- Gideon -
Nie mogłem zaznać spokoju, mimo silnych środków uspokajających. Ilekroć zasypiam na kilka minut, wracam do tamtego koszmaru; koszmaru, który wciąż z trudem potrafię umiejscowić w prawdziwym świecie. Nie mogę zaakceptować tego, co widziałem, nie jestem nawet pewien, co takiego widziałem.
Kiedy Silas, Alaric i ja dotarliśmy do obozowiska przy granicy, wszyscy byli martwi; wszyscy nasi bracia nie żyli. Na ziemi leżało ich z pewnością co najmniej czterdziestu, niektórym brakowało nawet kończyn. Co mogło spowodować taką rzeź?! To był wyraźny atak na obóz, ale wszyscy zabici byli likanami! Gdzie były ciała wrogów? Stacjonujący tu wojownicy należeli do elity, a mimo to nie udało im się zabić ani jednego przeciwnika?
We trzech staliśmy nad ich ciałami przez wiele minut, nie wiedząc, co powiedzieć lub myśleć. Silas odezwał się pierwszy, radząc, byśmy rozejrzeli się za śladami, zamiast wracać do Rady z pustymi rękami. Wszyscy się z tym zgodziliśmy, ale gdy przystąpiliśmy do oględzin ciał wielu naszych braci, zdaliśmy sobie sprawę, że żadna znana nam bestia nie mogłaby wyrządzić takich zniszczeń. Silas jako pierwszy wyraził swoją opinię.
– To były wilki – warknął, stwierdzając to z absolutną pewnością.
– Nigdy nie spotkałem wilka, który zdołałby zrobić coś takiego, Silasie, a już na pewno nie w starciu z likanem. – Alaric nie podziela głęboko zakorzenionej nienawiści do wilkołaków, którą żywi Silas.
– Jesteśmy tuż przy ich granicy, dzieciaku! Jeśli nie oni, to kto?!
– Silasie, rozejrzyj się wokół! Ani jednego martwego wilka? Ani jednego ocalałego likana? A co ważniejsze, żadnego zapachu wilka!
Silas skrzywił się; wiedział, że Alaric ma rację, ale nawet ja złapałem się na tym, że chcę wierzyć w winę wilków, byleby tylko nadać temu jakiś sens. Alternatywa, wedle której bestia ta była czymś nieznanym, znacznie potężniejszym od nas, sprawiała, że po moim ciele rozchodziły się fale strachu.
– Musimy zapewnić im należyty pochówek – powiedział Alaric, a my się z nim zgodziliśmy, nawet jeśli miałoby to nam zająć cały dzień.
Godzinami zbieraliśmy drewno na stos pogrzebowy. Odpowiednie pożegnanie odbyłoby się w głównym zamku, w obecności i żałobie wszystkich naszych braci i sióstr. O świcie rozpalilibyśmy ogień, odsyłając naszych braci w zaświaty. Ale nie mieliśmy czasu i wiedzieliśmy, że Rada nie zada sobie trudu, by przetransportować ich na właściwą ceremonię. Musieliśmy zrobić to sami.
Podczas układania ciał, gdy podnosiliśmy je jedno po drugim, poczułem ścisk w żołądku, a moje oczy zaczęły piec. Podnoszenie ich dobitnie uświadamiało mi to, co się stało. Powstrzymywałem chęć płaczu, gdy kładliśmy je na stosie.
Kiedy skończyliśmy, Silas podpalił stos, a my wszyscy z szacunkiem pochyliliśmy głowy. Spojrzałem na Alarica, który miał na twarzy niezwykle poważny wyraz. Ogień strawił ich wszystkich i było kwestią czasu, nim wszystko obróci się w popiół. Przez resztę naszej prowizorycznej ceremonii trwaliśmy w milczeniu.
