Ryker:
— Alfo — powiedział Shane, mój drugi beta, unikając mojego wzroku. Czuł już mój gniew i miałem przeczucie, że cokolwiek powie, nie poprawi to sytuacji.
— O co chodzi, Shane?
— Mamy mały problem. — Skinąłem głową, odprawiając go, i spojrzałem na kobietę stojącą przede mną. Moją żonę…
Jej brązowe włosy były starannie podkręcone, choć pamiętając zdjęcie, które pokazała mi mama, wiedziałem, że naturalnie są kręcone. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i wezwałem pokojówkę. Wyznaczyłem już służbę, która miała być do jej dyspozycji.
— Alfo.
— Macy, to moja żona. Ty i pozostałe dziewczęta będziecie zajmować się jej potrzebami. Na razie sądzę, że zechce odpocząć, podróż była długa — powiedziałem, mijając kobiety i wychodząc na frontowy ganek, skąd dobiegały głosy członków mojej watahy. Zapach obcego wilka sprawił, że mój własny wilk się poruszył, a z mojej piersi wyrwał się warkot, zanim zdołałem nad nim zapanować.
— Co się dzieje? — zapytałem, wychodząc przed dom, by zobaczyć mężczyznę przygniecionego do ziemi przez Shane'a i Granta. Patrzyli z furią na nagiego faceta, który musiał właśnie zmienić formę na ludzką. Jego oczy rozszerzyły się ze strachu, gdy próbował wyrwać się z uścisku moich bet.
— To samotnik, który kręcił się po terytorium — powiedział Grant, mierząc go wzrokiem. — Próbowaliśmy go wyprowadzić bez rozlewu krwi, ale on miał inne plany.
Skinąłem im, by go puścili. Gdy tylko uścisk zelżał, natychmiast się przemienił i chciał na mnie skoczyć. Uniosłem brew i sam się przemieniłem, stając przed nim. Mój czarny wilk górował nad jego szarym futrem. Nagle krzyk przerażenia odwrócił moją uwagę, co wilk próbował wykorzystać, rzucając mi się do gardła. Ku mojemu zaskoczeniu, zamarł w powietrzu.
Cały dziedziniec nagle smagał porywisty wiatr. Mój wilk odwrócił się w stronę kobiety, z którą się ożeniłem. Jej oczy były skupione na samotniku, po czym powoli odstawiła go na ziemię. Wilk skomlał, zanim próbował uciec ze strachu, ale dopadłem go i chwyciłem za kark. Jego ciało zmusiło go do powrotu do ludzkiej formy, zanim wydał ostatnie tchnienie. Słyszałem, jak Macy próbuje wciągnąć Adrianę do środka.
Kilka sekund później zmarł. Odwróciłem się i zobaczyłem Macy oraz Shane'a trzymających Adrianę. Jej oczy były utkwione w martwym mężczyźnie leżącym obok mnie. — Ty…
Przemieniłem się z powrotem w człowieka, będąc zupełnie nagim, i uniosłem brew. — Ja?
— Zabiłeś go!
— Był na moim terytorium. To był on albo ja.
— Nie jesteś człowiekiem.
— Wygląda na to, że ty też nie — odparłem, przyglądając jej się z zaciekawieniem. Jej oczy rozszerzyły się, gdy dotarło do niej moje spostrzeżenie, po czym potrząsnęła głową. — Czym jesteś?
— Powinienem zadać ci to samo pytanie.
— Nie sądzę, żebyś była w pozycji do zadawania pytań, kochanie — powiedziałem, puszczając do niej oko.
— Jesteś cholernym wilkołakiem! Sprowadziłeś mnie tutaj jako swoją żonę, pozwalając mi wierzyć, że TY jesteś człowiekiem! — warknęła. Uniosłem brew, podszedłem do niej i chwyciłem ją za szyję, przyciskając do ściany obok drzwi. Jej oczy rozszerzyły się pod wpływem mojego uścisku, aż nagle zostałem odepchnięty z taką siłą, że wylądowałem plecami na trawie.
Przemieniłem się szybciej, niż mogła to zarejestrować, i ruszyłem do ataku, ale ona sprawiła, że ziemia pod moimi łapami pękła, wywołując lokalne trzęsienie ziemi.
