Punkt widzenia Alfy Kaelena
Jasna cholera! Ten skurwysyn Malachi ostatnio naprawdę wyprowadza mnie z równowagi. To już trzeci raz w tym miesiącu, kiedy ten chciwy drań zaatakował moją watahę, próbując przejąć nasze kopalnie kryształów. Doceniam jego upór, ale jestem zbyt wrednym draniem, by pozwolić komukolwiek odebrać to, co moje. A uwierzcie mi, wataha Shadowrock i wszystko, co się w niej znajduje, należy do mnie.
„Si, czy patrole zabezpieczyły granice?” – wysłałem wiadomość przez linka do mojego Bety. Silas jest moim Betą, ale także najlepszym przyjacielem od dzieciństwa. Nikt nie zna mnie lepiej i nikt nie rozumie mojego sposobu myślenia tak jak on. Kiedy dorastasz obok tej samej osoby i przechodzisz razem przez wszystko – od okresu dojrzewania po dorosłość – nie masz wyjścia, znasz ją jak własną kieszeń.
„Tak, Alfo. Granice są zabezpieczone. Patrole zameldowały, że ten sukinsyn Malachi wpadł z czterdziestką swoich wojowników. Przy zaledwie trzech strażnikach na patrolu, niektóre ogrodzenia na terytorium zostały uszkodzone. Właśnie zamawiam materiały do odbudowy, powinny być tutaj rano”.
Przy tylu atakach tego drania w tym miesiącu, czeka nas sporo napraw. Całe szczęście, że moja wataha jest jedną z najbogatszych w regionie południowo-zachodnim. To właśnie dlatego ten palant tak bardzo chce moich kopalni.
„Informuj mnie na bieżąco. Potrój patrole dzisiaj i przez najbliższy tydzień. Musimy mieć pewność, że wszystko jest wzmocnione, zanim będziemy mogli je poluzować” – rozkazałem mu.
„Już zrobione, Alfo. Patrole będą szczelniejsze niż pierwszy raz młodej wadery”. Słyszałem w jego głosie ten kpiący uśmieszek, jakby doskonale wiedział, że właśnie tego będę oczekiwał. „A tak przy okazji, czy nadal wychodzisz dziś wieczorem z Kassią?”
„O czym ty gadasz?” Nie znoszę Kassii. Ta wadera od pięciu lat usilnie stara się o pozycję Luny. Nie jestem nią ani trochę zainteresowany. Nie jest moją przeznaczoną. Nie zrozumcie mnie źle – mam trzydzieści lat i szukam swojej mate, odkąd dwanaście lat temu zostałem Alfą, ale nawet mężczyzna ma swoje potrzeby. Miewałem kobiety, które były dla mnie pewnego rodzaju odskocznią, ale nigdy nie spotkałem się z tą samą kobietą dwa razy. Cieszyłem się ich towarzystwem przez godzinę, a potem każdy szedł w swoją stronę, żadna ze stron nie chciała niczego więcej poza dobrą zabawą bez zobowiązań. Zawsze też używam zabezpieczeń. Niech mnie szlag trafi, jeśli jakakolwiek kobieta spróbuje zmusić mnie do więzi partnerskiej lub ogłosi, że jestem ojcem jej dziecka.
Staram się być południowym dżentelmenem, na jakiego wychowała mnie mama, ale szczerze mówiąc, nie dotknąłbym Kassii nawet kradzionym fiutem. Ona zwiastuje kłopoty na każdym kroku. Trzymam ją w pobliżu tylko dlatego, że obiecałem Becie mojego zmarłego ojca na jego łożu śmierci, iż zaopiekuję się jego córką. W jakiś sposób ona przekształciła „opiekę nad córką” w „uczynienie jego córki moją Luną”. To się NIGDY nie wydarzy. Jedyną kobietą, która zostanie moją Luną, będzie moja przeznaczona mate.
„Cóż, ona rozpowiadała, że idziecie dzisiaj na randkę na jakiś pokaz. Mówi, że wszystko zaaranżowałeś. Czyżbyś planował dla niej prywatny pokaz, Alfo?” – zapytał mój Beta, ledwo powstrzymując śmiech.
„Czy moja pięść musi odwiedzić twoją twarz, Si? Nic nie planowałem z tą wariatką i nie mam zamiaru. Naprawdę muszę wymyślić, co z nią zrobić, żeby zajęła się czymś innym i trzymała ode mnie z daleka, zanim ją zabiję. Jest irytująca jak jasna cholera”.
„Brzmi, jakby chciała zagrać w ‚przypnij waderę do Alfy’” – Si uśmiechnął się półgębkiem, podchodząc do mnie. „Czy mam poprosić którąś z omeg o wyprasowanie twojego garnituru?”
„Chcesz biegać na patrolach przez najbliższy tydzień? Jestem pewien, że Maisie chętnie zagarnie całe łóżko dla siebie, podczas gdy ja będę cię ganiał do upadłego” – powiedziałem, posyłając mu groźny uśmiech.
„A więc żadna omega nie prasuje garnituru. Zrozumiałem. A teraz wybacz, czeka na mnie piękna mate, która błaga, by jej kochający partner nieco ją podroczył”. Zaśmiał się, a ja tylko prychnąłem. „Zmykaj stąd, Si. Pozdrów ode mnie Maisie”.