–
Kiedy ogień się wypalił, słońce zaczynało już zachodzić. Likanie mają bardzo dobry wzrok w ciemności, więc powrót mnie nie martwił; martwiło mnie to, co mogliśmy napotkać. Alaric ruszył jako pierwszy, kierując się z powrotem do obozowiska, bez wątpienia szukając jakichkolwiek wskazówek. Oczywistym było, że to atak z zaskoczenia, wszystko znajdowało się w nieładzie. Łóżka nie były nawet pościelone, co wskazywało na to, że wojownicy wstawali w pośpiechu do walki. Do ataku doszło wcześnie rano.
Właśnie gdy zbieraliśmy dowody dla Rady, z głębi lasu dobiegł hałas, a ptaki w pośpiechu odleciały. Dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie. W każdej chwili byłem gotowy do przemiany, ale Silas położył mi dłoń na ramieniu, wpatrując się w las. Alaric wyszedł przed nas. Ostrożnie ruszając w stronę dźwięku. Nie ruszaliśmy się, nie oddychaliśmy, nie śmieliśmy wydać z siebie żadnego odgłosu w oczekiwaniu na to, co mogło się tam czaić. Znajdowaliśmy się bardzo blisko terytorium wilków, ale jeszcze nie całkiem na nim. To wciąż były ziemie likanów.
Znów usłyszeliśmy ten dźwięk, tym razem bliżej, a ja omal nie wyskoczyłem ze skóry. Mój wewnętrzny likan znajdował się w stanie najwyższej gotowości, a włoski na karku zjeżyły mi się. Oczy Silasa stały się czarne, co oznaczało, że jego likan również znajduje się tuż pod powierzchnią. Dźwięk przypominał głuche tąpnięcie, niemal jakby przewróciło się wielkie drzewo, ale my wiedzieliśmy swoje.
Nagle Alaric, ledwie kilka metrów przed nami, przeszedł przemianę i rzucił się w powietrze z obnażonymi kłami i pazurami. Nie potrzebując żadnej wskazówki, co takiego dostrzegł, Silas i ja również przybraliśmy wilczą postać i ruszyliśmy w ślad za nim. Alaric wczepił się w coś, będąc w powietrzu! Obaj zaatakowaliśmy, ale spudłowaliśmy. Kiedy Alaric wściekle gryzł cokolwiek to było, co stanęło na naszej drodze, Silas i ja wciąż skakaliśmy, nie trafiając w cel. Gdy wreszcie poczułem, że o coś zahaczyłem, złapało mnie to za nogę, boleśnie miażdżąc moją kostkę i wgniatając mnie w ziemię. Skomlałem z bólu, ale w większej mierze zdezorientowany. Zauważyłem, że Alaric też leży na ziemi i wygląda na znacznie bardziej poobijanego, niż ja się czułem.
Silas stanął przed nami, by nas chronić, chociaż nie widzieliśmy wroga. Z początku myślałem, że po prostu porusza się zbyt szybko, bym mógł go dostrzec, lecz w rzeczywistości ta istota była niewidzialna. Niewidzialna! Alaric i ja wymieniliśmy spojrzenia i dał mi sygnał. Łapa na ramieniu oznaczała odwrót. Zanim zdążyliśmy zasygnalizować to Silasowi, zostało ono gwałtownie przygwożdżone do ziemi przez bestię. Stary likan zaskomlał, gdy Alaric i ja rzuciliśmy się w powietrze, chwytając się przeciwnika. Istota miotała nami na wszystkie strony, dopóki nie puściła Silasa, a następnie chwyciła mnie w pasie i również zaczęła miażdżyć. Alaric, widząc to, głębiej zatopił w nim kły, zmuszając go do puszczenia mnie.
Pomogłem Silasowi wstać i oceniłem jego rany; stary mężczyzna nie wyglądał za dobrze. Alaric do nas dołączył i zaczęliśmy się wycofywać, ale bestia już tam czekała, zagradzając nam drogę. Tym razem przyjrzałem się uważniej i mogłem dostrzec bardzo słabą sylwetkę. Wcześniej była zbyt wielka, bym mógł ją ocenić, ale teraz zrozumiałem, a mój umysł ogarnęła panika.
Krótko mówiąc, jeśli nie uda nam się uciec, zginiemy.