— CO TU SIĘ DZIEJE? — głos mamy zagrzmiał na podwórku. Jej oczy rozszerzyły się na ten widok, po czym stanęła przed Adrianą, unosząc rękę, by powstrzymać ją przed dalszymi działaniami.
— Ryker, zmień się — powiedział ojciec, patrząc mi prosto w oczy. Warknąłem na niego, ale odwarknął, dając mi do zrozumienia, że nie żartuje. Choć wciąż żył i był ze swoją Luną, moją mamą, zrzekł się stanowiska Alfy w chwili, gdy skończyłem osiemnaście lat.
Zmieniłem się w człowieka, stojąc przed nim nago, na co on przewrócił oczami i rzucił mi parę szortów. Skąd je wziął i dlaczego, nie miałem pojęcia, ale teraz mnie to nie obchodziło.
— Sprowadziliście mnie tutaj, żebym wyszła za potwora? — zapytała Adriana moją mamę, która potarła nasadę nosa.
— Mogłabym powiedzieć to samo o tobie, choć to, że nie wyczułam twojego zapachu, sprawia, że sprawa wydaje się podejrzana, czarownico…
— Nie jestem czarownicą — syknęła.
— Więc czym? — zapytałem sarkastycznie. Kobieta była na tyle głupia, by sądzić, że dam się nabrać na jej sztuczki. Nic dziwnego, że zgodziła się na małżeństwo kontraktowe.
— Doucz się o stworzeniach, kundlu — odcięła się. Warknąłem, obnażając kły.
— DOSYĆ! OBOJE! — krzyknęła mama.
— Twoi rodzice też nie byli do końca szczerymi, Adriano — powiedział tata, patrząc na dziewczynę, która odwróciła wzrok. — Kim jesteś?
— Manipulatorką żywiołów — odparła, spoglądając na niego. Uniósł brew i potrząsnął głową, nie wierząc jej.
— Manipulatorka żywiołów ma swój znak… — Adriana podniosła włosy i rozpięła suwak sukienki na plecach, odsłaniając swój znak, a raczej znaki. Miała wypalone na skórze symbole wszystkich czterech żywiołów.
— To wystarczający dowód? — zapytała spokojnie. Suwak jej sukienki sam pojechał w górę, a ona poprawiła włosy i spojrzała na nas. — Dlaczego wybrałeś mnie na żonę, wilku?
— Alfo — poprawiłem ją, piorunując ją wzrokiem.
— Jesteś ICH Alfą, nie moim — powiedziała, krzyżując ramiona na piersi. — Czy nie powinieneś mieć swojej towarzyszki albo Luny…
Moja pierś ścisnęła się na te słowa, a skowyt mojego wilka powiedział mi, że muszę stąd zniknąć. Odsunąłem się od mamy i wszedłem do domu. Przez sekundę patrzyłem na portret mojej towarzyszki, po czym wbiegłem po schodach do swojego pokoju. Miała rację, pytając o to. Powinienem być ze swoją Luną, ale do tego ona musiałaby żyć.
Wyszedłem na balkon, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Usłyszałem otwarcie drzwi. Zapach mamy wypełnił pokój, a chwilę później jej ramiona oplotły mnie od tyłu, gdy ucałowała mnie między łopatkami. — Mówiłam ci, że to zły pomysł…
— Nawet nie dałeś tej dziewczynie szansy — powiedziała cicho. Odwróciłem się do niej, a moje oczy spotkały się z jej wzrokiem; cierpiałem, widząc, że czuje się wobec mnie taka bezradna. Ująłem jej twarz w dłonie i ucałowałem w czoło. Wszyscy wiedzieli, że nigdy nie zamierzałem się z nikim żenić po stracie mojej towarzyszki, a zwłaszcza nie tak szybko.
Poza tym ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowałem, była kolejna kobieta chcąca wskoczyć mi do łóżka dla głupiego tytułu. Szczególnie pod mianem „żony”.
— Powiedziałem to raz, mamo, i powtórzę: ja i ta kobieta NIGDY nie będziemy mieli ze sobą nic wspólnego — oświadczyłem, na co jej srebrne oczy się rozszerzyły. — Im szybciej wszyscy to zrozumieją, tym lepiej.






