanie podróżować?
– Jutro wykonamy kolejne prześwietlenia, by upewnić się, że jego kości zrastają się na swoim miejscu. W zależności od wyników, będzie mógł wyruszyć w drogę być może za tydzień.
– Być może? Nasi uzdrowiciele postawiliby go na nogi w ciągu jednego dnia. Wy, kundły, nie potraficie nawet dobrze wykonywać swojej pracy. – Niemal wypluwa te słowa, ale ja pozostaję niewzruszona; wszyscy wiemy, czego można się spodziewać po tych stworzeniach.
– Będziemy was leczyć, karmić i ubierać tak długo, jak nasza Alfa uzna to za stosowne. Do tego czasu postaraj się nie obrażać mojego personelu. Pamiętaj, że jesteś teraz na terytorium wilków. – Posyłam mu sztywny uśmiech i wychodzę; udało mu się zdenerwować mnie tak bardzo, że zapomniałam o zmęczeniu; jak to w ogóle możliwe?