Odwróciłem się, by pójść do domu watahy za Silasem, który ruszył przodem truchtem. Westchnąłem i utrzymałem miarowe tempo. Choć cieszyłem się szczęściem Si, który wcześnie odnalazł swoją mate, nie mogłem powstrzymać lekkiego ukłucia zazdrości. Na niego wieczorem ktoś czekał, ja wracałem do pustego apartamentu na swoim piętrze. Mój Gamma również wcześnie znalazł swoją drugą połówkę. Obaj mieszkali na swoich piętrach z partnerkami. Nie mogłem powstrzymać bólu w piersi na myśl o samotności, którą czułem każdej nocy. Czasami nawet nie zostawałem w sypialni. Wychodziłem na polowanie tylko po to, by nie czuć się tak samotnie w tym wielkim łóżku.
Gdy wszedłem do domu watahy, usłyszałem dźwięk, który był odpowiednikiem drapania paznokciami po tablicy. Jęknąłem w duchu – znowu to samo. Nadchodziła Pani Wrzód Na Tyłku. Podpłynęła do mnie ze swoją bezkształtną, kościstą figurą. Serio, czy ona kiedykolwiek coś je? Wydaje jej się, że wygląda uwodzicielsko, ale w rzeczywistości przypomina chudego nastoletniego chłopca. „Witaj, Alfo” – mruknęła, próbując żałośnie mnie kokietować. „Pomyślałam, że moglibyśmy dziś wyjść. Ty i ja, kolacja?” Podeszła blisko, próbując kołysać swoimi nieistniejącymi biodrami.
„Kassia” – westchnąłem. „Nie wiem, ile razy muszę to powtarzać, ale nie będziemy niczego robić razem. Właśnie skończyłem walkę z tym draniem Malachim. Muszę się doprowadzić do porządku i jestem wykończony. Idę spać. Jeśli chcesz wyjść, baw się dobrze sama” – zakończyłem, odwracając się na pięcie.
„Mogłabym do ciebie dołączyć i pomóc ci się umyć, Alfo” – zawołała za mną ochrypłym głosem. Do jasnej cholery, ona najwyraźniej nie rozumie przekazu. „Kassia, cokolwiek to jest… to się NIE wydarzy. Mówiłem to już wystarczająco dużo razy, nie interesujesz mnie ani trochę. Nie bawię się w niedostępnego. Nie kocham się w tobie potajemnie. Zdecydowanie nie wysyłam ci sprzecznych sygnałów. Miłego wieczoru” – uciąłem i odszedłem. Przez chwilę zrobiło mi się głupio, że byłem tak szorstki, ale ile razy można powtarzać to samo? Dzisiejszej nocy moja cierpliwość była na wyczerpaniu.
W końcu dotarłem do apartamentu i skierowałem się do łazienki. Rozebrałem się i wszedłem pod prysznic. Odkręciłem wodę, pozwalając, by ta najpierw zimna, a potem coraz cieplejsza spływała po mnie. Kiedy zacząłem myć ciało, moje myśli powędrowały ku przeznaczonej mate – gdzie mogła być i jak wyglądała? Miałem szczerą nadzieję, że ma kobiece kształty. Uwielbiam bujne kobiety. Jestem potężnym mężczyzną, mam 195 cm wzrostu i 127 kg czystych mięśni. Mógłbym złamać drobną kobietę na pół. Zdecydowanie wolałbym kobietę, która ma „trochę ciałka”. Mogę być wilkiem, ale kość jest dla wilka, a mięso dla mężczyzny.
Jeśli chodzi o jej osobowość, naprawdę chciałbym, żeby miała własne pasje. Nie zrozumcie mnie źle, chętnie dzieliłbym z nią wszystkie jej zainteresowania, ale byłoby miło, gdyby nie była ode mnie zależna w kwestii organizowania sobie czasu. Chciałbym wracać do domu i dzielić się wydarzeniami z dnia, które byłyby ekscytujące dla nas obojga. Mam nadzieję, że moja mate będzie czuć się przy mnie swobodnie, na tyle, by być naprawdę sobą. Poza tym nie miałbym nic przeciwko, gdyby miała w sobie trochę pazura. Myślę, że Luna może być stanowcza i łagodna jednocześnie, wiedząc, kiedy pokazać charakterek. Westchnąłem i zamknąłem oczy, pozwalając wodzie spłukać kurz, brud i mydło. Zakręciłem wodę, wytarłem się i poszedłem do garderoby. Jedną połowę zawsze trzymałem pustą dla mojej przeznaczonej. Nakazuję omegom dbać o to, by była czysta i wolna od kurzu. Czekam na dzień, w którym przyprowadzę ją do domu.
Położyłem się w wielkim łóżku, znów sam. Spojrzałem na puste miejsce obok mnie. Kolejne ukłucie w piersi sprawiło, że zacząłem się zastanawiać, czy kiedykolwiek ją spotkam. Zamknąłem oczy, zapadając w kolejną noc niespokojnego snu.






