languageJęzyk

Rozdział 6

Autor: Vivienne Thorne30 maj 2026

-Sera-

Wracając do siedziby stada, instynktownie zatrzymuję się na skraju lasu. Zawsze z trudem przychodzi mi opuszczanie tego miejsca. Odwracam się w stronę drzew, które zdają się wręcz wyciągać ku mnie ramiona. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, to jedyne miejsce, w którym nigdy nie czułam się samotna. Nawet jako dziecko bez liku razy myślałam o ucieczce do lasu. Gdyby nie Callie i jej rodzina, pewnie bym to zrobiła.

Wchodzę po schodach prowadzących do gabinetu Callie. To tutaj spędza większość czasu. Pukam, a do środka wpuszcza mnie Declan. Zgodnie z oczekiwaniami, przyszła mama bez żadnych ceregieli rozciągnęła się na kanapie, ucinając sobie pośniadaniową drzemkę z brzuchem do góry.

Declan gestem zaprasza mnie, bym usiadła na jednym z foteli naprzeciwko kominka, za co jestem mu wdzięczna, bo wciąż jest mi zimno po mojej wizji. Siada w fotelu obok mojego.

– Coraz bliżej terminu porodu – duma, patrząc na żywy ogień. Odwracam się do niego, oczekując, że będzie kontynuował. – Nie wiem, jak sobie z tym poradzimy, Sero. Po śmierci ojca z gracją przejęła rolę tymczasowej Alfy, a ja się na to zgodziłem, bo zakładałem, że będzie to tylko pozycja tymczasowa, a spójrz na nas teraz. – Odwraca się i patrzy na mnie smutnymi oczami. – Już teraz ledwie sypia, jest wiecznie wyczerpana, a co dopiero z dwójką dzieci?

Rozumiem jego niepokój. Bycie Alfą stada to nie tylko dyrygowanie ludźmi i podejmowanie kluczowych decyzji.

Jeśli dochodzi do bitwy, Alfa stanowi część pierwszej linii obrony. Jeśli celem ataku jest osłabienie stada, Alfa jest pierwszym celem. Declan to silny wilk, ale gdyby nas zaatakowano, mógłby zrobić tylko tyle, by ją obronić. W gardle rośnie mi gula.

– Masz rację, że się martwisz, Declanie. – Kiedy mówię, płomień z trzaskiem łamie kolejny kawałek drewna. – Od wczoraj czuję niepokój, wiecie o tym. Ale dzisiaj... – Declan nie zna pełnego zakresu moich zdolności, wie tylko, że mój instynkt nigdy się nie myli. – Coś nadchodzi, Declanie. Coś, na co nie jesteśmy przygotowani. – Posyła mi długie spojrzenie, ale zanim zdąży naciskać na mnie o więcej informacji, czujemy, że Callie wstaje.

– Declanie, kochanie, zostawisz mnie z Serą na chwilę, proszę? – Robi to, o co go poprosiła, ale przedtem rzuca mi pełne bólu spojrzenie. Widzę, że to wszystko mocno na nim ciąży. Callie idzie usiąść przy swoim biurku. Dołączam do niej, siadając naprzeciwko. Jej biurko jest duże i masywne, w całości wykonane z drewna i pamięta wiele pokoleń. Jego masywność sprawia, że Callie wydaje się mniejsza, niż jest w rzeczywistości.

Moja najlepsza przyjaciółka jest jedną z najpiękniejszych kobiet, jakie kiedykolwiek poznałam. Ma proste, jasnobrązowe włosy kaskadami opadające na dolną część pleców i miodowozłote oczy. Jej smukła sylwetka sprawia, że wydaje się młodsza i krucha, ale jest jedną z najzacieklejszych wojowniczek w całym naszym stadzie. To, czego brakuje jej w brutalnej sile, nadrabia zwinnością, szybkością i inteligencją. To właśnie z tego powodu nie było żadnych sprzeciwów, gdy jej rola Alfy została zatwierdzona na stałe. Właściwie ludzie wiwatowali na wieść o tym, że po raz kolejny ktoś z rodziny Thorne’ów zostanie naszym Alfą.

– Jeśli twoja wizja była tak zła, jak wyglądasz, to już zaczynam się martwić. – Miała ten neutralny wyraz twarzy, który oznacza, że nie żartuje. Opowiedziałam jej wszystko, co widziałam, nie szczędząc żadnych szczegółów.

Gdy kończę, zapada długa cisza, podczas której Callie wpatruje się w ogień po swojej lewej stronie. Okno sięgające od podłogi do sufitu za jej plecami ukazuje, że znów zaczyna padać deszcz.

– Czy w twojej wizji to stworzenie znajdowało się na terytorium lykanów? – Nie jestem pewna, do czego zmierza, ale kiwam głową. Nigdy nie widziałam, żeby przekroczyło nasze ziemie. Callie ciągnie: – Ono poluje na lykanów, Sero. Caleb powiedział mi, że kiedy zaczęli uciekać głębiej na terytorium wilków, przestało ich gonić. – Następuje pauza, podczas której ostrożnie waży kolejne słowa. – To pachnie magią, Sero. Bardzo silną i mroczną magią. Ktokolwiek sterował tym stworzeniem, robił to tak, by zabiło lykanów, ale nie nasze wilki...

– Musimy ich odesłać – odzywam się, zanim zdąży choćby dokończyć, ale nie potrafię się powstrzymać; wiem, co widziałam, wiem, do czego zdolna jest ta rzecz. Prycha sarkastycznie:

– Chcesz, żebym wysłała twojego przeznaczonego na śmierć? – Zaskakuje mnie przypomnienie o tych bzdurach, które ten mężczyzna wczoraj wygadywał. – Byłaś chociaż u niego, żeby potwierdzić, że to twój przeznaczony?

– Callie, posłuchaj samej siebie, to lykan! – Podnoszę się z miejsca, zirytowana, że w ogóle muszę to wyjaśniać. Zaczynam krążyć po pokoju; całkowicie zapomniałam o tym drobnym, kluczowym szczególe.

– Mam na myśli, że skoro w walce jest istną bestią, to czy potrafisz sobie wyobrazić, co robi w... – wchodzę jej w słowo:

– Niech Bogini Księżyca wybaczy ci twoje sprośne myśli, Alfo. – Posyłam jej gniewne spojrzenie.

– Och, daj spokój, Sero. Mówisz o Bogini Księżyca, ale to ona połączyła cię z nim w parę! Nawet nie wiem, jak to działa, że masz przeznaczonego, nie słysząc swojego wilka, ale znalezienie drugiej połówki to bardzo rzadkie błogosławieństwo!

Jestem cała czerwona. Nie dlatego, że jestem zła, ale dlatego, że nagle boleśnie uświadomiłam sobie, iż wczoraj widziałam tego mężczyznę nago. Właściwie to widziałam ich wszystkich nago. Nie mieli nawet czasu, by się ubrać po powrocie do ludzkiej postaci. Chowam zaczerwienioną twarz w dłoniach, opadając z powrotem na fotel, a Callie chichocze. Całkowicie zapomniałam o niezwykle poważnym temacie, o którym dyskutowałyśmy zaledwie chwilę temu.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki